fb Rozdział IV: W drodze do wolności – część 1 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział IV: W drodze do wolności – część 1

6 czerwca 2019
Pobierz w formacie PDF

Poznań, Polska – 20 lutego 1918 roku

 

Joanna czekała w swoim mieszkaniu na informacje o posunięciach wroga. Miała je dostarczyć Wiktoria, działaczka Polskiej Organizacji Wojskowej oraz ukochana jej syna. Czuła, że Wielka Wojna powoli zmierzała ku końcowi, a państwa Ententy osiągną sukces i pokonają zniszczone czteroletnią wojną państwa centralne.

Nim wybuchła wojna, z obawy przed powołaniem jej syna do wojska, skierowała go na studia w Londynie, a sama postanowiła działać w podziemnej armii wielkopolskiej, a potem w utworzonej Polskiej Organizacji Wojskowej. Czekając, przypominała sobie historię, od czego się to wszystko zaczęło.

Urodziła się trzy lata przed powstaniem styczniowym. Niewiele z niego pamiętała, ponieważ rodzice chowali ją przed światem i wychowywali z dala od walk. Pozostało jej tylko wspomnienie, że wielokrotnie się przeprowadzali i choć w jednym miejscu jej się spodobało, nie dane jej było się do niego przyzwyczaić.

Potem osiedli się na stałe w Poznaniu, gdzie ludzie wykazywali wielką chęć do pracy. Wychowywała się w polskim społeczeństwie, więc nie miała do czynienia z Niemcami, chociaż lubiła język niemiecki w szkole i uczyła się go z większą gorliwością, w porównaniu z pozostałymi dziećmi. Nauczyciele wskazywali ją jako wzór do naśladowania i przykład Polki, która bardzo sumiennie podchodzi do swoich obowiązków. Dzięki takim pochwałom ze strony nauczycieli niestety narastała do niej niechęć polskich dzieci. W społeczeństwie polskim była odtrącana i traktowana jako gorsza. Nie miała przyjaciół wśród Polaków, za to trzymała się z dziećmi niemieckimi. Rodzice niechętnie patrzyli na jej znajomości, ale nie robiła nic złego, więc nie ingerowali w nie.

Gdy miała dwanaście lat, rodzice dość często angażowali się w prace pomocowe dla innych Polaków. Pomagali piekarzowi piec bułki dla Polaków, budowniczym w budowie domu lub remoncie mieszkania. Zauważyła, że każdy Polak pomagał tylko innemu Polakowi. Nie rozumiała, czemu ogarnia ich tak wielka niechęć do narodu niemieckiego. Wielokrotnie rozmawiała o tym z rodzicami, lecz oni tylko krzyczeli na nią, że nie rozumie historii i jest im wstyd, że córka jest proniemiecka. Wielokrotne kłótnie wzbudzały w niej niechęć do społeczeństwa polskiego. Nie mogła zrozumieć tej pracy zmierzającej do poprawy sytuacji Polaków w Wielkopolsce. Jej zdaniem Niemcy ostro reagują, bo Polacy są nieposłuszni władzy, która zmieniła się po trzecim rozbiorze. Gdyby byli posłuszni zaborcy, to nie musieliby cierpieć głodu.

Podczas rozmowy z rodzicami wspominała o swoich spostrzeżeniach, lecz oni wciąż tylko krzyczeli na swoją córkę, że jest ich życiową porażką. Momentami żałowała, że urodziła się Polką. Żałowała tych wszystkich ludzi, którzy marnują czas, pracując na coś, co nie istnieje i co nie powstanie.

Wybawienie z tej pustki emocjonalnej pojawiło się przez przypadek. Robiła wtedy zakupy na starym mieście, gdy nagle podszedł i zagadał do niej przystojny blondyn z szorstkim, lecz na swój sposób uroczym charakterem. Był Niemcem i przedstawił się jako Hans von Kenig. Natychmiast wpadła mu w oko i od tego momentu chciał ją widzieć codziennie. W trakcie spotkań opowiadał jej o wielkim świecie, o podróżach w różne strony świata i o osobistościach, z którymi rozmawiał. Opowiadał jej o wizytach w pałacu Buckingham i audiencjach z królową Marią Teck czy o podróżach do Białego Domu, gdzie rozmawiał z samym prezydentem Woodrowem Wilsonem. Joanna, słuchając go, była zauroczona tym światem, który zobaczył i także chciała go poznać.

Spotykali się przez okrągły rok, nim Joanna postanowiła przedstawić go rodzicom i prosić o błogosławieństwo na ich ślub. Choć ciągnęło ją w stronę Niemiec, to jej rodzice wierzyli, że mimo wszystko wyjdzie za Polaka, który pokaże jej piękno polskiej kultury. Wszelkie ich nadzieje rozwiały się, kiedy przyprowadziła kilka lat od niej starszego, pochodzącego z rodu Van Kenig, Niemca. Ojciec o mało co nie postrzelił jej ukochanego i dopiero interwencja matki zdołała uspokoić ojca. Matka natomiast wygnała ją z domu.

Zapłakaną Joanną Hans natychmiast zabrał w swoje rodzinne strony do Brunszwiku w dolnej Saksonii. Tam przedstawił ją swojej rodzinie, która początkowo patrzyła na Polkę z lekkim obrzydzeniem, jednakże później zaakceptowała wybór syna. Zwłaszcza wtedy, gdy Joanna pokazała, jak dobrze posługuje się językiem niemieckim. Jego rodzice szybko zaaranżowali ślub i tak oto przybrała nazwisko Kenig.

Wielokrotnie odbywała z mężem podróże zagraniczne, w trakcie których poznawała wiele zagranicznych osobistości. Rozmawiała między innymi z samym Johnem Rockefellerem podczas otwarcia pierwszej giełdy na Manhattanie czy z Thomasem Edisonem tuż po otwarciu pionierskiego laboratorium o nazwie fabryka wynalazków. Z kimkolwiek podejmowała rozmowę, zawsze doceniano jej lekkość prowadzenia dyskusji i ogromną ciekawość. Bez przerwy zadawała pytania, co schlebiało jej rozmówcom, bo łechtała ich ego.

Joanna nie kochała swojego męża tylko świat, który przed nią otworzył. Nieustannie jeździła z nim za granicę i nie miała czasu przejmować się uczuciami swojego męża.

Małżeństwo przetrwało dziewięć lat. Gdy jej mąż umarł, rodzina z miejsca wydziedziczyła ją ze wszystkiego. Natychmiast przypomniało im się, że jest Polką i ma polskie korzenie. Od momentu jego śmierci nie chcieli mieć z nią nic wspólnego. Przez dwa lata szukała swojego miejsca na ziemi. Była na szczycie i miała cały świat u swoich stóp, lecz straciła go z dnia na dzień. Przez dwa lata była samotna, lecz nie opuściła Niemiec. Podejmowała się różnych prac, była kelnerką w barze, sprzątaczką w hotelu czy służącą w innych domach. Nikt jej nie poznał, co też uznała za szczęście.

W tym czasie doskwierała jej samotność. Nie miała żadnych przyjaciół, a znajomi jej męża opuścili ją lub nie miała jak się z nimi skontaktować. Pozostało jej jedno wyjście. Wrócić do domu z podkulonym ogonem, co też zrobiła w tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym drugim roku.

Matka przywitała ją jak ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym, natomiast jej ojciec wciąż miał jej za złe zdradę. Jej małżeństwo było dla niego ciosem prosto w serce i rana wciąż krwawiła. Długo nie odzywał się do niej i traktował ją z pogardą. Matka natomiast próbowała odbudować relacje z córką.

Joanna nie miała wyboru i musiała wykonywać sumiennie obowiązki, którymi wcześniej gardziła. Pomagała polskim przedsiębiorcom rozwinąć swoje interesy, przekonywała potencjalnych kupców o wartości sprzedawanych przez nich towarów, a także pilnowała, aby produkty trafiały tylko do polskich rąk. Wciąż nie widziała w tym sensu, ale robiła to wyłącznie po to, żeby nie być obciążeniem dla rodziców oraz dla zabicia czasu. Odzyskiwała zaufanie wśród polskiego społeczeństwa, lecz ludzie wciąż patrzyli na nią podejrzliwie.

W tym samym roku, gdy zmierzała ulicą Woźną w stronę Starego Rynku, od ulicy Ślusarskiej w jej kierunku podążał też pewien mężczyzna. Obydwoje byli zajęci swoimi światami, toteż dopiero gdy się zderzyli, zauważyli swoją obecność. Zwróciła uwagę na jego czarne bujne włosy, lekko zaczesane na bok oraz elegancki ubiór. Posiadał też teczkę, w której było mnóstwo papierów. Rozsypały się po ulicy i Joanna pomogła mu je poukładać. Podczas zbierania dokumentów mężczyzna, który przedstawił się jako Łukasz Wartecki, zaprosił ją na kawę. Zgodziła się od razu, przez wzgląd na poniszczone dokumenty i chęć naprawienia tej krzywdy.

W trakcie rozmowy opowiadał jej o polskich korzeniach oraz o powodach tego, dlaczego Polacy tak nienawidzą Niemców. Opowiadał w przekonujący sposób, odpowiadając na pytania, które ona sama sobie zadawała od maleńkości. Aby pokazać jej, że Polska to coś więcej niż tylko plama na mapie, zaprosił ją do jednego z wielu utworzonych towarzystw gimnastycznych Sokół. Wchodząc do niego, zauważyła wielką siłę narodu polskiego, którą definiowała radość. Nie liczyły się wiek ani pochodzenie, liczyły się ćwiczenia i wzajemne pomaganie jeden drugiemu. Tworzyli zwarty organizm, w którym każde ogniwo było ważne.

Jeden z chłopców porwał ją do ćwiczeń, nie chcąc słuchać jej sprzeciwu. Wykonywali proste ćwiczenia gimnastyczne, zarówno indywidualne, jak i grupowe. Po raz pierwszy poczuła się… wolna. Liczyła się tylko swoboda ruchów. Nie miała na sobie żadnych kajdan, bo tylko ona miała władzę nad sobą oraz nad tym, co robiła.

Od tego momentu zmieniła swoje nastawienie do pracy organicznej. Potajemnie zaczęła uczyć, na swój sposób, dzieci i młodzież podstaw ekonomii oraz prawa. Często podawała praktyczne przykłady z działalności swojego męża, aby zobrazować opowiadane przez siebie kwestie. Dała im praktyczną wiedzę, po której dzieci wychodziły na ulicę i otwierały swoje małe przedsiębiorstwa. Sprzedawały cukierki albo zabawki zrobione przez siebie.

Niemieccy żołnierze, widząc ich działalność, niszczyli cały ich trud włożony w tworzenie zabawek. Joanna zadbała, żeby w kwestii prawnej ich działalność była legalna, lecz w starciu z siłą niemieckich oficjeli nie miały nic do powiedzenia. Sąd również jej nie pomógł, bo trzymał stronę żołnierzy, podając wyjaśnienie, że dzieci „dewastują ulice”.

Dopiero, kiedy zauważyła zawiedzione miny swoich uczniów, zrozumiała, że Niemcy od zawsze pogardliwie traktowali Polaków. Nie liczył się dla nich status urodzenia, tylko jego miejsce. Jeśli w dokumentach było cokolwiek, co wskazywało na polskie korzenie, było to równoznaczne z poniżaniem.

Zrozumiała, jak wielki błąd popełniła i jak bardzo źle oceniała Polaków. Żeby dać pstryczka w nos szkierbom, wyszła za mąż za Łukasza Warteckiego. Kochała go oraz świat, który przed nią otworzył. Jeszcze w tym samym roku urodziła mu syna, któremu nadali imię Krzysztof. Gdy miał kilka lat, zapisali go do towarzystwa gimnastycznego Sokół, a także na polecenie matki załatwili mu lekcje samoobrony.

Joanna w czasie wychowywania energicznego synka próbowała odnowić kontakty, które uzyskała jako żona Hansa von Keniga. Napotykała trudności, ponieważ adresy zamieszkania tych osób już się zmieniły i musiała się natrudzić, żeby je odnaleźć. Część z jej dawnych znajomych czekała na kontakt od niej, a część nie chciała z nią rozmawiać z uwagi na jej niski status materialny. Niemniej udało jej się nawiązać kontakt z angielskimi oraz francuskimi przyjaciółmi.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x