fb Rozdział X: W drodze do wolności – część 2 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział X: W drodze do wolności – część 2

16 września 2019
Pobierz w formacie PDF

Mieszkanie Joanny Warteckiej, Poznań 16 listopada 1918

 

Jednak podejrzenia okazały się słuszne. Joanna otrzymała zaproszenie na bankiet już z rana. Już to było dla niej dziwne, ale gdy spojrzała na powód tej inicjatywy, to zachciało jej się śmiać. Zorganizowano go z powodu „chęci docenienia przyjaźni Polsko-Niemieckiej”. – Myślałam, że Niemcy twardo stąpają po ziemi, a tu wychodzi, że mają bujną wyobraźnię. – Stwierdziła zażenowana Wartecka.

Wiktoria powiedziała  jej, że jeszcze zostali zaproszeni przez gubernatora Poznania Wojciech Korfanty oraz Władysław Seyda. Wartecka słysząc to o mało nie padła z wrażenia.

– Ty sobie żarty stroisz?

– Wstrząsnęło mną to tak bardzo, jak panią. Kiedy się o tym dowiedziałam musiałam jak najszybciej ich poinformować.

– Mam nadzieję, że przyjęli zaproszenie?

– Długo ich do tego przekonywałam, lecz w końcu przyjęli je, a będąc w domu posła Seydy o mało nie zostałam nakryta przez Niemieckiego żołnierza, który przybył do pana posła i wręczył mu osobiście zaproszenie. Schował mnie szybko do innego z pokoi i dbał o to, aby dyskusja z żołnierzem trwała przez próg. Usłyszałam tylko, że ma dużo pracy i jeśli nie ma niczego dodatkowego do przekazania, to chciałby do niej wrócić. Potem wyciągnął mnie z pokoju.

– Jesteś pewna, że jak wychodziłaś, to nikt nie szedł za tobą?

– Ma mnie pani za nowo przyjętą? Po tyle razach ile się spotykałyśmy wciąż pani we mnie wątpi?

– Nie wątpię, tylko się martwię. Mój syn nie tylko do mnie wraca.

Na wspomnienie o Krzyśku Wiktoria się zarumieniła. Już chciała się z nim widzieć i każda kolejna minuta bez niego ciągnęła się w nieskończoność.

Joanna na chwilę zatęskniła za synem, po czym jej myśli skupiły się na dzisiejszym bankiecie. Choć jest organizowany na szybko, ma wszelkie właściwości, jakie się mu przypisuje. Przynajmniej pod względem organizacyjnym. Jedyna różnica jest taka, że zaproszenia donoszą osobiście żołnierze, a nie dzieje się to przez pocztę. Wartecka założyła, że listy te mają zbyt wielki priorytet, aby móc je wysłać przez pocztę, zważywszy na ich akcję z powołaniami na początku roku. Nikt nie został ukarany, bo Cesarstwo Niemieckie miało swoje problemy wewnętrzne i nikt nie miał czasu przejmować się niedostarczonymi powołaniami, gdy dochodziło do kolejnych buntów w wojsku.

Gdy zaprzężony wóz czekał już pod jej kamienicą wyszła mu naprzeciw, nie czekając na przyjście woźnicy.

 

16 listopada 1918, Dzielnica cesarska, Poznań

 

Nie chciał tutaj być. Od momentu, kiedy w Poznaniu robiło się niebezpiecznie gardził swoją służbą, bo zazwyczaj wysyłała go daleko od jego rodzinnego Monachium. Tęsknił już za swoją rodziną i dziećmi, które nie mogły się doczekać, aż tata wróci na przepustkę do domu. Gdy otrzymał list od Thomasa, jednego z trzech synów, o mało nie rozpłakał się ze wzruszenia.

Tymczasem kazano mu ochraniać pałac cesarski w Poznaniu, bo jest tam zorganizowany bankiet i to na czyją cześć? Polaków, którzy przez ponad sto lat uprzykrzają im życie. Chcą się pojednać z polskimi szumowinami, a zapominają o tym, co im na przestrzeni dziejów zrobili. Nie mógł znieść, że ten jeszcze potężny kilka lat kraj pozwolił sobie tak nisko upaść. Jak to mówił Cesarz Wilhelm Hohenzollern, Niemcy są najlepiej przygotowane do wojny i to one są w stania rządzić całym światem. Państwa ententy pokazały mu, jak bardzo się myli.

– Psst! – Głośno szeptał jeden z Niemców, który zszedł z posterunku. – Masz może szluga?

Rozejrzał się, czy nikt go nie obserwuje i podszedł w jego stronę. Poczęstował towarzysza i sobie też odpalił. Wciągając głęboko dym do płuc rozpoczął rozmowę z żołnierzem.

– Ciężki dzień, no nie?

Ten z lekkim uśmiechem odpowiedział.

– Mogę cię zapewnić, że jutrzejszy poranek też będziesz miał ciężki.

Po czym do jego uszu dobiegł dźwięk, który rozpoczął się wewnątrz jego głowy. Przypominał mu dźwięk tłuczka, który rozdrabnia mięso. Jednak im dłużej próbował sprecyzować ten dźwięk, tym bardziej tracił siłę w rękach i nogach, aż w końcu nie miał sił nawet utrzymać papierosa. Siły z nóg już odpłynęły i upadając chwycił się Niemca. Nim przed oczami pojawiła się ciemność zapamiętał, że złapał go Niemiec i zaciągnął w zaułek, ale czy to na pewno był Niemiec?

 

Powóz wiozący Joannę powoli dojeżdżał na miejsce. Im bliżej była, tym więcej wątpliwości zaczynało napływać jej do głowy. Obawiała się czy jej przykrywka, jako panny Kenig, jest bezpieczna, a może połapali się, że razem z Wiktorią jest polskim szpiegiem. Aczkolwiek gdyby tak było, to ktoś na pewno wcześniej użyłby jej nazwiska z drugiego małżeństwa, a zachowują się tak, jakby o nim w ogóle nie wiedzieli.

Tym razem nikt ją nie witał przed wejściem. Dopiero, gdy weszła zrobiła to jedna z pokojówek obsługujących gości w trakcie bankietu. Podziękowała jej za możliwość oprowadzania i sama skupiła się na rozejrzeniu po otoczeniu.

Wszystko wyglądało tak samo jak na ostatnim bankiecie, w którym uczestniczył poprzedni burmistrz Poznania. Ponownie przygotowano do przemówienia dużą scenę, wokół której rozłożono stoły. Zasiedli tam niemieccy oficerowie i dostojna śmietanka towarzyska. Niektórzy uśmiechali się w jej kierunku, na co odpowiedziała z lekkim uśmiechem, w którym nie było cienia sympatii. Nie zamierzała spędzać w gronie zakłamanych ludzi więcej czasu, niż jest to potrzebne.

Spoglądając na scenę dywagowała czy Seyda oraz Korfanty będą wygłaszać swoje przemówienia. Zapewne gubernator przerwie im wypowiedź, kiedy ich słowa negatywnie odbiją się na zgromadzonej publiczności. W Reichstagu wielokrotnie wyłączali mikrofon, kiedy Polscy posłowie wyjawiali niesprzyjające opinii publicznej poglądy. Robili wszystko, żeby odciąć społeczeństwo niemieckie od spraw wielkopolski, aby nie dać zachodnim państwom dowodów na poniżanie Polaków. Tak czy inaczej założyła, że posłowie mieli tego świadomość i ich przemówienie będzie łączyło elementy przyjaźni, wśród której metaforycznie zostanie wplątana nienawiść Polaków do Niemców.

Teraz pozostało jej poznać otoczenie wojskowe. Gubernator wpuścił do środka wielu niemieckich szeregowców. – Ochrona gości, nie będzie waszym najważniejszym zadaniem. – Domyśliła się Wartecka. Gdy rozejrzała się po gościach zrozumiała, że ich głównym zadaniem będzie szukanie Polaków wśród Niemców. W końcu musiało do tego dojść. Za dużo narozrabiali, żeby przejść obojętnie wobec ich wyczynów.

Szukała wzrokiem Wiktorii, jednakże to ona znalazła ją pierwsza i podeszła do niej. Przyprowadziła ze sobą umięśnionego blondyna o zniszczonej cerze. Gdyby nie mundur wyszyty z grubej tkaniny, to rozerwałby go swoimi mięśniami. Początkowo założyła, że jest w podobnym do niej wieku, lecz gdy bliżej mu się przyjrzała dostrzegła między nimi z dziesięć lat różnicy.

– Dzień Dobry panno Kenig, – przywitała się Wiktoria, – przedstawiam ci sierżanta armii niemieckiej Larsa Bairicha, który bardzo chciał poznać jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w Poznaniu.

Wartecka teatralnie się zawstydziła.

– Och, ależ mnie pani kokietuje panno Rodschitz. – Następnie wyciągnęła rękę w stronę sierżanta, na co on pocałował jej rękę. – Bardzo mi miło pana poznać, cóż pana sprowadza do Wielkopolski? – Było w tym mężczyźnie coś, co wyjątkowo ją odpychało. Nie spodobało jej się jego mroczne i przenikliwe spojrzenie, blizny na twarzy, które otrzymał w trakcie walk, ale przede wszystkim jego sposób bycia. Jak na tak niskiego rangą żołnierza był dość elokwentny. Potrafił się zachować przy damach oraz wiedział jak je komplementować. Na swój sposób zaimponowało to jej.

– W takim razie pozostawię państwa samych. Pan Bairich, jak mi powiedział, ma wiele do powiedzenia.

Nie wiem, czym on mnie będzie zabawiać, ale niech już kończy. – Pragnęła w głębi duchu. Z innym nastawieniem do rozmowy przystąpił Lars.

– Pytała się pani, co robię w Wielkopolsce? Zazwyczaj z dwóch powodów sprowadza się żołnierzy z jednego rewiru na drugi. Pierwszym jest wojna, a drugim potencjalny wybuch wojny. Właśnie z tego drugiego powodu jestem w stolicy Wielkopolski.

– Przecież w Wielkopolsce jest nadto spokojnie.

– Zważywszy atak na ratusz przedwczoraj, nie mogę się z panią zgodzić. – odrzekł. – Ponadto od pół roku widzimy, że ktoś nam wykrada broń i amunicję z naszego arsenału.

Zatem on o wszystkim wie. – Pomyślała Joanna, która głęboko przełknęła ślinę, a wnętrzności podeszły jej do gardła ze stresu. Próbowała opanować swoje drżenie, ale czuła, że robi to zbyt teatralnie. Nie mogła zmienić tematu, bo nienaturalnie by to wyszło, że Niemka nie przejmuje się atakiem Polaków na jej kraj.

– O niczym takim nie słyszałam! – W miarę możliwości podniosła głos, żeby nie skupić na sobie uwagi. Miała nadzieję, że w jej słowach pan Bairich dostrzeże stres, który był wywołany atakiem Polaków na urząd publiczny.

– Wątpię, żeby o tym napisali. Nikt nie podaje tego do publicznej wiadomości. Heimatschutz próbuje dotrzeć do uczestników tej akcji, ale nikt nie ma pojęcia skąd Polacy wiedzieli, że akurat w ten dzień ratusz nie będzie tak dobrze obstawiony.

Joannie coraz mnie podobała się gra, w którą wplątał ją Lars. Ewidentnie dostrzegał w niej każdego, tylko nie Niemkę. Bawił się jej nerwami, pewnie już zauważył już kilka odruchów, które ją zdekonspirowały. Nie bez powodu chciał z nią rozmawiać, musiał w niej dostrzec coś nietypowego, co przeczyło jej niemieckiemu pochodzeniu.

– Zatem co planują Niemcy?

– Jak się pani domyśliła, ten bankiet został zorganizowany w zupełnie innym celu. – Jego rozmówczyni ponownie się zdziwiła. Zbliżył się do niej na ucho mówiąc. – Podejrzewamy, że wśród nas są Polacy, którzy wyciągną stąd wszelkie informacje i zaniosą do swojego podziemia.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2 3

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x