fb Rozdział VIII: W drodze do wolności - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział VIII: W drodze do wolności

15 sierpnia 2019
Pobierz w formacie PDF

Poznań, Polska – 11 listopada 1918 roku

 

Niemcy ogłosiły kapitulację. Wielka Wojna zmierzała ku końcowi. Państwa Ententy wyszły z niej zwycięsko. W międzyczasie utworzono Straż Ludową, która miała za zadanie pilnować bezpieczeństwa w Wielkopolsce, a jej komendantem został Julian Lange. Poznań ponownie ukazał się w biało-czerwonych kolorach. Jednym z pierwszych zadań było usunięcie ze stanowiska prezydenta Poznania Ernsta Wilmsa. Za tą decyzją najbardziej opowiadały się Joanna Wartecka oraz Wiktoria Rodnas. Ostatecznie na jego miejsce wybrano Jarogniewa Drwęskiego, który natychmiast poprosił pannę Rodnas, aby została jego sekretarką. Propozycję tę bez wahania przyjęła.

W mieście funkcjonowała już rada robotników, która została zdominowana przez Polaków. Podobne rady powstawały w innych miastach Wielkopolski. Tylko na taką władzę mogli sobie pozwolić mieszkańcy Wielkopolski, ponieważ zabór pruski oficjalnie należał do Niemiec, a możliwość wcielenia Wielkopolski do odradzającego się państwa polskiego nie była nawet poruszana.

Wartecka zauważyła, że początki formowania się państwa polskiego wyglądają bardzo chaotycznie. Powstawało wiele organizacji robotniczych, które miały podobne zadania. Nad większością z nich kontrolę sprawował Centralny Komitet Obywatelski, z którego później utworzono Naczelną Radę Ludową. Każda z tych organizacji chciała sprawować władzę, ale żadna z nich nie wiedziała jak.

W poznańskiej radzie robotniczej większość stanowili Polacy, lecz w radzie żołnierskiej Niemcy. Wartecka podczas kolejnego posiedzenia Polskiej Organizacji Wojskowej dostrzegła możliwość przejęcia władzy i w radzie żołnierskiej.

– Niemcy są teraz osłabione i możemy ustanowić tam swoje zwierzchnictwo – przemówiła do Palucha, Wierzejewskiego i Rodnas.

– W końcu rozwiązanie siłowe, to mi się podoba. – Paluch już zabierał mausera i chciał wymierzyć sprawiedliwość Niemcom.

– A co wiemy o ich ochronie? – Pierwsze słowa obawy wyszły z ust Wierzejewskiego. Podejrzewał, że takie narady muszą mieć swoją ochronę. W porównaniu z Paluchem nie był tak optymistycznie nastawiony do tego pomysłu, lecz Wartecka poparła zapalczywą postawę porucznika.

– W ratuszu wszelkie narady, jakie się odbywają, postępują bez większej obstawy. Otóż wystarczy ich nastraszyć, a oddadzą nam to, na czym nam zależy.

– To ja już wiem, jak łatwo można ich nastraszyć. – Dezerter z armii niemieckiej miał na to nawet pomysł. – Wrzucimy granat do środka i szkierby już będą sikały pod siebie. Wezmę ludzi ze swojego oddziału i razem wtargniemy siłą do miejsca ich narady.

– Idę razem z wami – oznajmił Wierzejewski i choć często się nie zgadzali, tym razem poparł pomysł Palucha – ale to ja dowodzę akcją.

Paluch uznał to za cios w jego ambicję.

– Chyba sobie żartujesz?! To ja wymyśliłem sposób na wtargnięcie do ratusza, więc to ja będę dowodził akcją.

Konflikt kompetencji właśnie się rozpoczął i Wartecka zamierzała go jak najszybciej przerwać.

– Jest pan w Polskiej Organizacji Wojskowej, panie poruczniku, na której czele stoi Wincenty Wierzejewski. Wszystkie akcje, jakie tutaj ustalamy, przeprowadzane są pod jego dowództwem, mimo że wszyscy je planujemy – utemperowała ambicję Palucha. Od momentu, kiedy dołączył do organizacji dostrzegła jego ambitną naturę, a jeśli się jej nie poskramiało, wtedy stawała się ona destrukcyjna.

Porucznik był wściekły, że tak skutecznie pozbawiono go dowództwa nad akcją, którą sam wymyślił. Jednakże wygrał obowiązek względem ojczyzny i oddał dowodzenie młodszemu Wierzejewskiemu.

– Jednak jest jeden problem – zauważył założyciel Polskiej Organizacji Wojskowej. – Których ludzi umieścimy w radzie żołnierskiej?

– Tutaj już mam listę odpowiednich kandydatów, którzy wydają mi się idealni do zajęcia tych stanowisk. – Wiktoria wyciągnęła spod płaszcza kartkę, na której były wypisane nazwiska byłych żołnierzy służących w armii niemieckiej, którzy zdezerterowali. – Prezydent Poznania mi je przekazał.

Wartecka wzięła listę do ręki i zaczęła ją przeglądać. Niewiele nazwisk jej cokolwiek mówiło, ale znajdował się tam  porucznik Paluch, Bohdan Hulewicz czy Zygmunt Wiza. Uznała, że z działalności Polskiej Organizacji Wojskowej warto odsunąć Mieczysława Palucha, który swoją destrukcyjną ambicją zniszczy jej strukturę i efekty działania, a wybór na jednego z członków rady wojskowej może uznać za swój sukces.

Pozostałych oceniała pod względem dokonań wojskowych. Skupiła uwagę na Henryku Śniegockim i Bohdanie Hulewiczu. Pierwszy z nich był harcerzem oraz czynnym działaczem drużyny skautowej w Poznaniu, więc Wierzejewski powinien go kojarzyć. Choć ma dwadzieścia pięć lat, to już dało się zauważyć, że wyróżnia go ogromna chęć do pracy i dawania innym więcej niż może. W kontekście Hulewicza spostrzegła, że był powołany do armii niemieckiej już dwa lata przed wojną, a wraz z jej wybuchem został mianowany na stopień kaprala. Długo walczył na frontach wojny w kompanii cyklistów piechoty morskiej. Wielokrotnie ranny i poobijany został skierowany na szkolenie, do szkoły oficerskiej do Munsterlagen, po której został mianowany na podporucznika i ponownie wysłany na front.

Najmniej informacji było o Zygmuncie Wizie. Walczył na froncie wschodnim, z którego został przerzucony na front zachodni. Mimo braków dokumentacji w jego historii wojskowej Wartecka uznała, że jest to dobry kandydat, mogący udowodnić swoją przydatność dla Polskiej Organizacji Wojskowej.

– Mam czterech kandydatów – oddała listę Wiktorii, po czym spojrzała na pana Palucha. – Wśród nich jest pan, panie poruczniku. Oprócz tego widzę jeszcze Henryka Śniegockiego, Bohdana Hulewicza oraz Zygmunta Wizę.

Pozostali członkowie spojrzeli na kandydatury i większość z nich zgodziła się na propozycję Warteckiej. Pierwszy z chęcią do działania wyskoczył Paluch.

– Idę po nich, abyśmy wspólnymi siłami dokonali zamachu na ratusz.

– Obrady są jutro – przypomniała mu Wiktoria. – Wtedy zwołane będzie posiedzenie wydziału wykonawczego, dlatego sugeruję, aby ataku dokonać, kiedy wszyscy członkowie będą w jednym miejscu.

Paluch kiwnął głową i wyszedł z obrad. Wierzejewski oraz panie spojrzeli po sobie, a potem w stronę drzwi, którymi wychodził porucznik Paluch. Nastała niezręczna cisza, którą przerwał założyciel Polskiej Organizacji Wojskowej dla Zaboru Pruskiego.

– Czy właśnie pozbyliśmy się porucznika z Polskiej Organizacji Wojskowej?

– Na to wygląda – potwierdziła Wartecka.

– Prędzej, będąc myszą, dogadałabym się z kotem niż nim. Czy dla niego walka jest rozwiązaniem wszelkich problemów? – zastanawiała się Wiktoria.

– Chyba tak – potwierdził Wierzejewski, który również zmierzał do wyjścia, kończąc zebranie. – Dobra, czas się przygotować do akcji.

 

12 listopada 1918 roku – Poznań, Polska

 

Joanna oraz Wiktoria przekonały Wierzejewskiego, aby mogły wziąć udział w zamachu. Początkowo był niechętny, żeby panie się do tego przyłączyły. Sądził, że zdemaskują swoje przykrywki, jeśli będą uczestniczyć razem z nimi w akcji, ale po dłuższej chwili dał się przekonać. Trafił do niego argument, że państwo polskie już się odradza, więc Niemcy, tak czy inaczej, będą je podejrzewać.

Razem z Paluchem i jego ludźmi czekali na ulicy Kramarskiej, równoległej do starego rynku. Mieczysław był zaskoczony obecnością pań w ich akcji, ale patrząc na nie, doceniał ich odwagę i chęć pomocy. Miały na sobie płaszcze, których niemieccy żołnierze używali w trakcie zimy. Do tego założyły czarne skutery, a na rękawie umieściły biało-czerwoną flagę.

– Zwołałeś wszystkich, by czekali w pobliżu rynku? – upewnił się Wierzejewski.

– Mogę cię zapewnić, że wszyscy znajdują się tak blisko ratusza, jak tylko to możliwe. Dzisiejszego dnia szkierby mają luźniejszy dzień, więc nawet nie będą podejrzewali, kiedy rozpoczniemy atak.

Szkierby i luźniejszy dzień? To było do nich niepodobne – pomyślała Wartecka.

Do środka miał wejść oddział składający się z dwudziestu ludzi. Każdy z nich był uzbrojony w mausera, jedynie Wiktoria i Joanna miały Lugery. Obydwie umiały przeładowywać mausery, ale obawiały się, że ewentualny odrzut broni może wybić im barki.

– Dobra, w takim razie możemy rozpocząć natarcie.

Wierzejewski ruszył jako pierwszy, a za nim zmierzali Paluch, Wartecka z Rodnas, a potem cały oddział Polskiej Organizacji Wojskowej. Zatrzymał wszystkich, gdy naprzeciwko siebie ujrzeli ratusz. Wierzejewski jeszcze raz przypomniał sposób działania.

– Pod ratusz idziemy pojedynczo, czy to jest jasne? – Kiwnęli głową. – Idę pierwszy, dopiero, kiedy dojdę na miejsce, może iść następny. – Później zwrócił się do doświadczonego wojskowego. – Paluch, dopilnuj, żeby w odpowiednim momencie przechodzili pod ratusz.

Widząc, że wszystko jest jasne, po upewnieniu się podbiegł pod ratusz, po czym ustawił się za jedną z kolumn. Sprawdził, czy granat jest na miejscu i machnął Paluchowi, że może puszczać następną osobę.

Kolejna miała przebiec Wartecka, która ruszyła w stronę ratusza.

– Pod ścianę! – głośnym szeptem rozkazał jej Paluch. Joanna zastanawiała się, o co może mu chodzić. Przecież na ulicy nikogo nie ma, rynek też jest pusty i ani śladu obecności poznaniaka, a co dopiero żołnierza. Chociaż, gdy porucznik pokazał jej na drugą stronę, dostrzegła spacerującego Niemca od ulicy Rynkowej. Dopiero, kiedy wszedł we Franciszkańską, Paluch popchnął ją, na co ona spokojnym, lecz szybkim krokiem przeszła pod ratusz.

– Co tak długo? – spytał zmartwiony Wierzejewski.

– Niemiec pojawił się w zasięgu wzroku, woleliśmy nie ryzykować.

Przyjął tłumaczenie i od tego momentu oczekiwali na pozostałych działaczy. Gdy jako ostatni przybył Paluch, Wierzejewski odbezpieczył granat i po upewnieniu się, że w holu nikogo nie ma, wrzucił go do środka. Huk był donośny, lecz pomimo wielkiego hałasu zdołał tylko lekko uszkodzić posadzkę.

Nie było chwili do stracenia. Przeładowali mausery i wbiegli do środka. Paluch z Wierzejewskim sprawdzili, czy ktoś z góry nie rozpocznie ostrzału. Hulewicz i Śniegocki porwali pozostałych żołnierzy i wszyscy razem weszli na piętro. Wiktoria weszła jako pierwsza i zmierzała długim korytarzem w stronę wydziału wykonawczego.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x