fb Rozdział IV: W drodze do wolności – część 2 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział IV: W drodze do wolności – część 2

10 czerwca 2019
Pobierz w formacie PDF

Wierzejewski oraz kilku ochotników z Polskiej Organizacji Wojskowej stało w pobliżu zamku cesarskiego. Naprzeciwko nich znajdował się cel, do którego musieli się włamać – gmach głównej poczty w Poznaniu. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez pannę Rodnas listy z powołaniami zostały przekazane do gmachu pocztowego. Od jutra rozpocznie się ich wysyłka do Polaków.

– Jest już dziewiąta wieczór, zaraz szkierby się tu pojawią. – panikował jeden z działaczy.

– Spokojnie, jeszcze służba z gmachu cesarskiego nie wyszła – uspokoił go założyciel Polskiej Organizacji Wojskowej. – Będą wchodzić do gmachu poczty od strony św. Marcina. My wyjdziemy od Kościuszki.

Na życzenie burmistrza Poznania Franz Schwechten, projektując poznańską pocztę, przystosował ten budynek również dla służby w gmachu cesarskim. Okolica ta miała kojarzyć się z wykwintnością, którą nie pogardziłby sam Cesarz Niemiec. Dlatego wszystkie budynki w tej okolicy ozdobiono licznymi płaskorzeźbami, witrażami i innymi upiększeniami architektonicznymi. Przy wejściu do poczty od strony Kościuszki znajdowała się płaskorzeźba panny, która jest uosobieniem działań poczty.

– Dlaczego się upierasz, żebyśmy czekali. Przecież już dawno zakończyli swoją pracę.

Drzwi do zamku cesarskiego otworzyły się i wybiegła cała służba. Wierzejewski ukrył swoich ludzi za murem i przyglądał się, jak pracownicy weseli i rozradowani wychodzą, kończąc swój dzień roboczy. Działacze byli zdziwieni, że mówili oni w języku polskim. Spodziewali się, że dostojne osobistości świata niemieckiego nie dopuszczą do siebie osób innej narodowości. Tylko Wierzejewski nie był zdziwiony.

– Może dobrze by było, żeby ktoś nam drzwi otworzył? – Wskazał palcem, żeby cicho podążali za nim. Gdy stanęli przed przejściem na drugą stronę ulicy, zwrócił się do współtowarzyszy. – Idę pierwszy na drugą stronę, w krótkich odstępach czasu przechodźcie po kolei od momentu, kiedy wejdę do poczty.

Pokiwali głową i zniknęli za jednym z budynków, skąd widzieli całą okolicę. Wierzejewski spokojnie przeszedł ulicę i skierował się do wejścia, gdzie była płaskorzeźba kobiety z tarczą. Widząc, że w okolicy nie ma żadnego szkierba, podszedł do wejścia i zapukał w umówiony sposób – dwa razy szybko, raz wolno i znowu dwa razy szybko. Minutę później otworzyła jedna z pracownic poczty. Była to Polka, która sprzątała w gmachu głównym. Rozejrzała się, czy ktoś jeszcze z nim nie przyszedł.

– Miało być was pięciu.

– Grupą nie mogliśmy przejść, bo szybko by się połapali. Pojedynczo będziemy przychodzić i nie otwierasz nikomu, kto nie zapuka do prawych drzwi. Tak umówiłem się z moimi ludźmi.

– Dobra, właź szybko.

Wszedł zgodnie z jej rozkazem. Według słów Wiktorii wszelkie listy przygotowane do wysyłki znajdują się w dziale pod tą nazwą, który mieści się w podziemiach. Spodziewał się, że będzie on zamknięty.

– Czy możesz powiedzieć…

– Cicho!!! Tu ściany mają uszy.

Wydawało mu się, że mówi ciszej niż zazwyczaj, ale gdy dostrzegł, jak szybko roznosi się dźwięk, przeszedł do szeptu.

– Powiesz, gdzie są klucze do działu z listami przeznaczonymi do wysyłki?

– Korytarzem na koniec. Tam znajdziesz wszystkie klucze.

Podszedł do małego pomieszczenia, gdzie na ścianie powieszone zostały wszystkie klucze w budynku. Znalazł odpowiedni i zbiegł na sam dół do wydziału listów przeznaczonych do wysyłki. Otworzył drzwi, ale to, co skrywały, negatywnie go zaskoczyło. Z natury był optymistą, ale zmartwił się, gdy za drzwiami zauważył kilkaset tysięcy listów. Spodziewał się, że będzie ich maksymalnie dziesięć tysięcy, to w kilku będą w stanie je przejrzeć. Takiej liczby nie zakładał. Po chwili zjawili się jego pomocnicy, którzy zdziwili się, widząc stertę listów do przejrzenia.

Wierzejewski, jako jedyny, musiał trzymać nerwy na wodzy.

– Damy radę, panowie, bierzmy się do roboty.

– Skąd będziemy wiedzieć, że akurat ten list jest z powołaniem wojskowym?

– Patrzymy po adresatach. – Akurat to dla niego wydawało się oczywiste. Zastanawiał się, w jaki sposób usprawnić proces przeglądania listów. Nie przychodziło mu do głowy żadne rozwiązanie, ale musiał im przekazać jedną oczywistą rzecz. – Pamiętajcie, wszystko ma wyglądać tak samo, jak kiedy weszli, szkierby nie mogą się połapać, że tu byliśmy.

Mimo że było kilkaset tysięcy listów, to były uporządkowane w równe stosy, które zostały związane sznurkami. Wincenty rozwiązał pierwszy z węzłów i rozpoczął przeglądanie wielkiego stosu. Znalazł list do ukochanego, list z własnością ziemi, wezwanie do sądu, lecz poza tym nic, co mogłoby choćby przypominać wojskową korespondencję. Patrzył na adresatów listów i tutaj też nie zobaczył nic specjalnego – albo prywatne adresy, albo instytucje niepowiązane z wojskiem.

Mozolnie przeszukiwał listy i przerzucał je z kupki na kupkę w odpowiedniej kolejności. W trakcie tego poszukiwania natrafił na list, którego nadawcą była I Inspekcja Armii Stacjonująca w Gdańsku. Ostrożnie otworzył list i rzeczywiście znajdowało się tam powołanie dla niejakiego Michała Bartczaka.

– Panowie, chyba coś znalazłem. – Pokazał im list, gdzie zamiast standardowego znaczka pocztowego znajdował się taki z trzema paskami: czarnym, białym oraz czerwonym, a w środku miał krzyż Cesarstwa Niemieckiego. – Na podstawie znaczka stwierdzimy, czy jest to powołanie do wojska.

– A co jeśli to honorarium od Niemiec za walkę w ich mundurze?

– To wtedy osobiście dostarczymy im ten list. Na ten moment zakładamy, że każdy jest wezwaniem do wojska. Później będzie czas, by je dokładnie przeglądać.

Rozpoczęli dalsze poszukiwania, które przerwali, kiedy usłyszeli odgłos kroków. Cały oddział ustawił się pod ścianą. Były to twarde odgłosy, które z każdym kolejnym krokiem stawały się coraz mocniejsze.

– To Niemcy, przyszli po nas.

Odkleił się od ściany, lecz Wierzejewski ustawił go z powrotem. To nie czas na ucieczkę, choć samem chciał to zrobić. Emocje uwięzły w gardle i nastała wielka walka w ciele działacza. Jego zmysły podpowiadały, żeby spróbować ucieczki, natomiast rozum mówił zostań. Przez chwilę zastanawiał się, skąd mogli wiedzieć o ich akcji. Nie zakładał, że ktoś mógłby ich wydać, lecz po odgłosie kroków zrozumiał, że zostali zdradzeni. Doskonale wiedzieli, w które miejsce iść.

Wincenty spodziewał się pukania do drzwi, lecz Niemcy minęli ich pokój, zmierzając w głąb korytarza. Lekko odetchnął z ulgą, ale problem nadal nie zniknął. Są w pobliżu i w każdej chwili mogą ich wykryć.

– Nie ruszajcie się, podejdę do drzwi. – Przystawił do nich ucho i słyszał rozmowę z korytarza. Była to kłótnia między pracownicą w zamku cesarskim a żołnierzem niemieckim, który upierał się, że widział wchodzących tutaj cywilów. Po chwilowej kłótni odgłos kroków wrócił w ich stronę. Ponownie ich minęli i gdy weszli na górę, już ich nie słyszeli. – Wracajcie do pracy, lecę sprawdzić, co jest grane.

Wyszedł z pokoju i następnie schodami wyszedł na parter. Tam czekała dziewczyna, która otworzyła im drzwi. Gdy go zauważyła, z wściekłością ruszyła na niego.

– Nie potraficie sprawdzić, czy ktoś za wami idzie?!

– Jestem pewny, że nie mieliśmy ogona. Skąd on wiedział, gdzie będziemy, przecież gmach jest ogromny, a pokojów do przeszukiwania jeszcze więcej.

– Uparł się, że ten, kogo szukają, schowa się na dole. – Zauważyła, że jej rozmówca nabiera coraz więcej podejrzeń względem niej. – Tak wiem, wygląda to na dziwny zbieg okoliczności, ale gdybym chciała was wydać, to wskazałabym, gdzie jesteście, czyż nie?

Miała rację, gdyby chciała, już by to zrobiła.

– Wracam do pracy. Nie ma tam okien, więc jak będzie się zaczynał nowy dzień, to przyjdź po nas oraz znajdź nam jakieś tylne wyjście. Jestem przekonany, że szkierby nie odpuszczą tak łatwo.

Kiwnęła głową i odeszła. Działacz również skierował się z powrotem do oddziału, w którym przejrzano już sterty listów. Część z nich była z powrotem zawiązanych, tylko zostały uszczuplone o egzemplarze, w których znajdowało się powołanie. Pozostało im jeszcze sporo zawiązanych paczek z listami do przejrzenia. Chociaż od tego momentu robota szła im coraz lepiej. Każdy z nich znalazł swoją własną metodę na przeglądanie listów. Jeden już z daleka widział, które zawierają znaczki w odpowiednich kolorach, drugi przeglądał kilka listów naraz, a trzeci lekko odginał listy, by dojrzeć znaczek bez rozwiązywania węzła.

Jednakże wciąż działali za wolno. Nie wiedział, która jest godzina, ale już spędzają pewnie którąś z rzędu. Wybiła czwarta rano, a oni przejrzeli nieco więcej niż połowę. Zostało im jeszcze drugie tyle, a czasu i siły mieli już coraz mniej. Do momentu przyjścia pracownicy dokładnie przejrzeli dwie trzecie listów, do reszty nie zaglądali.

– Musicie wyjść, bo za chwilę otwierają pocztę.

Wierzejewski spakował listy do sakiewki, którą przewiesił przez ramię. Podobnie zrobili pozostali z oddziału. Zostawili pokój w takim samym stanie, jak przed wyjściem i za pracownicą zmierzali do wyjścia. Działacz spojrzał na opuszczany dział ze smutkiem, bo choć starali się przejrzeć jak największą liczbę listów, to i tak wielu z Wielkopolski zostanie powołanych do armii niemieckiej.

0 0 votes
Article Rating

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x