fb Część I: Podbój Steadwick - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Część I: Podbój Steadwick

4 czerwca 2020
Pobierz w formacie PDF

            Steadwick było jedną z najpotężniejszych twierdz na kontynencie Antagarich i jednocześnie stolicą Erathii, królestwa ludzi. Erathia, dzięki swojemu położeniu, co chwila była z kimś w konflikcie. Na zachodzie zagrażali jej barbarzyńcy z Krewlod i jaszczuroludzie z Tatalii, na północy nekromanci z Deyji, na wschodzie elfy z Avlee i nowo przybyli Kreeganie z Eeofol, czy Nighon znajdujący się na południowym wschodzie. Jednak mimo niekorzystnego położenia i licznych wojen, stolica Erathii nigdy nie została podbita. Każdy kolejny król z rodu Gryphonheart umacniał stolicę, aż w końcu stała się twierdzą, przed którą nawet najwięksi wrogowie czuli respekt.

            Również i teraz dla Erathii nie szykują się dobre czasy. Kreeganie już pokazali, że nie cofną się przed przywłaszczeniem sobie całego kontynentu. Najwyższy z arcydiabłów i jednocześnie król kreegan Xenofex, pomimo krótkiego pobytu na Eeofol, zdecydował się na podbój całego kontynentu i zmuszenie przeciwników do czczenia Baa. Początkowo chciał zachęcić po dobroci, ale widząc, że nie poszerza grona wyznawców, przeszedł do siłowego rozwiązania.

            Nie tylko kreeganie, którzy zostali przez mieszkańców Antagarich przyrównani do demonów, pragnęli władzy na kontynencie, również nekromanci, dowodzeni przez Vilmara, mają chęć na jego podbój. Wielu gardziło nekromantami, ale mimo to zawsze widziano w nich poważnego przeciwnika. Nie ze względu na pozycję króla lisza, ale na tego, który nim steruje, a był to przebiegły nekromanta Sandro. Posadził marionetkowego króla na tronie Deyji. Posiadał potężne artefakty jak przeklęta zbroja czy płaszcz nekromanty i dokonywał rzezi żywych istot, a potem przywracał je do pozornego życia po swojej stronie. Dopiero czwórka bohaterów: Yog, Craig Hack, Gem oraz Gelu pokonali przebiegłego lisza i zniszczywszy jego artefakty, roznieśli je po różnych częściach Antagarich. To był mocny cios dla nekromanty, ale, jak to bywało wcześniej, zawsze wracał z kolejnym planem zniszczenia. Chodziły słuchy, że paktował z Nighonem, aby zniszczyć Erathię.

            Wschodnie granice również nie były spokojne. Król Tatalii – Trallosk oraz Krewlod Winston Boragus zawarli między sobą przymierze, a skoro królestwa, które w najlepszym przypadku były dla siebie obojętne, zawierają sojusz, to znak, że mają wspólnego wroga.

            Wszyscy się zbroją, a Erathia właśnie straciła swojego przewodnika. Kogoś, w kim każdy miał oparcie. Nicolas Gryphonheart był nie tylko królem, ale również i miłościwym władcą, który dobrze rządził swoim królestwem, dbając o potrzeby wszystkich swoich poddanych. Śmierć króla wywołała popłoch wśród mieszkańców Erathii. Nikt nie wiedział, co będzie, a przede wszystkim kto weźmie ogromną odpowiedzialność na swoje ręce, kiedy z każdej strony mogło dojść do ataku.

            Rozmyślał nad tym również  i Dannil Darwin, kiedy stał na mównicy postawionej przy kapitolu miejskim, znajdującym się niedaleko targowiska. Chociaż był młodym porucznikiem, to nie za często wojował za Erathię. W Królewskim Militarnym Oddziale Erathii znalazł się dzięki swojemu mocnemu głosowi, który wielu odbiorcom zapadał w pamięć.

            – Proszę o uwagę mieszkańców Steadwick i poddanych króla Nicolasa Gryphonhearta. – Król Nicolas został pochowany w krypcie w Stonecastle, ale prawdziwy król jest nieśmiertelny i żyje w sercach mieszkańców. – Kilka dni temu został pochowany nasz wielki król, który znajduje się wśród starożytnych razem z założycielem Erathii – Rionem Gryphonheartem. Dlatego Królewski Militarny Oddział Erathii, który podlega wyłącznie królowi informuje, co następuje…

            Po tych słowach wszelkie rozmowy zamilkły. Targowisko, największe w Erathii, na którym zazwyczaj kupcy przekrzykiwali się o atrakcyjność swoich towarów, zamilkło. Podobnie chłopi i mieszczanie, którzy zazwyczaj targowali się z kupcami o najmniejszy grosz, teraz upominali się nawzajem, sprawdzając kto będzie ciszej. Porucznik widząc, że skupił już uwagę, rozwinął zwój z postanowieniami i kontynuował:

            – Władzę w królestwie, do momentu przybycia następcy tronu, przejmuje dowódca Królewskiego Militarnego Oddziału Erathii, którym jest Generał Kendall. Jego głównym zadaniem będzie uporządkowanie spraw związanych z funkcjonowaniem Erathii, aby jego następca mógł zająć się bardziej wydawaniem dekretów i rozporządzeń, aniżeli naprawianiem chaosu, który powstał po śmierci króla. Dodatkowo zapewnia was wszystkich, że zrobi wszystko, aby prawowita następczyni tronu, Katarzyna Ironfist, zasiadła na tronie Erathii.

            Następnie opowiadał o sytuacji panującej w królestwie. Niedawno doszły wieści, że kreeganie wyruszyli na południowo-wschodnie rejony Erathii, żeby pokonać królową złotych smoków i spacyfikować znajdujących się tam elfów. Przemówienia Dannila słuchał Lascott Aberville będąc w koszarach, gdzie ćwiczył walkę na miecze razem z Tyris Lockenhole. Był od niej o dziesięć lat starszy, ale dziewczyna nierzadko, w kwestii taktyki i dowodzenia, przerastała nawet najtęższe umysły w Erathii. Wiedział, że daleko zajdzie, choć kobiety, zwłaszcza te z blond włosami, zawsze mają ciężej z udowodnieniem swojej pozycji.

            – Nie stój jak posąg zrobiony przez kiepskiego rzeźbiarza. Więcej życia, dziewczyno. – Tak zachęcał ją, aby w walce wykazywała się większą charyzmą, gdyż dziewczyna zbyt często przyjmowała postawę obronną i to nawet, gdy była agresorem. Stanęła z większą pewnością i zaatakowała Lascotta. Ten szybko odbił jej miecz w przeciwnym kierunku, czym pomógł sobie ją obrócić tak, że ramieniem zacisnął się wokół jej szyi. – He he he Tyris nie ma szans na ucieczkę? No jak to! – ironizował. – Tak się broniła, że się aż sama zabroniła?

            Tyris nie znosiła, kiedy Lascott się z niej nabijał. On natomiast robił to specjalnie, żeby ją rozzłościć, aby w końcu poszła za swoimi emocjami, a nie kalkulowała. Biła ręką w ramię Lascotta, ale ten nie odpuszczał. Nie dawał jej forów, było to takie gnębienie młodszego. Musiała zrozumieć, że na bitwie przeciwnik też nie poda jej ręki, a że przy okazji znajdował w tym sporo przyjemności, to czemuż by jej nie przedłużyć?

            – Aaa! – Przyjemność przerwana. Tyris odskoczyła od doświadczonego rycerza i wziąwszy miecz przystawiła do niego sztych. Lascott trzymał się za palce i podskakiwał, jakby nadepnęła go partnerka  podczas tańca. Po kilku podskokach kucnął i z dołu patrzył na sztych, który dziewczyna skierowała na niego. Lascott zaśmiał się, czym wywołał niezrozumienie u Tyris.

            – Mogę wiedzieć, z czego się tak śmiejesz?

            – Już mi się wydawało, że łapiesz, o co w tej grze chodzi, ale jednak nie. Jesteś tak blisko, żeby zrozumieć, a jednocześnie tak daleko, aby się domyślić. A to podobno ja nie używam głowy. – I znów się śmiał.

            – Nie rozumiem.

            Ledwo skończyła, a Lascott chwycił jej klingę tak szybko, że nawet pikujący smok zrobiłby to za wolno. Zupełnie, jakby jego ręka zaplątała się wokół jej klingi szybciej, niż za mrugnięciem oka. Próbowała wyrwać miecz. Szarpała się z nim, co wzbudzało jej irytację, a  im bardziej wzrastała, tym szerzej Lascott się uśmiechał, aż w końcu ponownie miał z niej ubaw. Próbowała jakkolwiek uwolnić miecz z jego ręki. Zaparłszy się na nogach ciągnęła, jakby przesuwała ciężki kamień. Gdyby miała tyle siły w rękach, co siły woli, to już dawno wyszłaby z silnego uścisku, aczkolwiek siła fizyczna, to nie siła woli.

            Lascott, jak to on, puścił miecz i dziewczyna, z całą nagromadzoną siłą, przewróciła się, lecz niefortunnie upadła do kałuży. Czuła się upokorzona. Siedziała przed swoim nauczycielem i z wściekłości biła pięścią po ziemi, że znowu dała mu się pokonać. Rycerz zaczął się śmiać, ale w tym śmiechu było coś, co nie pozwalało jej myśleć, że się z niej nabija, a raczej bawił go komizm sytuacji. Uśmiechając się, podał jej rękę i pomógł jej wstać.

            – Teraz już rozumiesz, o co mi chodzi? – Nie bez powodu zapytał. Widział, że nie wie i taką odpowiedź też otrzymał. – Kiedy nie trzeba za bardzo myślisz, a kiedy trzeba pomyśleć, w ogóle tego nie robisz.

            – Wyjaśnisz?

            – Kiedy walczysz, wiedz kiedy używać serca, a kiedy rozumu. – Brzmiał jak nauczyciel i jednocześnie dobry kumpel. Usiadł po turecku i spoglądał na dziewczynę jakby był niższy rangą wojskowej od niej. – Za pierwszym razem czekałaś nie wiadomo na co. Dałem ci kilka szans do ataku, a ty stałaś jak posąg. Gdy zaatakowałaś, zrobiłaś to najgorzej jak mogłaś, bo rzuciłaś się na mnie całym ciałem.

            – Tak mnie uczono, że należy pełnym impetem atakować przeciwnika.

            – Ach no tak, kawalerzystka, zapomniałem. – Przypomniał sobie, że Tyris przeznaczono pod komendę jego brata, Izaka Abervilla. Niewielu jest w stanie z nim wytrzymać, stąd w stajniach jest samotnikiem, jeśli nie ma obowiązków. Tyris przychodziła do niego, tylko w ramach obowiązku i choć świetnie odnajdywała się jako kawalerzystka, to szacunku Izaka nigdy nie zdobyła. Dlatego też przychodziła do Lascotta walczyć na miecze. – Na koniu, to ci Izak powie, co należy robić, lecz, gdy walczysz mieczem, zapomnij o tym. Całym ciałem atakujesz wtedy, kiedy jesteś pewna, że zranisz przeciwnika. – Wyrwał małą grudkę trawy i rzucił przed siebie. – W walce wręcz nastaw się na sparowanie ataku przez przeciwnika, a pierwszego to na pewno.

            – To jak mam walczyć sercem i jednocześnie myśleć?

            Pokręcił głową z zażenowania.

            – Tyris bądź żywa w walce i nie analizuj wszystkiego. Zwłaszcza, gdy się uczymy. Popełniaj błędy, a wówczas twój umysł sam zacznie działać i analizować.

            Dziewczyna nic z tego nie rozumiała. Lascott był żartobliwy, a jak walczyła z nim wręcz, to zawsze pozostawiał ją z myślą, którą analizowała przez kilka dni. Na dzisiaj skończyli ćwiczenia. Odnieśli ćwiczebne miecze do zbrojowni i zmierzali do wyjścia z koszar. Okazało się, że Dannil nadal przemawiał do zgromadzonej ludności. Teraz mówił o najeździe Kreegan na ogniste wybrzeże i procedurach z ewakuacją mieszkańców do Bracady.

            – Kreeganie znowu napadają. – podsumował Lascott. – Teraz mówią, że jest ich więcej. Król regent już zorganizował naradę wojenną w tej sprawie.

            – Czy zwiadowcy donieśli, dokąd zmierza armia Xenofexa? – spytała Tyris.

            – Wyczyścili cieśninę Nighońską i zmierzają na południe. Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego. – Żartobliwy grymasik zszedł z jego ust. Erathia nie ma wytchnienia od wojen.

            – Demony chcą, aby królowa Katarzyna Ironfist miała komitet powitalny, jak przybije do Caryatid.

            – Spodziewałem się tego, ale jeśli tak, to my wyruszymy za niedługo na południe, żeby odbić ją z rąk demonów.

            – Robiąc to, otworzymy Nighonowi drogę do stolicy. – Lascott spojrzał na nią z podniesionymi brwiami i wciągnął powietrze. Oczekiwał, co dalej powie. – Nie widzę sensu, dlaczego mieliby ociągać się z ruszeniem na Steadwick, tylko skierowali się na południe. Po coś potrzebowali dominacji nad ognistym wybrzeżem. Inaczej, po co byłoby im to potrzebne?

            No właśnie. Po co? – Zastanawiał się Lascott. Zazwyczaj nadmorskie tereny podbija się, aby kontrolować handel oraz zbierać dodatkowe opłaty za wpłynięcie na terytorium danego królestwa. Ale po co to demonom? Na co im tereny wodne? Boją się wody bardziej niż gobliny magii.

            – Masz pewnie jakąś na to teorię. – zainteresował się.

            – To proste. Chcą przeprowadzić siły władców podziemi na ląd.

            – Przecież tam wciąż są walki o wpływy i nikt nie zdobył większości.

            – Orwald. – rzekła z pewnością tak, że Lascottowi już całkowicie zniknął dobry humor. – Po raz pierwszy od dłuższego czasu zjednoczył wszystkie królestwa w Nighonie, a jeśli się jednoczy królestwa, to najczęściej w celach podboju.

            Nie chciał tego przyznać, ale argumentacja dziewczyny miała sens i to było najgorsze. Jeśli rzeczywiście królestwa w Nighonie połączyły się w tym celu, to Erathia nie tylko będzie walczyć z demonami, ale również z władcami podziemi, a z ich czarnymi smokami wolał nie mieć do czynienia. Strach zżerał jego ciało. Nie pokazywał tego, ale coraz bardziej drętwiały mu nogi, a myśli były skupione wokół smoków latających wokół miasta i arcydiabłów przenikających przez mury. Ta wizja mu się nie podobała.

            – Nawet, jakby rzeczywiście Nighon chciał nas najechać, to któryś ze zwiadowców w końcu doniósłby nam o potężnej flocie.

            – Nighon nie przypłynie statkami. Oni na pewno budują tunele pod cieśniną.

            Tego się nie spodziewał. Teoretycznie byłoby to możliwe, ale oznaczałoby to, że … – gdy pojawiła się ta myśl już nie krył się ze strachem. Z nóg naraz zniknęła siła i siadł na ziemi tuż przy wyjściu z koszar. Patrzył na ziemię z szeroko otwartymi ustami i przez chwilę naprawdę miał problem ze złapaniem oddechu. Strach zacisnął mu gardło.

            Jeśli Tyris miała rację, to Orwald i Xenofex zawarli sojusz w celu zniszczenia Erathii. Miał nadzieję, że kawalerzystka się myliła, ale wszystko zaczęło nabierać sensu. Orwald musi przejść przez cieśninę, gdzie po drugiej stronie spotkałby siły Erathii. Dlatego Xenofex podbił te ziemię, żeby władcy podziemi spotkali sojusznika, a nie wroga. Demony wyruszyły na południe, aby odciąć Steadwick od wsparcia.

            Właśnie wychodziło na to, że królestwo ludzi będzie miało do czynienia z największą inwazją od momentu założenia królestwa przez Riona Gryphonhearta.

            – Lascott, wszystko w porządku?

            Zapomniał, że Tyris jest przy nim i nie powinien pokazywać, jak bardzo się boi, ale świadomość walki z potężnym przeciwnikiem zwaliła go z nóg i nie potrafił tego ukryć. Wstał i choć nadal nogi mu drżały, spróbował przywdziać na twarz ten głupkowaty rodzaj humoru, z którego znany był w Steadwick i nie tylko.

            – Szczerze mówiąc, to mam nadzieję, że się mylisz. – Nawet nie wiedział, jak bardzo chciała nie mieć racji. – Idź do stajni i pomóż mojemu bratu, ja muszę pomyśleć, co z tym zrobić.

            Zniknęła z jego oczu, zostawiając go samego ze swoimi myślami. Zbierał je do kupy, aby jego argumentacja brzmiała jak najbardziej sensownie. Tylko argumentami przekona pozostałych członków Królewskiego Militarnego Oddziału Erathii, do swoich racji, a nie wyjdzie w ich oczach na panikarza. Panika nigdy nie była mile widziana wśród żołnierzy. Zwłaszcza wśród oficerów, do których należeli między innymi Izak i Lascott.

            Długo nie był sam. Tuż po odejściu Tyris przybiegł do niego jeden ze zbrojnych stacjonujących w samym zamku i przyniósł wieść od króla o zwołanym zebraniu dowódców.

4.2 5 votes
Article Rating

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x