fb Rozdział X: W drodze do wolności – część 2 - Strona 2 z 3 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział X: W drodze do wolności – część 2

16 września 2019
Pobierz w formacie PDF

Słowa te zmroziły jej serce. Przez chwilę nie mogła się poruszyć, choć zdawała sobie sprawę, że w tej sprawie to przyjęcie zostało zorganizowane, to wyjawienie jej tego tak formalnie sparaliżowało ją. Miał podejrzenia co do niej, nie ulegało to żadnych wątpliwości. Nie bez powodu jej to powiedział. Zależało mu na takiej reakcji Joanny i teraz ma ukazaną, czarno na białym, jej drugą osobowość. Znalazł drzwi, do których miał klucz, tylko musiał je otworzyć, a na to działaczka POW nie mogła pozwolić.

– Czy ma pan już jakieś podejrzenia?

Był rozluźniony, jakby osiągnął swój cel i teraz korzystając ze swojego zwycięstwa postanowił pójść o krok dalej i wypełnić cele porządkowe.

– Choćby tamten Polak stojący przy barze, który myśli, że w niemieckim mundurze nikt się nie połapie, kim jest.

Spojrzała w stronę żołnierza wskazanego przez sierżanta i widząc go o mało jej szczęka nie opadła. Dzięki temu, że na wielu bankietach nauczyła się powstrzymywać emocje nie zareagowała intensywnie, lecz nie wierzyła w to co zobaczyła – Paluch?! Co ty tu do jasnej cholery robisz! – Chciała mu wykrzyczeć prosto w twarz. Dzięki jego obecności misja wisi na włosku.

– Aresztujecie go?! – spytała ze zmartwieniem połączonym z ciekawością.

– Przed wojną byśmy tak zrobili. Po wojnie na wszystko musimy mieć dowody. Podejrzewamy, że wspiera Polską armię podziemną i właśnie takich jak on chcemy dzisiaj wychwycić.

– Podejrzewacie, że jest ich więcej?

– Jestem przekonany, że jest ich więcej, a ten ma nas tylko zmylić. – Wziął od kelnera dwa szampany i jeden wręczył Joannie. – Proszę bardzo, wypijmy za silne Niemcy.

Niechętnie, ale wypiła kieliszek szampana, ale jeszcze bardziej, chciała zapić winem rewelacje, które usłyszała od sierżanta. Musiała jakoś przekazać Wiktorii, że Lars wie o ich obecności, a przede wszystkim, że pojawił się tutaj Paluch i mąci ich misję. Jeśli go nie dostrzegła, to miała nadzieję, że nie trafi na niego, choćby przez przypadek. Znając ją wzburzy się i nic z ich misji nie wyjdzie. Muszą się dowiedzieć, co takiego Niemcy kombinują i to zanim kogokolwiek wezmą na obserwację.

Z tego powodu zakręciła się w pobliżu niemieckich żołnierzy. Jeżeli cokolwiek ktoś  wie, to oni zostali, jako pierwsi, poinformowani.

Za ramię mocno, lecz dyskretnie pociągnęła ją Wiktoria. Jej zachowanie wyrwało z kontekstu Wartecką. Aczkolwiek, gdy ją puściła i nerwy wróciły na swoje miejsce nie omieszkała jej tego wypomnieć.

– Wiktoria, czemu jeszcze ty robisz wszystko, żeby nas nakryli?

– To już zauważyłaś, widzę?

– Dzięki twojemu rozmówcy zauważyłam Palucha.

– Jak to Palucha? – Wiktoria najwyraźniej nie to chciała przekazać. – Chcesz mi powiedzieć, że złamał rozkaz Wierzejewskiego i jakoś wszedł w paszczę lwa?

– No spójrz sama. – Zerknęła kątem oka w stronę baru, gdzie siedział Paluch i z zadowoleniem popijał szampan za szampanem. Wiktoria nie mogła uwierzyć w to co widzi. W trakcie obrad POW zauważyła niechęć na jego twarzy z powodu odrzucenia jego pomysłu, lecz nie sądziła, że jest w stanie złamać rozkaz. Taka samowola nie może być tolerowana. Jeśli dalej tak pójdzie zdekonspiruje się lub co gorsza ich.

– Jest zbyt gorąco, – odparła po dłuższej chwili Wiktoria, – złapią nas, musimy się wycofać.

– I dać im powód do słusznych podejrzeń względem nas? – Zauważyła, że Wiktoria też podobnie jak ona czuje na sobie spojrzenia Niemców, a swoim zachowaniem wystawiła się jak prostytutka przed latarnią. – Wiktoria, przekroczyliśmy Rubikon, teraz możemy iść tylko do przodu.

Odepchnęła ją i sama wróciła do grona żołnierzy, bez dzielenia się informacjami, uzyskanymi w trakcie swojej działalności. Najwidoczniej nie była to główna informacja, po którą przyszły, inaczej wyjawiłaby ją natychmiast.

Wartecka brylowała w gronie niemieckich oficjeli. Żaden z nich nie był skupiony na przemówieniu Władysława Seydy, który mówił do nich z nienagannym niemieckim akcentem. Dostrzegła, że mocno się powstrzymuje, żeby nie powiedzieć o jedno słowo za dużo. Jako polityk zdaje sobie sprawę z wagi dobieranych słów.

Dostrzegła, że jeden z niemieckich oficerów jest sam. Zajęła miejsce obok niego i uraczyła go rozmową.

– Wydawało mi się, że oficerowie są bliżej sceny, a dalsze miejsca są przeznaczone dla szeregowców.

– W ogóle kto ich tutaj wpuścił? – pogardliwie odniósł się do żołnierzy, dzięki którym awansował na oficera. – Połowa z nich w ogóle nie powinna tutaj być.

– Może mają jakieś zadanie do wykonania.

– Tak, mają. – Niemiecki mundurowy sprawiał wrażenie, że nie chciał z nikim rozmawiać. Teraz Wartecka zrozumiała, czemu był sam przez większość bankietu. – Próbują złapać Polaków, którzy się tutaj znajdują.

Po raz drugi żołądek Warteckiej podszedł jej do gardła, lecz w porównaniu do poprzedniego rozmówcy, ten niczego nie podejrzewał.

– Też o tym słyszałam. Niech mi pan wyjaśni, – wykazał niewielkie zainteresowanie jej osobą, – nawet, jeśli są tutaj Polacy, to musieli mieć powód, żeby przyjść. Zna go pan?

– Jak na cywila jest pani dość ciekawską osobą. – Próbowała odczytać czy dziwi się jej postawie, czy coś podejrzewa. Wyczuła to pierwsze. – Nie słyszała pani o legionach Piłsudskiego, które zmierzają do Poznania?

Słyszałam, nawet sama te plotki wśród was rozsyłałam. Ponadto rozsyłałam plotki o kolejnych dezercjach w armii niemieckiej. Rozmawiasz z jednym z inicjatorów tych plotek. – Pomyślała Wartecka.

– Nic mi takiego nie wiadomo, skąd pan to wie?

– Nie trzeba długo się nad tym zastanawiać, aby dojść do takiego wniosku. Gubernatorstwo wciąż się upiera, że Poznań jest niemiecki, ale taki on Niemiecki, jak Ukraina polska. Piłsudski chce odbić Poznań, a Niemcy na to nie pozwolą. – Zrobił chwilę przerwy, a Joanna zrozumiała, że właśnie nadszedł moment i wyjawi jej, po co ten cały bankiet. – Dlatego Aler Von Hahn ściąga Grenzschutz do Poznania.

Joanna miała nadzieję, że się przesłyszała. Spodziewała się kolejnych powołań do wojska, albo masowych przeszukań mieszkań, ale sprowadzenie kolejnych paramilitarnych oddziałów do Poznania? Po co kolejne oddziały i jakie będą ich zadania? Usłyszała zatem to, co chciała usłyszeć. Teraz pozostało jej opuszczenie tego budynku z Wiktorią i z … Paluchem.

– Niech się Polaki w końcu nauczą, że Poznań jest niemiecki. Trzeba ich jak najszybciej sprowadzić do Wielkopolski. Pozwólmy im zrobić z nimi porządek. – Ciężko przechodziły jej  te słowa przez usta i odetchnęła z ulgą, kiedy już je wypowiedziała. – Przyjemnie się z panem rozmawiało, życzę udanej zabawy.

Nawet nie spojrzał w jej kierunku, kiedy od niego odeszła. Ponownie szukała Wiktorii, którą w końcu zauważyła, rozmawiającą z niemieckimi żołnierzami. Mrugnęła do niej, na co ona po chwili zakończyła rozmowę i zaczęła zmierzać w jej stronę. Przekazała jej wszystko, czego się dowiedziała. Wiktoria patrzyła na nią wielkimi oczami, które wyrażały tylko wielki strach.

Obie stwierdziły, że najwyższy czas opuścić tą imprezę. Skończyły szampana i zmierzały do wyjścia. Nie zrobiły kilku kroków, gdy huk tłuczonych kieliszków i łamanych mebli odwrócił ich uwagę. Spojrzały i dostrzegły Palucha, który się zataczał i wszczął bójkę po pijaku z jednym z oficerów. Ręce im opadły na to, co wyprawiał żołnierz. Starsza z działaczek poszła w jego stronę, lecz Wiktoria zwróciła jej uwagę, wskazując na pozostałych żołnierzy, którzy skupili się na Paluchu.

Bankiet został przerwany i to przez jednego żołnierza. Kilku z nich rzuciło się na porucznika i go przytrzymało. Oficer strzepnął z siebie brud oraz inne elementy plamiące jego niemiecki mundur. Później uderzył zewnętrzną stroną dłoni w szeregowca. Wartecka, patrzyła w jego stronę, wbrew ramieniu Wiktorii ciągnącemu ją do wyjścia. W końcu uległa jej, choć jej głowa wciąż odwracała się w stronę porucznika.

Nawet świeże powietrze nie wyprowadziło Joanny  zszoku. Wciąż miała w myślach wydarzenia z dzisiejszego bankietu. Zaczęło się od rozmowy z sierżantem Bairichem, a skończyło się na pijackiej akcji porucznika Palucha. Za dużo emocji jak na jeden dzień. Całe szczęście Wiktoria zachowała trzeźwość umysłu.

– Musimy się rozdzielić, zaraz będą się zastanawiać, czemu tak szybko wyszłyśmy.

 

Polak zniszczył bankiet. Lars był wściekły na niego i osobiście chciał wymierzyć mu karę, jednakże zostawił go w rękach swoich żołnierzy, bo zdziwiło go, czemu panna Kenig z Rodschitz wyszły w środku imprezy, nie wysłuchawszy nawet przemówienia gubernatora Poznania. Nie zdziwił się, gdyby to zrobiły kobiety o słabych nerwach, których mnóstwo tutaj było, ale one w jego oczach wydawały się pragmatycznymi osobami, a już na pewno nie delikatnymi. – A mimo to, to one wyszły jako pierwsze?

Zostawił imprezę, aby toczyła się swoim torem i poszedł za nimi. Żałował, że jest w Niemieckim mundurze, bo szybko się połapią, iż idzie za nimi jakiś Niemiec. Miał do nich z pięćset metrów długości i taki dystans starał się utrzymać. Omijał światła latarni, aby w miarę możliwości ukryć swoją obecność przed kobietami.

Zegarek wskazywał kilka minut po dziewiątej. W lecie byłoby jeszcze widno o tej porze, ale w listopadzie już parę minut po piątej jest ciemno. Ponownie spojrzał na siebie i gdy dostrzegł, że kolor jego munduru wtapia się w ciemność, był zadowolony. Zatem jeśli będzie omijał światła latarni może go nie zauważą, uśmiechnął się na ten łut szczęścia i śledził panie, które powoli zmierzały w stronę centrum.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2 3

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x