fb Rozdział III: W drodze do wolności - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział III: W drodze do wolności

25 kwietnia 2019
Pobierz w formacie PDF

Gdańsk, Polska – 25 grudnia 1918 roku

 

W trakcie podróży z Harwich do Gdańska Krzysztof nie przeszkadzał Paderewskiemu oraz przedstawicielom dyplomacji angielskiej w rozmowach o porządkach świata. Podczas kolacji wigilijnej często rozmawiali o sytuacji społecznej i politycznej w krajach Ententy. Podejmowano głównie temat Francji, która choć wygrała wojnę, to została zdziesiątkowana, a po licznych bitwach wciąż pozostawały pogorzeliska.

Na linii frontu Niemcy zrównały wszystko z ziemią. Na tych obszarach nie istniało życie, a co dopiero przemysł czy gospodarka. Regiony te należało odbudować od podstaw. Tu się pojawił drugi problem, ponieważ Francja, oprócz licznych strat w ludziach, również uszczupliła budżet państwa i nie miała za co odbudować swojej wielkości sprzed wojny.

W tej Wielkiej Wojnie praktycznie każdy był przegranym. Oficjalnie zwycięstwo odniosły państwa Ententy, lecz poniesione straty nie były tego warte.

Podczas Wielkiej Wojny Cesarstwo Niemieckie powoływało mnóstwo Polaków do służby. Również ojciec Krzyśka został powołany w tysiąc dziewięćset szesnastym roku. Matka, chciała go uchronić przed powołaniem do armii niemieckiej i wysłała go na studia do Londynu. Ostatni raz widział się z ojcem rok przed bitwą pod Verdun. Ilekroć na niego patrzył, tylekroć rozumiał, że wygląd odziedziczył po nim. Podobnie jak on miał czarne bujne włosy, zielone oczy i wąskie usta. Tak samo jak on potrafił dostosować się do każdej sytuacji i szybko się uczył nowych rzeczy. Dlatego mimo wielkiej niechęci do narodu niemieckiego został na froncie, dając tym samym możliwość dezercji innemu Polakowi.

Jednakże los nie był łaskawy i choć ojciec awansował na stopień sierżanta, szybko został przeniesiony w pobliże Verdun, gdzie zginął w lipcu tysiąc dziewięćset szesnastego roku. Od tego momentu Krzysiek próbował sobie wyobrazić, w jakich okolicznościach umarł. Nigdy nie był we Francji, lecz starał się zobaczyć oczyma wyobraźni front na odcinku Thiaumont-Fleury-Souville. Wiedział tylko, że kontrola nad nimi przechodziła z rąk do rąk. Wielokrotnie Niemcy próbowali zagazować Francuzów, a ci w zamian ich bombardowali. Straty rosły po obu stronach. I choć w tym okresie większość wojsk przerzucono w pobliże Sommy, to w tych trzech miasteczkach walki nie ucichły.

Zastanawiał się, czy ojciec chował się przed strzałami francuskimi, czy próbował zmotywować żołnierzy swoją postawą. Bardziej prawdopodobna wydawała mu się ta druga opcja. Dlatego zginął, a Niemcy nie potrafili podziękować swojemu wielkiemu bohaterowi. Nie oddali mu honorów, jak przystało na żołnierza, tylko potraktowali jak śmiecia, nic niewartego człowieka. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego szkierby nie chciały podziękować Polakom walczącym za ich sprawę na froncie zachodnim oraz wschodnim.

Wspominając ojca, z oczu zaczęły mu się wylewać łzy. Najpierw nieśmiało jedna po drugiej, a potem stworzyły gęsty strumień i choć było zimno, a wiatr wzmagał mróz, to Krzysiek żył w swoim świecie, w którym był on, jego ojciec oraz wiążące się z nim wspomnienia.

Odpowiedzialnego za śmierć ojca chciał osobiście zastrzelić. Nie francuskiego żołnierza, bo on nie jest niczemu winny, gdyż tylko się bronił przed agresorem. Pragnął śmierci niemieckiego urzędnika, który powołał Polaka, aby walczył za nieswoją sprawę. Również nacisnąłby spust od mausera, kierując go w stronę każdego szkierba, który podczas piekła Verdun nie potrafił wziąć obowiązku wobec ojczyzny na swoje braki, tylko wyręczył się Polakiem.

Podczas pogrzebu swojego ojca obiecał, że każdy Niemiec, który w jakikolwiek sposób przeszkodzi Polakowi w dążeniu do wolności, będzie pochowany, podobnie jak jego ojciec. Weźmie mausera i wystrzeli w niego pięć naboi. W każdego Niemca, by każdy z nich zapamiętał, że z Polakiem nie wolno zadzierać.

Siedząc i rozmyślając o śmierci ojca, poczuł, jak ktoś kładzie na nim bawełniany koc. Mimo porywistego wiatru nie czuł zimna, lecz odczuł ciepło wydobywające się spod koca. Tym, który go przykrył, był Ignacy Paderewski, ubrany niczym Eskimos od stóp do głów, a jego twarz była ledwie widoczna. Usiadł obok młodzieńca.

– Proszę się ogrzać, panie Krzysztofie. Jeszcze się pan przeziębisz, a też chory do Polski nie możesz przypłynąć.

– To dlaczego pan wyszedł z kajuty, skoro jest pan chory?

– Wiesz, my politycy, to raz musimy być chorzy, a za drugim razem być zdrowi jak ryba, więc można powiedzieć, żem cały czas jest chory lub cały czas zdrowy. Kto to wie. – Lekko się uśmiechnął w stronę młodzieńca, na co on odwzajemnił uśmiech, lecz zaraz zniknął w swoim świecie. Polityk chciał go poznać. – Nad czym myślisz?

– Nad głupotami, nic ważnego. – Wiedział, że polityk ma i tak za dużo na głowie, nie chciał dodawać mu własnych problemów.

– Głupoty raczej nie wyciskają łez z człowieka.

– Widział pan – odrzekł lekko zażenowany.

– To żaden wstyd płakać, tylko chłopcy tego nie robią. Mężczyzna w ten sposób pokazuje, że na czymś mu zależy. – Dostrzegł, że działacz Polskiej Organizacji Wojskowej trzyma jakąś wielką tajemnicę w sobie. Dostrzegł ją w trakcie wspólnego śniadania w hotelu przy porcie, lecz wtedy miał świadomość, że nie wyciągnie jej z niego. Teraz chciał spróbować w swój sprawdzony sposób. – No nic, nie będę ci przeszkadzał, chciałem żebyś…

– Myślałem o ojcu. – A więc wyjawi powód swoich rozważań. Sztuczka podziałała. – Od momentu, kiedy został powołany do armii niemieckiej, nie widziałem się z nim. Ostatni raz zobaczyłem go na pogrzebie rok temu.

– Walczył pod Verdun? – zapytał Paderewski. – W tym okresie Niemcy wielu Polaków powoływali do wojska. Potrzebowali na gwałt ludzi, aby wycofać z wojny Francję.

– Dlaczego akurat Polaków brali? Choć to pytanie wydaje mi się oczywiste, to nie rozumiem, czemu kazali nam walczyć za kraj, którym gardzimy?

Paderewski znał odpowiedź na to pytanie. Po powstaniu styczniowym Niemcy zapragnęli zgermanizować obszary Wielkopolski i uznali, że im się to udało. Jednakże chęć uzyskania wolności była zbyt wielka i to już nawet wśród dzieci, które zbuntowały się przeciwko nauczycielom prowadzącym zajęcia po niemiecku. Nie odpowiedział jednak chłopakowi.

– A ty nienawidzisz Niemców?

– Tak – przyznał się bez oporów. – Nienawidzę ich za to, że odebrali mi wszystko, a wciąż jest im mało. Nie mogę patrzeć, jak traktują nas niczym podludzi. Jesteśmy dla nich zwykłym bydłem i nic nieznaczącymi pchłami, które mogą zdmuchnąć. Próbują z nas zrobić kogoś, kim nie jesteśmy, więc tak, chcę im za to odpłacić i to tak, jak potrafię najlepiej.

– Zbrojną walką? – domyślił się polityk i również teraz chłopiec potwierdził, a jego oczy ponownie się zaszkliły. – Możesz zrobić ze moimi słowami, co chcesz, lecz przemoc tylko rodzi przemoc. Ty odpłacisz im się za to, co zrobili. Nie bronię ich, bo zasłużyli sobie na karę. Jednakże uważasz, że na tym skończy się twoja walka?

– Nie rozumiem? Zapłacą za to, co zrobili mi oraz innym Polakom, będziemy żyć jak wolni ludzie. Dlatego tak, gdy odzyskamy wolność, to w końcu nasza walka się skończy.

Paderewski już w trakcie jego wizyty w hotelu zauważył, że chłopak jest mądry i obrotny. Dostrzegł także, że skrywa wewnątrz siebie wielką nienawiść, lecz nie podejrzewał, że sięga ona aż tak głęboko.

– W trakcie swojej zemsty ukażesz tego, który przyczynił się do śmierci twojego ojca. Zastrzelisz go. A teraz załóżmy, że on też ma swoje dzieci, dla których jest kochającym ojcem.

– Nie może być kochającym ojcem, skoro potrafi zabić innych. – Nie miał pojęcia, dokąd zmierza argumentacja polityka, ale już widział w niej sprzeczności.

– To jest temat dla filozofów, niestety, jestem politykiem i mnie interesują fakty. A fakty są takie, że polscy ojcowie też kochają swoje dzieci, a chcą wystąpić przeciwko niemieckim ojcom. Powiesz, że chcą zemsty. Możliwe, ale czy jeśli niemieccy ojcowie polegną w walce z Polakami, to ich dzieci już nie będzie obowiązywać prawo zemsty?

Krzysiek zrozumiał, do czego zmierza Paderewski, choć nie chciał się z tym pogodzić. Uważał, że tylko ten, któremu stała się krzywda, ma prawo do zemsty, a nie ten, który będzie pożądał zemsty za zabójstwo złego człowieka.

– Z uszanowaniem dla pańskiej osoby, ale my Polacy mamy prawo, by nienawidzić Niemców i mamy prawo, żeby odpłacić im za wszelkie krzywdy, które nam wyrządzili. Oni nie mają prawa do odwetu.

– Zaczynasz mówić jak polityk. – Docenił chłopaka. – W żadnej konstytucji nie ma takiego prawa jak prawo zemsty. Nie ma takiego zapisu, więc idąc twoim tokiem myślenia, również i Polacy nie mają prawa do odwetu.

– Zatem mamy sterczeć jak kołki i akceptować politykę zaborcy?! – Po chwili zdał sobie sprawę ze swojego zbyt impulsywnego wybuchu. – Przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło.

– Wolność. Wstąpiła w ciebie chęć wolności. I nie masz za co przepraszać. Podobne odczucia ma wielu Polaków. Zmierzałem do tego, żeby odróżnić, kiedy walczysz o wolność, a kiedy dokonujesz zemsty – podsumował mistrz Paderewski, powstał i klepnął młodzieńca po ramieniu. – Za dwie godziny będziemy przybijać do Gdańska. Postanowiłem udzielić krótkiego koncertu w mojej mesie. Jesteś zaproszony.

– Będzie to dla mnie zaszczyt posłuchać pańskich utworów.

Wartecki wszedł razem z pianistą z powrotem do wnętrza statku i wąskimi korytarzami udał się do messy urządzonej specjalnie na ten koncert. W trakcie przechadzania się wśród kajut rozważał słowa mistrza. Zastanawiał się, czy pragnie wolności dla wszystkich Wielkopolan, czy tak naprawdę zależy mu na zemście na wszystkich Niemcach za powołanie jego ojca do wojska. Jeśli mistrz ma rację, wówczas nie zadowoli się wolnością Polaków, tylko nadal będzie szukał zemsty wśród Niemców.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x