fb Rozdział V: W drodze do wolności – część 1 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział V: W drodze do wolności – część 1

24 czerwca 2019
Pobierz w formacie PDF

Krzysiek wraz z Ignacym Paderewskim, jego żoną, przedstawicielami angielskiej dyplomacji oraz majorem Iwanowskim schodzili po kładce do portu w Gdańsku, gdzie czekał na nich komitet powitalny z Naczelnej Rady Ludowej. Wartecki rozpoznał wśród nich tylko posła Korfantego, wokół którego ustawiło się kilku przedstawicieli Rady.

Później spojrzał na Gdańsk, który został przyozdobiony czerwonymi proporcami Niemieckiej Rady Rewolucyjnej z hasłami apelującymi o zakończenie Wielkiej Wojny. Żołnierze niemieccy buntowali się przeciwko kolejnym rozkazom wysłania na front. Czekały ich za to surowe represje, a nawet kara śmierci, ale mimo to manifestowali swoją niechęć do dalszej walki zbrojnej.

Gdy znaleźli się na twardym lądzie, podszedł do nich Korfanty i pokłonił się mistrzowi Paderewskiemu.

– Ogromny mi zaszczyt przypadł móc powitać tak wielkiego i dostojnego gościa. Witamy w nowo odrodzonej Polsce.

Ignacy głęboko zaczerpnął powietrza, a następnie odetchnął pełną piersią. Nie mógł uwierzyć, że sen ze stycznia tego roku się spełni. Jest w wolnej Polsce.

– Dziękuję za przywitanie, panie pośle. – Korfanty wydawał się zaskoczony, że wielki mąż stanu wiedział, kim on jest. Nie spotkał się z nim wcześniej, a mimo to rozpoznał go. – Cieszę się, że zadbał pan o towarzystwo dla mnie, abym w trakcie drogi nie zanudził się. – Spojrzał ukradkiem na Krzysztofa Warteckiego, na co ten lekko się zarumienił.

– Wiemy, że głównym celem pana podróży jest Warszawa, by tam przewodzić w rozmowach pomiędzy rządem Jędrzeja Moraczewskiego a Komitetem Narodowym Polski Romana Dmowskiego, ale jestem tutaj, by spróbować pana przekonać, aby wcześniej udał się pan z nami do Poznania.

Paderewski wydawał się zaskoczony prośbą i jeszcze raz spojrzał w stronę młodzieńca.

– Zatem taki był twój cel. Chciałeś, abym wybrał dłuższą drogę do Warszawy?

– Niezupełnie. – Przeszkodził major Iwanowski ubrany w mundur legionów polskich. – Pułkownik Wade, ma misję rozpoznawczą w Poznaniu i dlatego trzymaliśmy ją w tajemnicy do ostatniej chwili, żeby przez przypadek Niemcy nie dowiedziały się o naszej nieplanowanej wizycie.

– W takim razie jedźmy do Poznania.

– Przygotowałem pociąg. Zapraszam na dworzec główny. – Za Wojciechem Korfantym wszyscy udali się na dworzec główny.

 

***

 

Sytuacja w Niemczech była coraz gorsza. Choć wojna się skończyła, to Aler von Hahn miał wrażenie, że kolejna rozpocznie się za chwilę. Powstał nowo utworzony Wach-und Sicherheitsdienst, którego głównym celem było pilnowanie porządku w Poznaniu i w okolicach. Do ochotniczego oddziału powoływano głównie Niemców, ale Polacy też tam trafiali. W jego opinii, oddział powinien składać się wyłącznie z niemieckich żołnierzy, ale na życzenie Friedricha Eberta kazano powołać również Polaków, żeby zapobiec ich ewentualnej rewolcie. Stworzyli swoją nazwę organizacji: Służba Straży i Bezpieczeństwa.

Aler trzymał pieczę nad wojskowymi poczynaniami w Poznaniu i próbował wychwycić konspiracyjną działalność na terenie Wielkopolski, a przede wszystkim Poznania. W tym celu przysłał tutaj jednego z najbardziej zagorzałych niemieckich patriotów, który na frontach Wielkiej Wojny walczył do końca i który miał liczne sukcesy w wykrywaniu dezercji wśród niemieckich żołnierzy. Potrzebował go tutaj, bo jego przenikliwość i umiejętność dostrzegania zagrożenia tam, gdzie nikt nie podejrzewałby, była kluczowa w kontekście walki z armią podziemną w Wielkopolsce.

Nagle ktoś zapukał do jego gabinetu w Cytadeli. Podejrzewał, że będzie to jakiś gorliwy Niemiec z informacjami z frontu. Już się przyzwyczaił, że od momentu porażki pod Verdun nie ma co liczyć na pozytywne informacje.

– Wejść – rozkazał. Gdy drzwi się otworzyły, ukazała się twarz człowieka, którego chciał zobaczyć. Był blondynem o twarzy zniszczonej działaniami wojennymi i choć nie miał blizn, wyraźnie odbił się na niej brak snu. Miał kilkudniowy zarost i wielkie oczy, w których nie kryło się zmęczenie, ale determinacja i chęć działania. Wojna wyrzeźbiła jego ciało i mimo że przykrywał go wielki szary płaszcz, to dostrzegł pod nim gotowość do działania. Pomimo zmęczenia nigdy nie zapominał o wzorowym wyglądzie, o który dbał bardziej niż o własne kochanki. Dla Alera był dumą niemieckiej armii. Chociaż w tym momencie był roztrzęsiony, pewnie dowiedział się czegoś, co może zagrozić porządkowi w całej Wielkopolsce. – Lars, nareszcie jesteś, jakie masz dla mnie informacje.

Żołnierz musiał złapać głęboki wdech, zanim począł przekazywać informacje, które wyciągnął od jednego z wielu więźniów. W końcu się rozprostował i spokojnie zaczął mówić:

– Rady robotnicze przejęły kontrolę nad kolejnymi miastami w Niemczech. Żołnierze już masowo dezerterują z naszej armii.

– To wiem, potrzebuję informacji, o których nie wiedziałem. – Otrzymał depesze z Niemiec i wiedział, że w ręce rad robotniczych oprócz Kilonii dostały się Lubeka, Brunszwik czy Hamburg, lecz to nie była informacja, którą chciał mu przekazać. Stwierdził, że żołnierz przygotowuje grunt pod przekazanie negatywnych informacji. – Mów dalej.

W trakcie wyjawiania kolejnych informacji pewne spojrzenie Alera von Hahna zgasło. Nie mógł zrozumieć, jakim cudem mogło do tego dojść i jak mogli dopuścić do tak wielkiej pomyłki. Oliwa już została rozlana i zapalona, teraz trzeba znaleźć sposób, jak ją ugasić.

– To jeszcze nie koniec – oznajmił Niemiec.

– Czy jeszcze może być coś gorszego?

– Moi zwiadowcy donoszą, że do Gdańska przycumował okręt H.M.S. Concordia. To krążownik, który jak podejrzewaliśmy, przewozi coś istotnego. I jak się okazało z okrętu wysiadł Ignacy Jan Paderewski.

– Pewnie pojedzie prosto do Warszawy. – Słyszał o kłótni między Moraczewskim a Dmowskim. – Ktoś musi pogodzić te dwie zwaśnione strony konfliktu.

– Niezupełnie… – Teraz rzucił bombę na stół. – Po trasie, jaką wybrał, jestem pewny, że zmierza do Poznania.

Jednak mogło być coś gorszego. Nie dość, że oliwa się rozlała i została podpalona, to jeszcze teraz przybędzie ktoś, kto będzie bronił, aby pożar nie został ugaszony.

– Wy sobie żarty ze mnie stroicie? – Pokręcił głową. – To co tu jeszcze robicie!!! Paderewski ma nawet stopą nie stanąć w Poznaniu, czy to jest jasne?!

 

***

 

W trakcie podróży pociągiem z Gdańska do Poznania Korfanty dużo rozmawiał z Ignacym Paderewskim o sytuacji politycznej w stolicy Wielkopolski. Mówił o walce, jaka została podjęta z okupantem i próbach politycznego zdobycia przewagi na Niemcami.

– Nie ulega wątpliwości, sejm dzielnicowy okazał się strzałem w dziesiątkę – skomentował pianista, który wydarzenia z obrad znał wyłącznie z relacji dziennikarskiej. – Pochód delegatów i piękne ich przywitanie pokazało Niemcom jednoznacznie, do jakiego kraju Wielkopolanie chcą należeć.

Krzysiek przysłuchiwał się z boku ich rozmowie. Dla niego polityka nie miała wielkiego znaczenia, bo ludzie później i tak chwytali za broń i wydzierali wrogowi to, co on im kiedyś ukradł. Jednak wrzucił swoje trzy grosze do rozmowy.

– I pomimo tego nadal chcą utrzymać panowanie nad Wielkopolską.

– A czy ty oddałbyś z łatwością swoje przedsiębiorstwo, w które włożyłeś za dużo pieniędzy? – spytał Korfanty.

– Sami widzą, że niewielu jest Niemców w Wielkopolsce, a jeśli nawet wielu, to nie manifestują swojej obecności. Wydarzenia z trzeciego grudnia dobitnie pokazują, że wolą chować się po kątach niż otwarcie się przyznać, że już nikt ich nie chce w Poznaniu.

Pianista poznał chłopaka kilka dni temu i od razu docenił jego cięty język. Ze względu na swoją szczerość nie nadawałby się na polityka, jednakże gdy polityka schodziła na dalszy plan, lubił jego ostre i dosadne słownictwo, nawet jeśli jego postulaty nie są poparte argumentami.

– Pamiętaj, chłopcze, działalność przedsiębiorcza nie ma nic wspólnego z emocjami, jak to przedsiębiorcy często określają: na giełdzie nie ma sentymentów.

Wartecki nie rozumiał, do czego zmierza polityk. To dzięki Polakom i ich pracy dla ogólnego dobra Wielkopolska jeszcze nie popadła w ruinę. I choć Niemcy na różne sposoby próbowali się ich pozbyć, to wykazali wielką determinację i chęć zachowania tych obszarów. Nie udało im się przesiedlić Wielkopolan. Nie udało im się ich zgermanizować. Nawet wykluczenie społeczne nie przyniosło takich rezultatów, jakich oczekiwali. Zatem nie mieli czego tutaj szukać.

– Cokolwiek zrobią i tak znajdziemy sposób, jak to obejść.

– Przywiązania do Niemiec niestety nie uda nam się obejść – skontrował Korfanty, na co chłopak musiał przyznać mu rację.

Dyskusja została przerwana, gdy dojeżdżali do stacji w Rogoźnie Wielkopolskim i pociąg nieplanowanie zaczął tracić prędkość. Wszyscy w pociągu byli zdziwieni nieoczekiwanym wydarzeniem. Wszyscy spoglądali na siebie i próbowali dowiedzieć się, czy jest coś, o czym wiedzą tylko oni. Jednakże wszyscy jednakowo byli zaskoczeni sytuacją.

– Idę sprawdzić, co się dzieje – oznajmił major Iwanowski, który wyszedł z przedziału i udał się do maszynowni pociągu.

Wartecki wyjrzał przez okno i dostrzegł, że na stacji jest wyjątkowo dużo szkierbów. Jego serce zapłonęło nienawiścią w ich stronę, lecz gdy ugasił w sobie ogień złości, próbował dociec, czemu jest ich aż tylu. Stacja w Rogoźnie nie jest duża, więc występuje tu niewielki ruch. Zaczynał coś podejrzewać i jego podejrzenia się nasiliły, kiedy wrócił major Iwanowski.

– Maszyniści dostali informację, że kazano im się zatrzymać.

– Czy podali powód zatrzymania? – spytał poseł do Reichstagu.

– Mówią, że pociąg musi przebyć obowiązkową kontrolę techniczną i każą skierować go bezpośrednio do Warszawy.

– Nonsens, przecież w Gdańsku zleciłem jego szczegółowy przegląd i nie wykazano żadnych przeciwwskazań do jego dalszej eksploatacji. – Sprawa nie zostanie rozwiązana, jeśli będzie tutaj siedział, dlatego włożył kapelusz i płaszcz. – Trzeba wyjaśnić to nieporozumienie.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x