fb Rozdział X: W drodze do wolności – część 2 - Strona 3 z 3 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział X: W drodze do wolności – część 2

16 września 2019
Pobierz w formacie PDF

Skręciły na ulicę Nową i zmierzały w stronę hotelu Bazar. Choć nie słyszał ich rozmowy wiedział, że temat rozmowy jest dość emocjonujący, ale i wesoły zarazem. Śmiały się głośno, tak, że niektóre głośniejsze wybuchy śmiechu dochodziły do jego uszu. Zastanawiał się, jakie tematy mogły podejmować. Po chwili już zwątpił w możliwość odgadnięcia tematu dyskusji  pań.

Doszły do ratusza i tam się pożegnały. Jedna zmierzała w stronę Wodnej, a druga w stronę Wronieckiej. Musiał szybko podjąć decyzję, za którą osobą iść. Im dłużej się zastanawiał, tym bardziej dochodził do wniosku, iż śledzenie pań nie miało najmniejszego sensu. Swoją opinię opierał wyłącznie na ich nietypowym wyjściu z bankietu przed głównym punktem programu. Zapewne miały wiele powodów, aby wyjść wcześniej, ale jego instynkt wiódł go do przodu i mówił mu, że to nie był przypadek.

Skoro już doszedł tak daleko, to nie ma sensu się wycofywać i z tą myślą ruszył za młodszą z kobiet, która zmierzała ulicą Wodną. Skręciła na ulicy Garbary, a potem weszła do jednej z kamienic. Bairich zdenerwował się na siebie, że jego śledztwo tak szybko się skończyło. Miał nadzieję, że dłużej potrwa, a kobieta pójdzie do nietypowego miejsca.

Postanowił, że poczeka tutaj, póki nie wyjdzie ze swojego mieszkania. Wybiła północ, więc co najmniej sześć godzin będzie zmuszony sterczeć w jednym miejscu. Nie uśmiechało mu się to, zwłaszcza, że wzmagał się coraz mocniejszy wiatr, a on oprócz munduru i płaszcza nie miał nic na sobie. Im dłużej spoglądał na kamienicę, tym bardziej wzmagała się jego irytacja, aż w końcu, gdy zaczęło się przejaśniać głośno przeklął zdając sobie sprawę, że poszedł złym tropem.

Po nieprzespanej nocy marzył wyłącznie o drzemce, lecz należało jeszcze dopełnić obowiązków w związku z Polakiem. Skoro intuicja zrobiła go w konia, to przynajmniej chciał się na kimś wyżyć za swoją porażkę. Tylko ten powód pchał go jeszcze do działania.

Choć nie wybiła jeszcze godzina siódma w budynku panował istny rozgardiasz. Nikt nie wiedział co się dzieje, natomiast żołnierze wyglądali na przerażonych, jakby ktoś próbował zaatakować budynek, a oni się przed nim bronią. Nie rozumiał tego zamieszania. Gdy mijał jednego z oficerów, którzy wczoraj byli na bankiecie, spytał o powód zamieszania. Odpowiedź mu się nie spodobała.

– Atak podziemia. – mówił bez zbędnego owijania. – Odbili żołnierza. Napadli na konwój, który transportował więźnia. Nikt nie zginął, a do szpitala trafiło dwóch rannych.

Potem zbiegł na niższe piętro. Tym razem złość Larsa nie skończyła się na jednym przekleństwie. Zniszczenie kilku krzeseł dopiero go uspokoiło.

 

Początkowo spacerowały pełne napięcia, że ktoś za nimi idzie. Wiele nie rozmawiały ze sobą, tylko dyskretnie rozglądały się za potencjalnym niemieckim ogonem. Skradał się wśród ciemności miasta i choć trzymał dystans między nimi, to rozpoznały, że był to ten sam żołnierz, który rozmawiał z nimi na bankiecie.

Gdy udało im się namierzyć tropiciela swobodnie rozmawiały na różne tematy. Udawały, że go nie ma i nie ma co się nim przejmować. Ustaliły, że przed ratuszem rozdzielą się i każda będzie zmierzała w stronę domu, lecz jedna z nich, za którą nie pójdzie żołnierz, zawiadomi POW o sytuacji na bankiecie.

Okazało się, że Niemiec poszedł za Wiktorią, dlatego, gdy zniknął jej z oczu, Joanna skręciła w stronę mieszkania Wierzejewskiego. Nie raz był już budzony w środku nocy, więc zdążył się do tego przyzwyczaić. Mieszkał przecznicę dalej za placem Sapierzyńskim. Weszła do jego klatki, udała się do jego mieszkania i nacisnęła dzwonek. Musiała długo czekać, nim Wincenty otworzył drzwi, ale gdy to zrobił na jego twarzy widoczne było przerwanie snu. Próbował szybko się obudzić, widząc, kto do niego przyszedł, lecz w sekundę nie przywróci się do ładu. Zaprosił ją do środka i zamknął drzwi.

– Zaskoczyła mnie pani, – stwierdził bez ogródek, – spodziewałem się, że dopiero jutro dowiem się, co za informację tak pilnie strzegą.

– Noc służy by spać lub ewentualnie się bawić. Razem z Wiktorią dowiedziałyśmy się, że do Poznania zwoływane są oddziały Grenzschutzu.

Spodziewała się, że Wincenty będzie zaszokowany tą informacją, lecz przyjął ją spokojnie.

– Przeczucie mi podpowiadało, że Niemcy w końcu zareagują na nasze wybryki. Myślałem, że zrobią to w bardziej otwarty sposób, na przykład wejdą do rady robotników i żołnierzy i wykurzą z niej Polaków.

– Jeśli tak by zrobili, to jednocześnie mogliby wywołać bunt ludności Polskiej.

– Prawda. – odrzekł. – Zatem subtelnie będą przeprowadzać porządki w Poznaniu i dlatego zwołają Grenzschutz. Pewnie większość tych oddziałów powstanie z Heimatschutz.

– Ale w trakcie bankietu pojawił się dodatkowy problem. – Choć Wierzejewski był spokojny, to oczami wyobraźni widziała, jak bardzo wzburzy go wiadomość o Mieczysławie, który wszedł na bankiet bez zezwolenia POW. – Porucznik Paluch był na bankiecie.

Tak jak się spodziewała, wiadomość ta natychmiast zbudziła Wierzejewskiego. W jego spojrzeniu nie było ani cienia zmęczenia, które zostało zastąpione przez wściekłość skierowaną w stronę krnąbrnego działacza.

– Do jasnej cholery, przecież zakazałem komukolwiek uczestnictwa w tym bankiecie oprócz was dwóch! – Niech no ja dorwę go w swoje ręce, to normalnie kości mu wszystkie połamię!

– I tutaj pojawia się następny problem. Został aresztowany przez Niemieckich żołnierzy.

Patrzył na nią, jakby ta poinformowała go o nadchodzącej katastrofie, od której już nie ma ratunku. Tak właśnie było. Podejrzewał, że porucznikowi uda się zbiec spod niemieckiego topora, ale to nie będzie nic dobrego. Wierzejewski wiedział, że z jakiegokolwiek powodu zdecydowali się aresztować porucznika, nie odpuszczą, jeśli ucieknie. Dzięki jego nieplanowanej akcji konsekwencje poniesie cały Poznań. Nie mogą go przetrzymać, bo w trakcie przesłuchań wyjawi informacje o działalności podziemnej. Uciec też nie może, bo wtedy w Poznaniu rozpoczną się przeszukania i nie przestaną, póki go nie znajdą.

Przez chwilę nie wiedział, co ma powiedzieć. Po dłuższej chwili milczenia odrzekł.

– Musimy go uratować, ale obiecuję, że jak go dorwę w swoje ręce, to wszystkie kości połamię.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2 3

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x