fb Rozdział X: W drodze do wolności – część 1 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział X: W drodze do wolności – część 1

11 września 2019
Pobierz w formacie PDF

Cytadela Poznań, 15 listopada 1918

 

            Gubernator Poznania nie lubił czekać, a Lars o tym wiedział, gdy wołał go do siebie w błahej sprawie. Zazwyczaj, gdy chciał mu przekazać wieści z frontu usłyszane od zwiadowców, wysyłał tylko pomagiera, aby przekazał mu informacje. Kiedy chciał się z nim widzieć wysyłał pomagiera z informacją „proszę o przyjście”, ale dzisiaj jego poręczyciel przekazał mu, że ma „natychmiast się stawić, odstawiając wszystko co w tej chwili robi”.

Od kiedy Niemcy przegrali wojnę nikt nie wiedział, co się będzie działo z wojskiem niemieckim. Krążyły różne plotki. Jedni mówili o rozbrojeniu wojska, drudzy o przeszkoleniu żołnierzy do innej pracy, a trzeci o wypłaceniu sowitej premii w związku ze służbą. Krążyło jeszcze wiele innych plotek.

Bairich się nimi nie przejmował, bo w Poznaniu było mnóstwo pracy do zrobienia w związku z Polakami, którzy od ostatniego roku nie dają im chwili wytchnienia. Mógł zaakceptować przegraną Niemiec, ale nie chciał myśleć o oddaniu Poznania w polskie ręce. Polacy grali mu na nosie. Ilekroć wydawało mu się, że jest blisko dekonspiracji siatki wywiadowczej, tylekroć trafiał na zwykłą płotkę, która nie znała nazwisk swoich przedstawicieli.

Jednakże tym razem rozmowa z Alerem von Hahn nie mogła czekać. Pomagier przekazał mu jeszcze, żeby z nikim nie mówił po drodze, a zwłaszcza nie przekazywał, dokąd idzie. To mogło zwiastować wyłącznie pesymistyczną wiadomość. – Jakby było ich mało. – Stwierdził zażenowany Bairich.

Wszedł do pokoju gubernatora, który z okna spoglądał na plac ćwiczebny miejskiej cytadeli.

– Życzyłeś sobie mnie widzieć, panie gubernatorze.

– Dobrze, że przyszedłeś. – Zazwyczaj Lars nie miał problemu, żeby wyczytać z grymasu twarzy myśli drugiej osoby. W trakcie licznych przesłuchań zebrał już cały klaser ze znaczkami, w których mieściły się grymasy każdego ludzkiego odruchu – śmiech, roztargnienie, smutek, wściekłość, a zwłaszcza nienawiść. Tą ostatnią poznał nadto dokładnie, bo było w niej połączenie złości z porażką, do której przesłuchiwany nie chciał dopuścić. Jednakże teraz twarz gubernatora wyrażała coś niepasującego do jego trzęsących się dłoni – ciekawość. – Mamy poważny problem.

– Kolejne doniesienia o dezercjach naszej armii w Poznaniu?

– Nie, przecież wiesz, że była to informacja wyssana z palca.

Po bankiecie z okazji zagarnięcia ziem Wielkopolski przez Niemcy, rozeszła się informacja, że w Poznaniu planowane są dezercje ze służby podobne do tych w Kilonii. Lars nie doszedł wprost do źródła plotki, lecz jeden z członków polskiego podziemia pod wpływem tortur wydał informację, że była to zwykła plotka. Próbował dociec do źródła jej powstania, ale nie znał jej pochodzenia. I rzeczywiście nie kłamał.

– W takim razie co się dzieje?

– Polacy skądś wiedzieli, że w radzie żołnierskiej Poznania znajduje się więcej Niemców niż Polaków i przejęli władzę.

– Jak? Przecież wybory już zostały zorganizowane i wygraliśmy je.

Aler specjalnie dopilnował, żeby w radzie żołnierskiej, pilnującej porządku w Poznaniu, większość jej członków była pochodzenia niemieckiego. W radzie robotniczej mogli rządzić Polacy. Wykonywali wiele prac za nich i utrzymywali podupadłą gospodarkę w stolicy Wielkopolski.

– Zbrojnie ją przejęli i wsadzili tam swoich działaczy, lecz nie po to cię tutaj zwołałem.

Przejęcie władzy nad radą wojskową, to według ciebie nic takiego?! – gotował się w swoich myślach Lars. Ich akcję uznał za zbrojne wystąpienie przeciwko władzy, a mimo to on chce im to darować?

– Przepraszam, ale nie rozumiem, – szanował pozycję gubernatora Poznania i choć często się z nim nie zgadzał, to zawsze wyrażał się z szacunkiem, – Polskie wieprze zakwiczały na nas karabinami, a my mamy im to tak darować?

– Doszedłem do wniosku, że tak będzie lepiej, ale będziemy kontrolować ich działania. Nie zagaduj mnie, bo w innej sprawie cię sprowadziłem.

To jeszcze może być coś gorszego? – zapytał samego siebie.

– Panie gubernatorze, nie wierzę, żeby cokolwiek, co pan chce mi przekazać, było gorsze od tego co usłyszałem, a co pan traktuje, jako nic istotnego. Trzeba to rozwiązać…

– Lars do jasnej cholery, Piłsudski do nas idzie ze swoimi legionami, a ty mi tu mówisz, że zamach na naszą radę wojskową jest teraz istotny?!

Wygrał. Informacja Alera zbiła go z nóg. Piłsudski i Haller są traktowani przez Polaków jak bohaterowie. W Prowincji Poznańskiej jest wielu ich zwolenników, którzy natychmiast staną u jego boku do walki. Samych Poznaniaków bez problemu by pokonali, ale jeśli wspomoże ich ten generał ze swoimi legionami, wtedy nawet główne siły z Berlina mogą mieć problem z przeciwstawieniem się takiej potędze.

– Skąd to pan gubernator wie?

– Wyjawił to jeden z przesłuchiwanych Polaków. Nie ulega wątpliwości, że mówił prawdę. Osobiście przy tym przesłuchaniu byłem.

Gdy wyjawił informacje o przesłuchaniu Polaka, Bairich zaczął nabierać podejrzeń, co do prawdziwości tej informacji. Polacy też byli nieźli w stosowaniu dezinformacji i nie raz zmylili trop jego poszukiwań. Wiedza, z którą przyjechał z Berlina do Poznania była niewystarczająca. Pod koniec wojny szukał wśród Niemców siatek dezercyjnych i nim wybuchł pierwszy bunt w Kilonii, powstrzymał kilka z nich uciszając ich dowódców. Za akcje we Frankfurcie nad Menem, w Wolfsburgu, w Monachium czy w samym Berlinie, został mianowany do stopnia sierżanta.

– Jest pan pewien, że wyjawiona przez Polaka informacja jest prawdziwa?

– Rozumiem pańską podejrzliwość panie Bairich, ale jak powiedziałem wcześniej, osobiście uczestniczyłem w przesłuchaniu tego Polaka. Jestem przekonany, że mówił prawdę.

– Czy ten Polak nadal znajduje się w celi na cytadeli?

– Nie odpuścisz, póki na własne oczy się nie przekonasz?

– Jak mnie pan dobrze zna. – Uśmiechnął się na myśl o osobistym przekonaniu się o słuszności podejrzeń gubernatora Poznania.

 

– Przyznaję panu rację panie Bairich. – rzekł Aler Von Hahn do Larsa, kiedy po przesłuchaniu jeńca wrócili do pokoju gubernatora.

– Może i Polacy to podludzie, ale są za to bardzo cwani. Wielokrotnie mylili moje podejrzenia, kiedy próbowałem rozpracować konspirację polską na terenie wielkopolski. – Na podstawie licznych przesłuchań Polaków doszedł do wniosku, że ich sieć informacyjna jest dobrze rozwinięta, a w dodatku wiedzą jak wprowadzić zamieszanie w ich szeregach. – Co z tym zrobimy panie gubernatorze?

– W takim razie zajmijmy się tym, co z początku bagatelizowałem.

– Polacy nie mogą zarządzać naszą armią, bo wtedy damy im powód do zbrojnej rewolty.

Obydwaj zdawali sobie sprawę, że Poznań stał się kotłem, w którym gotuje się proch strzelniczy. Jeśli nadal będą podgrzewać jego temperaturę, w końcu dojdzie do wybuchu. Woleli nie sprawdzać czy kocioł jest na tyle wytrzymały, żeby wytrzymać potencjalny wybuch.

– Podobnie jak nie możemy im tego teraz odebrać. Jeśli to zrobimy, wówczas zbuntują  się przeciwko nam, a chyba nie muszę mówić, jak to się w tej chwili może skończyć.

Lars zdawał sobie sprawę, że ich dobra sieć wywiadowcza to tylko wstęp do powstania szeroko rozwiniętej armii, która ma za zadanie przegonić Niemców z Poznania.

– Może nie walczmy z nimi Mauserami, tylko słowem. – Wpadł na pomysł.

– I ty jesteś za pokojowym rozwiązaniem konfliktu? Ty? Żołnierz, któremu tylko wojna i nawalanka w głowie?

– Też wprowadzaliśmy dezinformację w szeregi wroga. Wprowadźmy ją po raz kolejny.

Gubernator chciał zaoponować, lecz wtedy zadzwonił telefon w jego gabinecie. Podszedł do niego i odebrał połączenie. Musiał on pochodzić prosto z Berlina, bo wszystkie słowa wypowiadał zbyt dostojnie jak na rozmowę ze zwykłym dowódcą. Po chwilowej wymianie zdań odłożył słuchawkę i wrócił do rozmowy z Bairichem.

– Zgadzam się z panem. Skoro Polacy chcą wojny na słowa, to ją dostaną. Czas wyłowić przeciek w naszych szeregach i znaleźć kreta, który donosi Polakom o naszej sytuacji.

– Skąd taka nagła zmiana nastawienia panie gubernatorze? – Nigdy nie podejrzewał, że Von Hahn potrafi podejmować decyzje pod wpływem chwili.

– Ponieważ mamy dobrą informację, która musi wprowadzić zamęt w Polskim podziemiu. Tylko trzeba wymyślić jak ją im przekażemy.

 

16 listopada 1918, Siedziba POW, Poznań

 

Tym razem zebranie POW zostało zwołane na życzenie Wiktorii Rodnas. Choć pracując dla nowego burmistrza miasta nie miała już tak otwartego dostępu, to wciąż udawało jej się pozyskiwać informacje o niemieckich poczynaniach na terenie Wielkopolski. Również i tym razem nie była to sprawa, która mogła czekać na cotygodniowe posiedzenie.

Do zebrań POW dołączył nowy członek. Był nim komendant Straży Ludowej Julian Lange. Posiadał on bujne brwi oraz mocny wąs z końcówkami zaciągniętymi do góry. Podobnie jak Paluch, Wierzejewski był wielkim patriotą i choć serce chciało walczyć umysł podpowiadał, że jeszcze jest za wcześnie.

– Wiktorio, – zaczął Wincenty Wierzejewski, – zbudziłaś nas w środku nocy, mam nadzieję, że jest to istotna sprawa. – Po czym głośno ziewnął, dając tym znak, co robił pół godziny temu. Również pozostali uczestnicy wyglądali na wpół żywych. Jedynie Joanna zachowała dumną postawę, choć podobnie jak oni też spała.

– Sprawa jest poważna, otóż wygląda na to, że kolejne oddziały Niemieckie znajdą się w Poznaniu.

– Jesteś pewna tego źródła? – Paluch natychmiast się obudził.

– Absolutnie. Jestem przekonana, że gubernator Aler Von Hahn ogłosi tą informację jutro, jest organizowany przez to jakiś specjalny bankiet.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x