fb Rozdział VI: W drodze do wolności – część 3 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział VI: W drodze do wolności – część 3

22 lipca 2019
Pobierz w formacie PDF

Poznań, Polska – 10 listopada 1918 roku

 

Plan Warteckiej odniósł zamierzony sukces. Oczywiście nadal duża liczba wojskowych stacjonowała w Poznaniu. Jednak część żołnierzy zdezerterowała ze służby i opuściła swoje posterunki w kluczowych dla Poznania miejscach. Gdy Wierzejewski się dowiedział, że Arsenał Poznański nie jest tak dobrze obstawiony jak wcześniej, uznano, że jest to odpowiednia pora, żeby spróbować przejąć jego zasoby.

Pilnowały go oddziały Heimatschutzu, wśród których nie było Polaków, dlatego informacje o nim były szczątkowe. Wiadomo było, że można się do niego dostać przez zakon jezuitów, który okazał chęć pomocy Polskiej Organizacji Wojskowej.

Na skrzyżowaniu dróg Szewskiej i Dominikańskiej razem z Wierzejewskim stali Mieczysław Paluch oraz kilku ludzi z akcji przy poczcie z lutego tego roku.

– Za pięć minut wchodzimy do zakonu. Przyjdą punktualnie? – spytał dezertera armii cesarskiej.

– To moi ludzie, nigdy mnie nie zawiedli. Gdy jeden z nich…

– Nic mi o nich nie mów. Wystarczy mi, że będą na czas.

Szeregowi żołnierze między oddziałami nie znali się, tylko ich dowódcy ustalali szczegóły akcji między sobą. Wszystko po to, żeby zapobiec wydaniu towarzyszy, jeśli zostaną złapani i wzięci na przesłuchanie.

– Dobra, wchodzimy – rozkazał Wierzejewski. Przeszli na drugą stronę ulicy i zapukali do bocznych drzwi zakonu.

Momentalnie jeden z zakonników otworzył im drzwi i zaprosił ich do środka. Zamknął je i skierował ich na drugi koniec korytarza, otworzył kolejne drzwi i pokazał im tylne wejście do arsenału z bronią.

– Teraz przez dwie godziny powinniście mieć spokój – poinformował zakonnik. – Jeśli cokolwiek będzie się działo, to dam wam znać naszym ustalonym sygnałem.

Dowódca Polskiej Organizacji Wojskowej miał nadzieję, że ani razu nie usłyszy ustalonej przez nich pieśni kościelnej, jednakże należało dmuchać na zimne.

– Stoisz na czatach – polecił jednemu ze swoich żołnierzy. – Za chwilę dojdą tutaj działacze pana podporucznika Mieczysława. Każ im ustawić się, żeby przekazanie amunicji i broni przebiegało szybko. Za długo nie możemy stać na widoku.

Wierzejewski wziął podporucznika oraz pozostałych swoich ludzi i wbiegli do Arsenału. Budynek wyglądał bardziej jak gmach urzędowy aniżeli magazyn broni. Znajdowały się tam wejścia do gabinetów urzędników, ale nigdzie nie widać było żadnego przekierowania do broni. Skręcili w stronę schodów, które prowadziły głęboko do podziemi. Przeczucie mówiło mu, że jeśli coś ma się znaleźć, to tylko tam. Paluch wyprzedził go i zaczął schodzić na dół.

– Idziesz czy będziesz tutaj czekał?

Nie tego się spodziewał po dezerterze armii pruskiej. Sądził, że będzie bardziej rozważny w swoich działaniach, a on nawet nie sprawdził, czy jest czysto. Spojrzał szybko w dół i pognał swoich ludzi za podporucznikiem. Wyprzedził go, bo to on dowodził akcją i nie mógł pozwolić na samowolkę. Zbiegli dwa piętra, otworzyli drzwi i ich oczom ukazało się pomieszczenie, które miało z dwadzieścia metrów długości i kilka szerokości. Pod ścianami były podłużne półki, gdzie rozmieszczono amunicję do różnej broni.

– Torby i bierzemy co się da – zarządził Wierzejewski, który jako pierwszy wbiegł do pomieszczenia i udał się na sam jego koniec. Tam znajdowała się amunicja do mausera w wersji Gewehr 98. W porównaniu z jej odpowiednikiem austriackim w wersji Mannlicher wchodziły tam niewiele mniejsze naboje. Jedynie liczba naboi w magazynku w obu wersjach była taka sama.

– Musimy jeszcze poszukać naboi do pistoletów – zaproponował Paluch.

Wierzejewski miał tego świadomość, lecz czasu mieli coraz mniej. Za chwilę może się tu pojawić któryś z Niemców, a wtedy cała akcja okaże się niepowodzeniem.

– Weźcie od nas torby z amunicją. Bierzcie następne i schodźcie tutaj. My w tym czasie sprawdzimy, gdzie są naboje do pistoletów. – Przekazał swoją jednemu żołnierzowi. Paluch zrobił to samo.

Waga toreb przycisnęła ich do podłogi tak, że kolana im się ugięły, ale mimo to nie narzekali na ich ciężar. Wybiegli z pokoju, zmierzając na górę. Wierzejewski z Mieczysławem pognali do następnych pokoi. Otworzyli kolejne drzwi, za którymi wisiały niemieckie mundury, za następnymi hełmy, a za kolejnymi znajdowały się skutery do munduru.

– Idziemy w złym kierunku – poinformował współtowarzysza.

– Niezupełnie – Mieczysław wskazał na kierunkowskaz, na którym napisane było do amunicji kalibru 7,65. Natychmiast pobiegli w tamtą stronę. Otworzyli pierwsze lepsze drzwi, a za nimi było pomieszczenie podobne do tego z amunicją do mausera. Żołnierze przybiegli z kolejnymi torbami, które przekazali Paluchowi i Wierzejewskiemu. Rozpoczęli napełnianie.

Przerwał im donośny dźwięk podobny do metalu uderzającego o betonową podłogę. Dźwięk rozchodził się po całym pomieszczeniu, więc zaraz się pojawi któryś ze szkierbów. Wybiegli z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Schowali się za ścianą. Sprawcą hałasu okazał się jeden z nich, który upuścił swojego Dreysa na podłogę. Wierzejewski skinieniem dłoni kazał go przywołać do siebie i czekać na przybycie Niemca.

Po kilku minutach po schodach zszedł uzbrojony żołnierz i zaczął zmierzać w ich stronę. Założyciel Polskiej Organizacji Wojskowej kątem oka śledził poczynania wroga.

– Rudolf, czy to ty? – Odpowiedziało mu głuche echo. Słysząc ciszę, przeładował karabin i teraz był gotowy do oddania strzału. Paluch zmierzał w jego stronę, lecz ręka Wierzejewskiego powstrzymała go. Żołnierz zbliżał się niepewnie, lecz gdy zobaczył pistolet na podłodze, rozluźnił się. – Znowu zapomniałeś swojego pistoletu? Ech, czy wiecznie będę musiał ci przypominać, że pistoletu się nie puszcza. – Potem wrócił schodami na górę i odgłos jego kroków ucichł.

– Dobra, wracamy do pokoju – rozkazał Wierzejewski. Napełnili kolejny raz torby i wrócili na górę. Akcja dzisiejszej nocy zbliżała się do końca. Będą musieli ją powtórzyć jeszcze nieraz, lecz zakładał, że następnym razem nie pójdzie im już tak łatwo.

Wyszli po schodach i zmierzali do wyjścia z Arsenału. Już mieli nacisnąć klamkę, lecz usłyszeli sygnał ostrzegawczy z zakonu. Wierzejewski ściągnął torbę i wyjrzał przez dziurkę od klucza, a tam… Niemiec otwierał drzwi. Było już za późno na wycofanie oddziału w bezpieczne miejsce. Wróg otworzył drzwi, ale nim zdążył cokolwiek krzyknąć, porucznik wypchnął go na zewnątrz. Wierzejewski, widząc to, wściekł się za kolejną samowolkę, lecz co innego pozostało w tej sytuacji? Miał nadzieję, że nikt nie dostrzegł ich szamotaniny i że Paluch ją wygra.

Wincenty kazał przejść z torbami do zakonu jezuitów. Wyciągnął mausera i przyszedł na pomoc porucznikowi, z całej siły uderzając kolbą karabinu we wroga. Żołnierz zemdlał i porucznik zrzucił go z siebie. Paluch wyciągnął nóż z kieszeni i podniósł go do góry.

– Czekaj! – wrzasnął Wierzejewski, lecz Paluch był zbyt skoncentrowany na wbiciu noża w szkierba, żeby zwracać uwagę na słowa współtowarzyszy z Polskiej Organizacji Wojskowej. Ubranie szybko nasiąkło krwią, która zaczęła spływać na ziemię. – Coś ty zrobił?!

– Pomóż mi, trzeba go stąd usunąć.

Przeciągnęli żołnierza przez plac i puścili, kiedy ponownie znaleźli się w zakonie jezuitów.

– Dlaczego zabiłeś tego szkierba!? Już zemdlał, jakbyś nie zauważył.

– A potem miał nas wydać? W tej sytuacji była tylko jedna możliwość.

Wiedział, że Paluch miał rację i nie miał powodów, by być na niego wściekłym. Zadziałał jego instynkt bojowy, który wyrobił sobie na froncie zachodnim w trakcie Wielkiej Wojny. Nie było innej możliwości i zdawał sobie z tego sprawę, lecz nie sądził, że jego działania doprowadzą do śmierci innych.

W tym czasie zszedł jezuita, który widząc martwego żołnierza, nakreślił znak krzyża. W stosunku do Wincentego nie ulegał tak mocno emocjom.

– Zostawcie nam go, pochowamy go w podziemiach.

– Jeśli Niemcy się dowiedzą, zaczną wśród was przeszukania. To się dla was źle skończy. Nie mogę się na to zgodzić – stanowczo stwierdził założyciel Polskiej Organizacji Wojskowej.

– Lepiej, żeby nas przeszukiwali, a nie niewinną ludność Polski. – Wziął poszkodowanego na swoje barki. – A wy na co czekacie? Zmykać mi stąd.

Po tych słowach porucznik i działacz Polskiej Organizacji Wojskowej wyszli z zakonu, a wraz z nimi cały oddział.

0 0 votes
Article Rating

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x