fb Rozdział I: W drodze do wolności - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział I: W drodze do wolności

20 stycznia 2019
Pobierz w formacie PDF

Harwich, Anglia – 17 grudnia 1918

 

W Polsce panowała ostra zima, natomiast w Anglii, nieważne, o jakiej porze roku, zawsze było deszczowo. Dzisiaj, nie dość, że dzień był deszczowy, to jeszcze bardzo wietrzny. Wiatr pragnął na siłę ściągnąć całe ubranie z człowieka. Zatem o przyjemnym spacerze na łące, gdzie udałoby się odpłynąć w odmęty swej romantycznej duszy, można było zapomnieć.

Nawet gdyby pogoda pozwalała na miłą przechadzkę, to Krzysiek i tak nie mógłby sobie na nią pozwolić. Przyjechał do Harwich w innej sprawie. Polska Organizacja Wojskowa dla Zaboru Pruskiego przekazała mu informację, że do Polski ma przypłynąć wielki patriota i mąż stanu, człowiek odpowiedzialny za trzynasty punkt w orędziu prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodrowa Wilsona – Ignacy Jan Paderewski. Zadaniem Krzyśka było nawiązanie kontaktu z szanowanym polskim politykiem. Oczywiście miał na uwadze, że Paderewski nie słyszał o tej zbrojnej organizacji. Pozostawało mu mieć nadzieję, iż ktoś skontaktował się z otoczeniem wielkiego polityka i przekazał informację o przyjeździe przedstawiciela Polskiej Organizacji Wojskowej.

Przybył pociągiem pod port Harwich. Jeszcze przed pierwszą wojną światową Herbert Henry Asquith, jako premier Wielkiej Brytanii, nakazał wybudować sieć kolejową, która połączy wszystkie najważniejsze miejsca w Królestwie, aby przyśpieszyć transport towarów z portu do każdego zakamarka w kraju. Dlatego Krzysiek z Londynu do Colchester, a następnie do małej miejscowości nadmorskiej Harwich, udał się pociągiem.

– No dobra, więc gdzie jest ten hotel? – spytał samego siebie, gdy wysiadł z pociągu. Miał świadomość, że jest on gdzieś na południe od stacji, lecz nie odnalazł adresu oraz jego nazwy. Zaczepił jednego z przypadkowych przechodniów.

Good morning, could you tell me a way to a hotel near harbour?

Mężczyzna popatrzył na niego jak na obcokrajowca. Nie było w tym spojrzeniu krzty niechęci, ale świadomość obecności kogoś innego, prócz rodowitych Brytyjczyków najwidoczniej nie była tutaj na porządku dziennym.

Good morning. You are close to it. When you leave the station, you need to turn right and catch the road lead to the northern bay. Next turn left onto the station road and go along as long, as you will see the hotel on the left hand side.

Zapamiętał drogę. Spodziewał się, że będzie bardziej skomplikowana, a miał za stacją skręcić w prawo, potem w lewo na station road, a następnie udać się nią, póki nie zobaczy hotelu po lewej stronie. Nic trudnego.

Thank you a lot, and have a nice day.

You are welcome.

Rozeszli się w swoje strony. W trakcie studiów na Uniwersytecie Londyńskim nauczył się, że brak uprzejmości w Anglii jest gorzej karany niż najgorsze przewinienie. Za najdrobniejszą przysługę trzeba dziękować i nie można o tym zapominać. Pod tym względem Anglicy są pamiętliwi i potrzebował kilku lat nauki, żeby to opanować.

Choć wybiła ósma rano i słońce już wstało, to w Harwich nadal panowała ciemność. Wyszedł przed dworzec, skręcił w prawo i udał się na station road. Odpalił papierosa i poszedł w wybranym kierunku. Nie palił, gdy wiedział, po co idzie, ale jeśli już zdarzyło mu się zapalić, to nie robił swoich skrętów, tylko korzystał ze zwijanych papierosów dzięki maszynie opatentowanej przez Bonsacka w poprzednim wieku. Przynajmniej papieros wyglądał jakoś schludnie, a nie jak przypadkowo zawinięte w gilzie trociny.

Po drodze zastanawiał się, jak będzie wyglądało jego spotkanie z mistrzem Paderewskim. Spodziewał się, że nikt go łatwo do niego nie dopuści, mimo że został zapowiedziany przez Polską Organizacje Wojskową. Nie jest ona jakąś wielką organizacją, choć swoje działania poszerzyła na całą Wielkopolskę. Pomimo tego nadal nie jest rozpoznawalna w kręgach zagranicznych, toteż Brytyjczycy na pewno nie będą wiedzieli, skąd przychodzi i pięć razy będą musieli potwierdzić jego tożsamość.

Nie mógł zawieść swoich przedstawicieli. Zadanie było proste, lecz im bliżej miał do hotelu, tym ogarniał go większy stres. Każdy kolejny krok generował nową dawkę negatywnych emocji. Ręce coraz mocniej się trzęsły. Początkowo zrzucał to na zimny i nieprzyjemny wiatr, ale w głębi duszy zdawał sobie sprawę, że to właśnie spotkanie z Paderewskim wywołuje u niego takie emocje. Jeśli mu się nie powiedzie, to najwyżej ochroniarze mistrza wyrzucą go z hotelu.

W końcu doszedł do celu – kwatery Paderewskiego. Wszedł do środka i w recepcji od razu zaczepił pracownicę hotelu.

Good morning. – Głos mu stanął w gardle i miał problem z przedstawieniem swojej prośby. – May I Could you

– Good morning – przywitała się. Momentalnie dostrzegła jego zdenerwowanie. – Calm down, breathe carefully and tell me, how could I help you.

Krzysiek był na siebie wściekły, że taka prosta sprawa już go przerasta. Miał problem z doborem słów, by wyrazić swą prośbę. Papieros ani trochę go nie uspokoił, a wręcz wprowadził go w jeszcze większy stan zdenerwowania. Zgodnie z poleceniem wziął kilka wdechów i spróbował ponownie.

Could you tell me, in which lobby mr. Paderewski was booked?

Have you had arranged an appointment with him?

Tego pytania się spodziewał. Zdawał sobie sprawę, że recepcjonistka nie wskaże mu, w którym pokoju jest mistrz Paderewski, póki nie potwierdzi, że rzeczywiście był z nim umówiony. Polski polityk miał świadomość, że ktoś z Polskiej Organizacji Wojskowej miał się z nim skontaktować przed odpłynięciem do Polski, lecz nie wiedział, o jakiej porze.

No, I do not made an appointment with him, but he know, that someone from my organization will contact with him.

– So I can not tell you, in which room he is – oznajmiła z życzliwym uśmiechem na twarzy. Pewnie, że nie może powiedzieć, bo kto powie obcej osobie, bez zapowiedzi, gdzie znajduje się jeden z najbardziej pożądanych polskich polityków i najsławniejszych pianistów na świecie?

Please, it is important for me – próbował ją przekonać. – Could you contact to him and inform him about my appearance? Let him decide.

Przez chwilę recepcjonistka zastanowiła się nad jego prośbą, podeszła do telefonu i zadzwoniła do wybranego pokoju.

Odetchnął z ulgą. Dzwoni i potwierdza jego wersję wydarzeń. Coś za szybko mu uwierzyła. Sądził, że będzie się musiał wykazać większą elokwencją, by pani zmieniła swoje twarde postanowienie.

Wymieniła z politykiem kilka słów, większość z nich potwierdzając skinieniem głowy. Krzysiek uznał to za pozytywną zapowiedź. Odłożyła słuchawkę i wróciła do swojego klienta z promiennym uśmiechem.

He confirm your appearance, so you need to go on the third floor and then find the room two four three. You may catch the lift.

Thank you a lot. I will go on my feet. Have a nice day.

Odwrócił się od lady i wybrał schody prowadzące na wyższe piętra. Zgodnie z jej instrukcją powinien udać się na trzecie piętro i tam znaleźć pokój o numerze dwieście czterdzieści trzy. Piętra były dość wysokie i przez chwilę żałował, że jednak nie skorzystał z windy. Gdy znalazł się na trzeciej kondygnacji, pojawił się kolejny problem. Przejdzie szczegółową kontrolę. Nie miał ze sobą żadnej broni, ale pesymistyczne przeczucia podpowiadały mu, że mimo wszystko, nie skończy się to dobrze.

Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że podszedł do niego człowiek, który nie miał urody brytyjskiej. Prędzej przypominał… Polaka. Krótki wąs, wiekowo podobny do niego, tylko mundur miał z Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Dlaczego żołnierza państw centralnych wpuszczono do Paderewskiego? Czyżby go zabił? – przyszła mu do głowy pierwsza myśl.

Nie wiedział, co poradzić na tę sytuację. Uciekać nie warto, bo go szybko zastrzeli, a w walce też przegra, mimo że znał podstawy obrony osobistej, o co zadbała matka, nim wyjechał na studia do Londynu. To niezdecydowanie sparaliżowało go od stóp do głów. Patrzył na zbliżającego się oficera w przeświadczeniu zbliżającej się śmierci. Pomimo obawy o swoje życie próbował trzymać fason.

Good morning. I am

– Daruj sobie z tym angielskim – przerwał mu żołnierz. – Rozmawiasz z Polakiem, więc mów po polsku, nawet jeśli jesteś szpiegiem państw centralnych.

Że ja? Przecież to ty wyglądasz, jakby cię żywcem wyciągnięto z armii austro-węgierskiej – ocenił go w myślach Krzysiek, któremu do głowy przychodziło jedno pytanie: co tu się dzieje?

– Skoro jesteś Polakiem, to czemu masz mundur austro-węgierski?

– Jak dobrze wiesz, państwo polskie się dopiero formułuje, a więc jeszcze wiele rzeczy mamy od zaborców. Między innymi i mundury, chociaż spodziewałem się, że dostrzeżesz kilka szczegółów, które mnie wyróżniają.

Początkowo nie wiedział, co żołnierz miał na myśli, lecz gdy bliżej się przyjrzał, dostrzegł orzełka na lewej piersi i wycięte fragmenty munduru austriacko-węgierskiego. Służył w cesarskiej armii Austro-Węgier, nim dołączył do formułujących się oddziałów polskich. Miał ochotę walnąć się w głowę za gafę, którą popełnił.

– Przepraszam, że pomyliłem pana z żołnierzem C.K.

– Nic nie szkodzi, wielu się myli. Poza tym, nie mów do mnie na pan. – Wyciągnął rękę w stronę speszonego chłopaka. – Major Stefan Iwanowski.

– Krzysztof Wartecki.

– Jesteś z Polskiej Organizacji Wojskowej? Spodziewaliśmy się kontaktu od was, ale sądziłem, że załatwicie spotkanie w bardziej oficjalny sposób.

– Niedawno dowiedzieliśmy się, że nasz wielki rodak jest w Anglii, więc wykorzystano mnie, abym przybył powitać wielkiego Polaka. W innym wypadku zrobiłby to ktoś bardziej dostojny.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2 3

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x