fb Rozdział VII: W drodze do wolności - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział VII: W drodze do wolności

1 sierpnia 2019
Pobierz w formacie PDF

Poznań, Polska – 26 grudnia 1918 roku

 

W trakcie wjeżdżania na stację Wartecki słyszał głośne wiwaty na część przybywającego mistrza Paderewskiego. Początkowo nie rozumiał słów, które mieszkańcy miasta wymawiali, ale im bardziej zbliżali się do stacji, tym wyraźniejsze stawały się słowa: Niech żyje Polska, Niech żyje Paderewski, Niech żyje Polski Komitet Narodowy w Paryżu, Niech żyje Anglia. Goście opuszczali pociąg w akompaniamencie tych wiwatów.

Pułkownik Wade oraz komandor Rawlings przywdziali oficjalne galowe mundury w tradycyjnym kolorze khaki. Major Iwanowski założył błękitny galowy mundur z wyszytymi czterema belkami. Paderewski miał na sobie najlepszy frak, który ubierał wyłącznie przed najważniejszymi wydarzeniami w swoim życiu. Krzysiek też założył najlepszy garnitur, który miał przedtem schowany w torbie. Jedynie poseł Korfanty nie miał czasu się przebrać, bo z samego rana wyjechał z Poznania, aby powitać męża stanu.

Krzysiek zauważył, że wokół dworca rozkwitło wiele sztandarów Straży Ludowej, która pilnowała porządku. W mieście było ciemno i nie paliła się żadna latarnia. Nie przeszkodziło to w hucznym powitaniu polskiego pianisty. Wyszli na dworzec i tuż przy pociągu oddał mu honory członek Naczelnej Rady Ludowej – Stefan Nowicki, przy którym stały żona polskiego posła Władysława Seydy – Maria wraz z córką.

– Przypadł mi ogromny zaszczyt móc powitać wielkiego patriotę, który tak walczył o naszą wolność. Serca nasze radują się z pańskiego przybycia do naszego miasta, gdzie wiara w Polskę nigdy nie osłabła pomimo stu dwudziestu trzech lat niewoli. Niech ten skromny podarek – wskazał na kwiaty trzymane przez żonę posła Władysława Seydy – będzie symbolem naszej wdzięczności za pański wkład w odrodzenie państwa polskiego.

Panie wręczyły kwiaty politykowi, na co on szarmancko podziękował, całując je w rękę. Później pochód z Paderewskim na czele wszedł do szpaleru przygotowanego przez Straż Ludową. Razem z nimi zmierzali w stronę holu dworca głównego. Krzysiek dołączył do wiwatującego ludu, trzymając się blisko mistrza. W holu dworca nastąpiło kolejne powitanie zgotowane przez Prezydium Rady Ludowej Poznania, które reprezentowali doktor Czesław Meissner oraz doktor Celestyn Rydlewski. Pierwszy z nich zabrał głos.

– Na ziemi wielkopolskiej nigdy nie przestało bić polskie serce. Narodziliśmy się Polakami oraz wybraliśmy Polskę jako naszą przewodniczkę po trudach i przeciwnościach.

– Niech żyje Polska! – Słowa Krzyśka rozeszły się po zgromadzonych szybciej niż biegnie prąd elektryczny. Przez chwilę słychać było wiwaty i okrzyki radości, a kiedy ucichły doktor Meissner kontynuował swoją przemowę.

– Wielokrotnie zaborca próbował nam narzucić swoją matkę, wręcz nas torturował, jeśli nie godziliśmy się jej wyznawać, lecz my nie poddaliśmy się opresji. Nikt nam matki nie ma prawa odebrać i choć przez sto dwadzieścia trzy lata nie widzieliśmy jej, dziękujemy, że dzięki panu znów możemy się z nią spotkać. Dziękujemy.

Ponownie tłum zawrzał i sztandary Polskiej Rady Ludowej znowu zostały uniesione. Wartecki jeszcze nigdy nie był tak dumny z tego, że jest Polakiem. Uronił łezkę i w duchu ponownie obiecał swojemu zmarłemu Ojcu, że wyzwoli Wielkopolskę spod opresji okupanta.

Doktor Messner uścisnął rękę polskiemu patriocie, a potem pozostałym członkom delegacji. Kolejne słowa doktor Rydlewski skierował w stronę pułkownika Wade oraz komandora Rawlingsa w ich ojczystym języku.

For many years we have been enslaved by the Germany Emperor, but today we speak to you as a free people. When this big war began, we believied that only faith in Tripled Entente can unleash us from the enemy. Today, in behalf of whole society of Poznań, we would say: Thank you for the dreamest gift, which you gave us. The Freedom. Because of you our chilldren will born on the Freedom Poland. Thank you a lot.

Ze łzami w oczach podszedł do przedstawicieli angielskiej dyplomacji i z wdzięcznością rzucił im się w ramiona. Takiego emocjonalnego przyjęcia oficerowie się nie spodziewali, lecz uścisnęli przedstawiciela Poznańskiej Rady Ludowej. Następnie przemówił poseł Korfanty, który zakończył swoje przemówienie słowami:

Glory, Glory England!!!

Mieszkańcy Poznania głośno powtórzyli jego słowa i po chwilowej ekscytacji pochód zaczął zmierzać na ulice Poznania. Gdy Paderewski opuścił hol dworca głównego i wyszedł na ulice, pojawiło się przed nim morze głów z zapalonymi świecami, a wśród nich nie było osoby, która nie przywitałaby pianisty słowami: Niech żyje Paderewski, a przedstawicieli misji angielskiej zwrotem: Let the England alive. Do okrzyku ludności wielkopolskiej dołączyła się orkiestra dęta, której dźwięki przyćmiły wszystko dookoła, oprócz radosnych wiwatów na cześć wielkich osobistości.

Przed wejściem na dworzec stały specjalnie przygotowane dla nich powozy. Jeden z członków Straży Ludowej pokierował pianistę z żoną i kobiety witające mistrza kwiatami do pierwszego powozu. Pułkownika Wade, komandora Rawlingsa oraz posła Korfantego poproszono do drugiego powozu. Wartecki dostrzegł, jak Straż Ludowa przyprowadza konie, żeby móc je zaprzęgnąć. Gdy orkiestra przygotowywała się do następnego utworu, Krzysiek wpadł na pomysł. Wybiegł przed tłum.

– Kto razem mną popchnie powóz pana Paderewskiego i przedstawicieli z Anglii?!

Z entuzjazmem doskoczył do powozu Paderewskiego i złapał za podłużną orczycę. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Momentalnie kilkudziesięciu młodzieńców pojawiło się przy nim i przy powozie z angielskimi delegatami. Straż Ludowa widząca entuzjazm, z jakim młodzieńcy chcą ciągnąć powozy, odegnała konie.

Przed powozem głównego gościa ustawił się oddział Straży Ludowej z komendantem Langiem na czele. Oddział został utworzony siedemnastego października tego roku i miał za zadanie ochraniać ludzi pochodzenia polskiego przed „nieuzasadnionym” użyciem siły przez niemieckich obywateli. W jego skład wchodziły głównie oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej. Jeden z żołnierzy podniósł sztandar Sokoła i chciał nim pomachać, lecz był za ciężki. Dopiero gdy dołączyło do niego jeszcze kilku żołnierzy, dumnie pomachali sztandarem.

Następnie przed powozem ustawiła się orkiestra, natomiast za powozem oddział honorowy Straży Ludowej składający się z tysiąca żołnierzy oraz honorowy oddział Rady Ludowej, a zaraz za nimi wielotysięczne tłumy, które obeszły konwój, tworząc szpaler prowadzący do głównego celu – hotelu Bazar.

Porządki organizacyjne zostały ukończone, a przebiegały wśród owacji rozentuzjazmowanej społeczności poznańskiej. Pochód ruszył, orkiestra ponownie zaczęła grać pieśni, a młodzież pchała powóz Paderewskiego. Kiedy wjeżdżali na ulicę Święty Marcin, radości nie było końca. Wszystkie okna w kamienicach były oświetlone i przyozdobione biało-czerwonymi flagami. Ludność sypała kwiaty pod powóz mistrza Paderewskiego, a ten, kto nie mógł zejść na ulicę, machał w stronę męża stanu. To była manifestacja mieszkańców Poznania, która pokazała, do jakiego kraju chce przynależeć Poznań – do Polski.

Wartecki, pchając razem z młodzieńcami powóz, oprócz radości panującej wśród poznaniaków, dostrzegł coś jeszcze – rosnące napięcie. Zauważył wśród nich gotowość przeobrażenia niepodległościowych wiwatów w zbrojną walkę o wolność. Poznań od wielu miesięcy potrzebuje tylko iskry, żeby wulkan nienawiści do Niemców wybuchnął i ta iskra właśnie przybyła. Należało przypilnować, żeby ktoś nie wrzucił jej do wulkanu.

Aczkolwiek to nie jest zmartwienie na teraz. W tej chwili zamierzał cieszyć się z przybycia orędownika wszystkich Polaków. To było święto polskie, którego nie zamierzał zasmucać swoimi podejrzeniami.

 

Do hotelu Bazar dotarli piętnaście minut po dziesiątej. Wiktoria dostrzegła, jak Straż Ludowa wzięła na ramiona pułkownika Wade i zaniosła go do środka. Spodziewała się, że to mistrza Paderewskiego będą wnosić. Pewnie pod wpływem spontaniczności zabrali na ręce pułkownika z kraju Ententy. Czekała na gości wraz z członkami Naczelnej Rady Ludowej i prezydentem miasta Jargniejewem Drwęskim. Od momentu, gdy Ernst Wilms został zmuszony do opuszczenia swojego stanowiska, nowy prezydent natychmiast zasugerował jej pracę w swoim ratuszu. Bez namysłu ją przyjęła i od piętnastego listopada traktowała ją jako przyjemność. Oczywiście gubernator Poznania znał się dobrze z Ernstem Wilmsem i dlatego poprosił ją o pomoc w sprawach urzędowych w ratuszu. Udawała przed nim niechęć do Polaków, ponieważ jej przykrywka była nadal aktualna.

Wiktoria była ubrana w długą białą suknię i trzymała kwiaty dla mistrza Paderewskiego. Delegacja weszła do środka. Przed komitet powitalny wyszedł doktor Krysiewicz i przemówił w imieniu Naczelnej Rady Ludowej:

– Wielce Czcigodny, Szanowny Panie! W biegu wydarzeń ostatniej doby my Polacy spod dotychczasowego zaboru pruskiego stworzyliśmy jednolitą organizację, która obejmuje całokształt naszych spraw dzielnicowych i jest też wyrazem naszych dążeń politycznych.

Delegacja weszła do środka, a wśród przybyłych dostrzegła Krzyśka. Momentalnie wzleciały motyle w jej brzuchu. Od razu ją wypatrzył, a gdy ich spojrzenia się spotkały, dołożyli do nich promienny uśmiech. Jednakże pierwsza odwróciła głowę w stronę pianisty, bo nie mogła tego znieść, że ma do przekazania złe informacje. Bała się, że gdy je pozna, jego świat legnie w gruzach. Doktor Krysiewicz kontynuował:

– Organizacja ta, skupiająca wszystkie sfery naszego społeczeństwa, bez różnicowania programów partyjnych, jest obecna tutaj w osobach swoich przedstawicieli i jej wydziału – komisariatu. W imieniu tej naczelnej władzy politycznej mam zaszczyt powitać Cię Czcigodny Panie w naszym starym grodzie piastowskim. Od samego początku rozumieliśmy, że tylko zwycięstwo państw koalicyjnych może wyzwolić naszą ojczyznę i przywrócić wolną oraz zjednoczoną Polskę.

Przemowa jeszcze trwała, lecz Wiktoria odcięła się od niej, próbując zrozumieć jak wielki dar zesłał im Bóg. Człowieka uzdolnionego artystycznie, lecz przede wszystkim uzdolnionego duchowo. Rozumiejącego ból i cierpienie drugiego człowieka. Swoją grą na pianinie potrafił wzbudzić te emocje, które człowiek skrywał od wielu lat. Swoją grę prowadził również w polityce, a jego instrumentem były słowa. To dzięki jego osobie Polska miała szansę powrócić do grona krajów europejskich. Potrzeba tylko tego, aby Wielkopolska do nich dołączyła.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x