fb Rozdział IX: W drodze do wolności – część 1 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział IX: W drodze do wolności – część 1

21 sierpnia 2019
Pobierz w formacie PDF

Poznań, Polska – 27 grudnia 1918 roku

 

Po tym, co Wiktoria mu wczoraj powiedziała, nawet jej widok już go nie cieszył. Miała rację, to był dla niego zbyt mocny cios, po którym nie mógł się otrząsnąć. Praktycznie nie spał tej nocy. Nie mógł zasnąć, bo jego myśli wciąż kotłowały się wokół słów ukochanej. Chodził po mieszkaniu matki tam i z powrotem, błądził myślami i sam nie wiedział, dokąd podąża. Wiedząc, że nie znajdzie choćby minuty na sen, ubrał się i w mroźną noc wyszedł na spacer po Poznaniu.

Miasto nadal było przyozdobione biało-czerwonymi flagami i proporcami krajów Ententy, ale widok ten nie cieszył go tak bardzo jak wczoraj. Gdzieniegdzie ludność mimo późnej pory nadal manifestowała radość z okazji przyjazdu wielkiego Polaka, ale on w swoim sercu miał tylko smutek i pustkę.

– Hej, chłopcze! – Z okna jednej z kamienic odezwał się mężczyzna, któremu język plątał się pod wpływem alkoholu. – Chodź się z nami napij.

Dzisiejszej nocy nikt z Polaków nie miał za złe, że o pierwszej w nocy wciąż jest głośno jak na biesiadzie z okazji podpisania konstytucji trzeciego maja.

– Dziękuję, ale dzisiaj nic mi nie pomoże.

– Oj, nie daj się prosić, ze mną się nie napijesz? – Padł koronny argument, po którym ciężko było się wywinąć. Spojrzał w jego stronę, zastanawiając się nad propozycją. – Od razu się rozweselisz.

Wiedział, że alkohol w niczym nie pomoże, ale też w niczym nie przeszkodzi. Dlatego przyjął propozycję gospodarza, który zszedł po niego i zaprosił do siebie. W mieszkaniu przywitano go w tradycyjny sposób, od razu przypomniał sobie o polskiej gościnności, za którą tak bardzo tęsknił, a która nie zniknęła, pomimo wielu lat pod zaborem pruskim. Mężczyzna nalał mu kieliszek wódki. Nie pił już jej od wielu lat, a w Anglii miał jedynie styczność z whisky, którą piło się z lodem. Jednym ruchem opróżnił kieliszek, a mężczyzna polał mu drugi i zawinął rękę przez jego bark.

– Widzę, że jesteś zmartwiony. Powiedz, co ci leży na wątrobie. Mamy wesoły dzień, więc czemu się smucisz?

Niechętnie, ale wyrzucił z siebie to, co przekazała mu Wiktoria. Najpierw czuł się z tym niezręcznie, lecz później poczuł, jak ciężar spadł mu z serca. Mężczyzna, słysząc to, odstawił butelkę i podszedł do szafy, gdzie leżał jego mauser.

– Nie możesz – powstrzymał go. – Obiecałem mojej ukochanej, że nikomu nic nie zrobię. Dla dobra sprawy.

– Rozumiem twoją nienawiść, chłopcze. – Odstawił karabin z powrotem do szafy. – Gdyby szkierby mi coś takiego zrobiły, nie miałbym dla nich litości.

– Dlatego nie chcę psuć pozytywnego nastroju panującego w tym mieszkaniu. – Oprócz Krzyśka i mężczyzny była jeszcze jego najbliższa rodzina, dlatego Wartecki czuł się tutaj jak piąte koło u wozu.

Gospodarz zrozumiał jego potrzebę bycia w samotności. Dlatego, mimo sprzeciwu rodziny, odprowadził go do wyjścia.

– Postaraj się nie martwić. Wszystko się jakoś ułoży.

Wartecki skinął głową i po pożegnaniu z gospodarzem wyszedł z powrotem na ulicę. Spacerując w pobliżu starego rynku, poczuł ulgę, że nie dusił tego w sobie, tylko wygadał się przed kimś, choćby obcym…

Jednak po raz pierwszy w życiu alkohol pomógł. Oczywiście nie rozwiązał problemu Krzyśka, ale nie myślał o nim tak intensywnie, jak jeszcze tej nocy. Kiedy się obudził rano, wiedział, że jego ukochana będzie w Polskiej Organizacji Wojskowej, podobnie jak Paluch, Wierzejewski i pozostali działacze, a on mimo wszystko wciąż potrzebował samotności. Dlatego spacerował, przechodząc z jednej ulicy na drugą.

Zaciekawiony sytuacją skierował się pod hotel Bazar. Na drugi dzień powitania mistrza zostały zorganizowane pochody dzieci, które miały się skończyć pod hotelem Bazar. Im bliżej niego się znajdował, tym więcej dzieci mijał. Każde z nich miało malutką chorągiewkę z biało-czerwonymi kolorami i dumnie nią wymachiwało, jakby przez całe życie je do tego przygotowywano. Skręcił w ulicę Nową i zmierzał nią aż do hotelu.

Widząc radość dzieci, ponownie poczuł w sobie dumę. Dzisiejszy dzień znowu należy do polskiej społeczności Poznania. Miał ogromny problem z przeciśnięciem się przez tłum dzieci, lecz z kolejnym krokiem już się nie przepychał, tylko dał się pociągnąć tłumowi. Miał kilkaset metrów do hotelu Bazar. Dostrzegł w oddali proporce Straży Ludowej i żołnierzy w gotowości bojowej. Szkierby musiałyby być szalone, aby decydować się na jakikolwiek akt agresji w stronę Polaków, ale nieraz w trakcie wojny robili rzeczy nieracjonalne, toteż wszystkiego można się po nich spodziewać.

Miał już tylko kilkadziesiąt metrów do hotelu. Kilku żołnierzy ze Straży Ludowej poznało go i serdecznie pomachało w jego stronę. Odmachał im, współczując, że Juliusz Lange zdecydował się wydelegować ich do pełnienia służby tego dnia, ale ktoś musiał stać na straży.

Znajdował się tuż przy wejściu do hotelu. Nie widział balkonu, skąd wczoraj dla ludzi przemawiał wielki mąż stanu, lecz wiwaty na cześć delegacji angielskiej oraz państwa Paderewskich i tak zagłuszały inne dźwięki. Poznań ponownie wstał, aby witać wielkiego patriotę. Krzysiek nie zliczył, ile jest dzieci, ale jeśli przyszły ze wszystkich parafii Poznania, to musiało ich być z jakieś dwadzieścia trzy tysiące.

Po chwili dzieci się uciszyły. Prawdopodobnie z balkonu ktoś poprosił, żeby na chwilę pozwoliły do siebie przemówić.

– Drogie dzieci! – Krzysiek poznał głos posła Korfantego, który w trakcie wizyty mistrza Paderewskiego w Poznaniu pełnił funkcję kierownika uroczystości. – Przed wami stoją delegaci dyplomatyczni z Anglii. Przedstawiciele tych krajów, w których pokładaliśmy nadzieję, że wyłącznie ich zwycięstwo w wojnie zdoła wyzwolić nas wszystkich i pomoże zrzucić te kajdany, którymi zostaliśmy skuci przez okupantów. Oddajcie im cześć i podziękujcie za to, że dzisiaj możecie jako polskie dzieci witać wielkich bohaterów i drogich naszych wyswobodzicieli.

Ledwo Wartecki dosłyszał, że Korfanty skończył swoją przemowę oklaskami, ponownie zawrzały wiwaty dziecięce. Niektóre dzieci próbowały wtargnąć do hotelu Bazar, lecz Straż Ludowa ustawiła szpaler przed wejściem do hotelu, aby pilnować porządku pochodów. Natomiast głos wielu tysięcy gardeł zabrzmiał:

Let The United Kingdom alive!

Wielokrotnie powtarzały te słowa. Tym razem nie dały dojść do słowa delegatom angielskim i jeszcze długie minuty krzyczały na cześć kraju, który wyzwolił Polskę spod okupacji niemieckiej. Gardła ich też miały swoją wytrzymałość. Kiedy w końcu się uciszyły, pułkownik Wade zabrał głos.

I don’t know, which word can describe this, what I feel right now – zaczął wojskowy i choć nauczył się powstrzymywać emocje w trakcie oficjalnych przemówień, Wartecki dostrzegł, że głos mu się łamał. – When I will come back to my England, I will mentioned to everyone about your generosity. I heard, how much you trust in us. Now I see these, but you shocked me, how much I wouldn’t expect that. Thank you for your faith in us.

Przy ostatnich słowach głos pułkownika łamał się. Wypuścił z siebie nadmiar emocji i choć Wartecki tego nie widział, spodziewał się, że wszedł głębiej do holu, żeby nikt nie dostrzegł, jak wielkie pojawiło się w nim wzruszenie. Nie spodziewał się, że tak niesamowite przywitanie zgotują mu dzieci. Spodziewał się, że głównym powodem ich obecności będzie chęć przywitania Paderewskiego, lecz to jego powitały jako pierwszego. Ciekawe, czy jak wróci do Anglii, wspomni o radości, z jaką powitały go polskie dzieci – zastanawiał się w myślach, przypominając sobie słowa wojskowego.

Po chwili na sam dół zeszła Helena Paderewska ubrana w długą suknię, do której założyła futro, miała przykrytą większą część głowy tak, że było widać tylko jej twarz. Nie dało się dostrzec fryzury, bo założyła biały kapelusz, symbol niewinności.

Wartecki zastanawiał się, gdzie jest jej mąż. Dzieci głównie dla niego przyszły i to jemu chciały złożyć podziękowanie w zamian za działalność na rzecz Polaków. Oczywiście równie owacyjnie przywitały żonę wielkiego polskiego polityka i pianisty. Helena Paderewska podeszła przed szpaler, który rozsunął się, zapraszając ją do środka wielkiego pochodu. Ukochany Wiktorii podszedł nieco bliżej, bo zależało mu, aby usłyszeć słowa, które dzieci przekażą żonie mistrza.

Z tłumu dzieci wyszło dwóch chłopców. Mieli takie same mundurki, więc pochodzili z tej samej szkoły. Pani Paderewska kucnęła przy nich, a oni podeszli bliżej. Jeden z nich, trzymając kwiaty, rozpoczął przemówienie:

– Polskie dzieci, dręczone i gnębione okrutnym nieludzkim pruskim systemem w szkołach pruskich, prześladowane brutalnością – prześladowane brutalnością krzyżacką, jak to całemu światu wiadomo, nie poddały się nigdy, żywiąc w duszy silną i niezłomną nadzieję, że Polska powstanie.

Germanizacja pruska doprowadziła do tego, że teraz dzieci boją się używać ich ojczystego języka – pomyślał Krzysiek, gdy usłyszał, jak chłopiec trwożliwie wymawiał słowa, jakby miał zostać ukarany w szkole za każde słowo wypowiedziane w języku polskim. Podziwiał odwagę chłopaka, który choć był zestresowany, to z dumą wspominał o buncie polskich dzieci z Wrześni z roku tysiąc dziewięćset ósmego. Teraz drugi z chłopców rozpoczął swoją kwestię.

– I zrządzeniem Opatrzności Bożej Ojczyzna nasza do nowego życia się budzi. Powstaje w dawniejszych granicach swoich. To szczęście, jakie nas spotyka, w dużej mierze Tobie Przezacny Panie zawdzięczamy. – Lekko się zmartwił, zwracając się do pani Paderewskiej określeniem męskim, lecz ona nie zwróciła uwagi na tę pomyłkę i słuchała chłopca z zaciekawieniem. – Nie szczędziłeś starań, wysiłków, ofiary, aby znowu do wysokiego lotu wzbił się orzeł biały. Cześć ci za to, chwała i uwielbienie ofiarny synu uciskanego narodu polskiego. Najmniejsze dzieci narodu tego zapatrzone z uwielbieniem w czyny Twoje dla Polski składają dzisiaj hołd Tobie z gorącem życzeniem, abyś długie, długie jeszcze lata Przezacny Panie patrzył na wielką, potężną, zjednoczoną i szczęśliwą Polskę. W tej myśli wołamy:

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x