fb Rozdział X: Bunt Charny - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział X: Bunt Charny

25 lipca 2019
Pobierz w formacie PDF

Gong wybił wraz z nastaniem świtu, lecz Charna nie miała sił wstać. Dopiero teraz poczuła efekty wczorajszych tortur. Nawet podczas rozmowy z Mardonem nie była tak obolała. Dopiero jak wstała, wszystkie poobijane i poranione części ciała przypominały o sobie przeszywającym bólem. Najgorzej miała z kręgosłupem. Nie mogła się przyzwyczaić do jego wyprostowania. Czuła się jak żelazny golem, który skrzypi podczas każdego kroku.

Dzisiaj zajęcia zaczynały się w koszarach. Wzięła ze sobą drewniany miecz, zbiegła po schodach i udała się na plac ćwiczeń. Podobnie jak wczoraj przyszła pierwsza z kadetów, lecz nie pierwsza ogólnie. Została uprzedzona przez Sorshę Margary, przemierzającą od linii do linii. Uśmiechnęła się do trenerki, która nie odwzajemniła się tym samym, jedynie wskazała swoim żelaznym mieczem, gdzie ma się ustawić. Od razu zajęła wskazane miejsce. Zdziwiła się nagłą zmianą podejścia panny Margary. Wczoraj była wymagająca, ale też służyła poradą, jeśli się cokolwiek zrobiło nie tak. Dziś jedyne, co odzwierciedlała, to „robisz wszystko, co każę, inaczej będzie niemiło”. Taka postawa rycerki sugerowała jej, że coś przeskrobała. Nie wiedziała tylko co. Zaraz zaczęli przychodzić pozostali kadeci, w tym i Mardon. Im, podobnie jak jej, Sorsha wskazała mieczem miejsca obok Charny. Ustawili się w kolejności wiekowej, toteż zepchnęli pannę Aberville na koniec szeregu. Gdy wszyscy się zjawili na miejscu, panna Margary rozkazała odliczyć wszystkim kadetom. Kiedy Charna powiedziała ostatnią przypadającą jej liczbę, wtedy głos przejęła Sorsha.

– Potrzebuję ochotnika – oznajmiła stanowczym tonem. – Oczywiście las rąk i wszyscy się zabijają jak chłopi o monetę, więc będę musiała sama wybrać.

Spojrzała po wszystkich kadetach.

– Mardon wystąp.

Najsilniejszy z całej trzydziestosześcioosobowej grupy wyszedł przed szereg. Stanął przed nim i obserwował, co się dookoła niego dzieje.

– Pozycja – rzuciła szorstko trenerka.

Mardon wykonał rozkaz, przyjmując pozycję do ataku. Sorsha, patrząc na tę profanację, pokręciła ze zrezygnowania głową, ale jeśli chciała go ukarać, to odłożyła to na później.

– Jeszcze jednego ochotnika potrzebuję – zwróciła się do grupy. – Oczywiście znowu widzę pchające się tłumy, więc wybiorę…

– Ja się zgłaszam – wyskoczyła niespodziewanie jak leprekuan przed Drakonem.

Jej złamanie schematu skierowało na nią spojrzenia wszystkich zdumionych gapiów. Nawet ci najbardziej przeciwni Charnie patrzyli na nią zaskoczeni jej decyzją. Sorsha, widząc zuchwałość i zapalczywość adeptki, spojrzała z szacunkiem na pannę Aberville.

– No proszę, tyle lat służę w Erathii, a mimo to ona wciąż potrafi mnie zaskoczyć. Zapraszam, panno Aberville – powiedziała, wskazując miejsce naprzeciw Mardona.

Zgłosiła się, bo chciała pokazać chłopakowi, że nie jest kimś, kogo może gnębić, kiedy mu się spodoba. Do teraz nie wie, jak ma traktować słowa Mardona, lecz jedno na pewno wiedziała. Jedne słodkie słowa nie wystarczą, żeby mu odpuściła. Skoro chce ją gnębić, to niech ma świadomość, że będzie deptała mu po ogonie. Wszystko po to, że kiedy będzie miała nad nim przewagę, bezlitośnie zemści się za te wszystkie upokorzenia.

Teraz, idąc w kierunku swojego ciemiężcy, nie była pewna swoich poczynań. Chociaż postępuje zgodnie ze swoją nowo przyjętą zasadą, nie jest pewna, czy ona nie zaprowadzi jej na manowce.

– Pozycja! – Rozkazała panna Margary, kiedy młodziutka adeptka stanęła naprzeciwko behemota.

Charna przybrała pozycję, tak jak uczył ją ojciec. Sorsha oceniała jej postawę z góry na dół. Zamachnęła się, trafiając z żelaznego miecza w kostkę dziewczyny. Uczennica lekko się skrzywiła, poza tym nie dała po sobie poznać, że odczuwa jakąkolwiek niedogodność.

– Stoimy na palcach, nie na kostkach. Szybciej zareagujesz, kiedy Mardon będzie chciał cię zaatakować – wyjaśniła panna Margary, wciąż obchodząc córkę Johna Aberville’a, żeby wyłapać kolejne błędy w jej ustawieniu. Smagnęła mieczem w udo dziewczyny, na co ta lekko się ugięła. Z grupy dochodziły niemrawe chichoty zadowolenia. Sorsha zdawała się nimi nie obchodzić. Jednym spojrzeniem chciała ich wyprostować do pionu, ale nie dostrzegli jej wzroku, więc zwróciła się do Charny:

– Ciężar ciała na udach.

To uderzenie było najgorsze ze wszystkich, jakie otrzymała. Trafiło ją w mięsień, czuły punkt, który od razu zwala z nóg. Charna nie zdążyła ochłonąć, kiedy panna Margary z podobną siłą trafiła ją w ręce. Wyszczerzyła zęby z bólu, lecz nie puściła miecza, czym zaimponowała doświadczonej rycerce.

– Miecz bliżej siebie i skierowany w Mardona.

– Gdzie ta miła Sorsha, która wczoraj z taką radością mnie witała? – Zastanawiała się Charna. – Jak można zmienić swoje nastawienie w przeciągu jednego dnia? Wczoraj była miłą i pogodnie nastawioną osobą, a dzisiaj zachowuje się, jak jakaś jędza przymuszająca siłą do poprawy swojego zachowania.

W trakcie rozważań oberwała z metalowej klingi w głowę, na co wybuchli ze śmiechu wszyscy kadeci. Charna dopiero teraz to dostrzegła i zrozumiała jej nagłą zmianę zachowania. Podobnie jak pozostali kadeci również ona zaczęła się nad nią znęcać, a więc musi polegać tylko na sobie. Niby od początku to wiedziała, ale dzięki zachowaniu Sorshy wbiła to sobie do głowy.

– Patrzysz na miecz i ręce Mardona, a nie bujasz gdzieś w obłokach. Nie jesteś aniołem, droga panno – wytknęła jej.

Adeptka miała nadzieję, że teraz robi wszystko dobrze. Kilka solidnych smagnięć mieczem nie przeszło wobec niej obojętnie. Wciąż odczuwała skutki wczorajszego dnia, a już narobiła sobie kolejnych guzów i siniaków.

Trenerka widząc, że dziewczyna dobrze się ustawiła, przeszła do Mardona. Sorsha zamachnęła się mieczem, trafiając z całej siły w bark chłopaka, na co on zawył z bólu. W tym momencie nikt się z nikogo nie śmiał, nawet Charna, mimo że miała powód, schowała swój śmiech za zębami.

– Niżej na barkach. Walczysz z niższą osobą, więc dostosuj się do jej wzrostu. Ona wie, że ma do czynienia z silnym chłopem, ale ty niekoniecznie możesz wiedzieć, że masz do czynienia z szybkim przeciwnikiem.

Zastosował jej wskazówki, jednakże Sorsha nie zaprzestała na tej jednej uwadze. Gdy go obchodziła, smagnęła solidnie po kręgosłupie, na co on ponownie krzyknął z bólu.

– Kręgosłup wyprostowany – rzuciła Sorsha. – I przestań, do jasnej cholery, mi tu wyć. To są koszary, a nie łaźnie. Nie zachowuj się jak ladacznica z zamtuzów.

Chłopak płoną furią w stronę panny Margary. Cała grupa była przerażona, widząc nagłą przemianę zachowania mistrzyni fechtunku.

– Jednak nie uwzięła się tylko na mnie – prostowała w głowie swoją poprzednią myśl Charna.

– Pozostali dobrać się w pary i ustawić się w odpowiedniej pozycji!

Zrobili, jak rozkazała. Stali w parach, lecz każdy spoglądał w stronę Mardona i Charny, próbując jak najwierniej odtworzyć ich wzorcową postawę do ataku. Nie mieli w sobie życia, nawet owce idące na rzeź mają więcej energii.

Sorsha gdzieniegdzie reagowała swoim władczym batem, wytykając błędy kadetów. Odgłosy wycia z bólu przypominały krzyk zakładników niechętnych do wyjawienia swoich tajemnic. Stanęła pośrodku kompanii kadetów.

– Osoby na zewnątrz atakują, wewnątrz się bronią.

A więc w swojej parze Charna musiała się bronić. Dziewczyna od razu spostrzegła zalety nowej pozycji. Mardon musiał się bardziej natrudzić, zanim cokolwiek zrobił Charnie, a co dopiero powalił ją na ziemię.

Najwcześniej ze wszystkich kadetów została powalona Sini, która ćwiczyła w parze z Marziną. Kiedy Marzina chciała wykorzystać przewagę i uderzyć drewnianym mieczem w Sini, Sorsha uderzyła w jej ręce żelazną klingą. Dłonie dziewczyny momentalnie posiniały, a ona sama miała problemy z utrzymaniem lekkiego miecza w dłoni.

Sorsha skarciła Marzinę:

– Jaki był rozkaz?! – Wytknęła dziewczynie niesubordynację. Marzina próbowała coś powiedzieć. Nieskutecznie.

– Dostałaś rozkaz ataku czy obrony?

– Ataku – wyjąkała oskarżona. – Więc powaliłam ją i dobijam, by zakończyć walkę – dodała z większą śmiałością.

– Właśnie ataku, a nie dobicia. W ten sposób twoja przeciwniczka niczego się nie nauczy. Podobnie jak ty – oceniła Sorsha, spoglądając na Sini z góry. – Pomóż jej wstać i kontynuujcie.

Marzina podała rękę Sini. Obie spoglądały na Sorshę, zastanawiając się nad tym, co jej dzisiaj odbiło. Wiedząc, że nie dostaną odpowiedzi, wróciły do ćwiczeń.

Mardon od momentu, kiedy powalił Charnę, a w czasie dzisiejszego treningu zrobił to ledwie parę razy, już nie pastwił się nad nią, tylko zachowywał zgodnie z kodeksem rycerza.

Córka lorda Aberville, podobnie jak pozostali w kompanii, chciała poznać odpowiedź nagłej zmiany nastawienia panny Margary. Co na nią tak wpłynęło, że dzisiaj jest taka oschła i ostra? Niemniej sama siebie nie rozumiała. Spodziewała się takiego traktowania w koszarach, więc czemu się dziwi? Może temu, że Mardon też jest zaskoczony nowymi metodami nauki? Pomyślała, kiedy chłopak podnosił ją z ziemi. Również nie wie, co się stało z Mardonem. Od kiedy powstrzymał Sini przed dalszym pastwieniem się nad nią, to nawet był… znośny.

Trening zakończył się, kiedy słońce jeszcze nie osiągnęło najwyższego pułapu na horyzoncie, czym nie uprzykrzało życia młodym adeptom.

Sorsha zgromadziła całą kompanię z powrotem na linii.

– Naprawdę, nie wierzyłam w to, co widzę – zaczęła panna Margary, podsumowując ćwiczenia. – Wczoraj z panną Tyris Lockenhole omawiałyśmy wasze postępy. Nie wierzyłam jej, gdy mówiła, jak z wami jest źle. Nawet was broniłam.

Charna wspomniała dyskusję między nimi, którą zaczęły zaraz po jej wyjściu z ich pokoju.

– Natomiast wy potwierdziliście, że miała rację. Pokazaliście żenujące przedstawienie. Tak mizernych kadetów nie mieliśmy od dawna. Gdyby dzisiaj wróg na nas napadł, to wiem, że wasza kompania, zginie jako pierwsza. Nie macie najmniejszych szans na przeżycie.

5 1 vote
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x