fb Rozdział XI: W drodze do wolności – część 1 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XI: W drodze do wolności – część 1

19 września 2019
Pobierz w formacie PDF

Poznań, hotel Bazar 27 grudnia 1918,

 

Przez ostatnie lata uciekał od wojny, a mimo wszystko tak go wojna dosięgła. Znajdował się pod wojennym toporem i tylko od niego zależało czy się podda jego ostrzu, czy spod niego ucieknie. Nie było innego wyboru, obok niego nie przejdzie. Z tym nastawieniem wyszedł spod hotelu bazar. W mieście panowały zawzięte walki i jeśli jakiś oddział wyszedł z ukrycia pozostali uczestnicy walki nie wiedzieli, po której są stronie. Dopiero, gdy jeden z walczących rozpoznał w nich swojego przekazywał innym, by nie strzelali. Było to zarówno po stronie polskiej, jak i niemieckiej.

W jego kierunku nie strzelano, bo nie miał umundurowania żołnierskiego, tylko garnitur. Strzelał jedynie wtedy, gdy był pewny, że potencjalny odbiorca pocisku jest Niemcem. Jeden oddział odpowiedział mu ostrzałem, przed którym uchronił go mur. I choć Niemcy zmierzali w jego kierunku, to musieli zmienić swój cel ostrzału, bo z innej strony Polski oddział otworzył ogień. Trwały zażarte walki, ale nikt nie wiedział, o co ona głównie się toczy.

Wszedł do kamienicy, do której wracał ilekroć miał wolne od zajęć na studiach. Tęsknił za rodziną, Poznaniem, ale przede wszystkim tęsknił za swoją ukochaną. Żałował, że nie spędził z nią więcej czasu, ale od momentu, gdy wyjawiła mu tą tajemnicę nie mógł się na niczym innym skupić. Martwił się o nią i nie chciał, by cokolwiek jej się stało, lecz jeszcze bardziej chciał walczyć w imię wolnej Wielkopolski. W tym celu wszedł do własnego mieszkania.

Wszystko stało na swoim miejscu, dlatego odnalazł się bez problemu. Ściągnął garnitur, krawat, buty i założył mundur polowy swojego ojca. Byli podobnych rozmiarów, toteż leżał on na nim idealnie. Spojrzał na niego w lustrze i widział w nim kogoś innego niż Krzysztofa Warteckiego. Widział osobę podobną do niego, miała taki sam wygląd, lecz jeden szczegół przekreślał ich identyczność. Był Niemcem. Krzysiek widząc znienawidzonego wroga z całej siły uderzył w lustro. Rozsypało się na drobne, lecz jemu to nie wystarczyło. Wciąż wyobraźnia odmalowała tam jego w niemieckim mundurze, uderzał w drewno, na którym wcześniej znajdowało się lustro, aż i ono się złamało.

Potem uderzał w ścianę, aż pięść cała się zakrwawiła. Krew na ręce nie przeszkadzała Krzyśkowi, wciąż w nią bił, ale z każdym kolejnym uderzeniem nienawiść w stronę wyobrażonego Niemca zmieniała się w rozpacz. Po kolejnym uderzeniu przylgnął do ściany i ze łzami w oczach zsunął się na podłogę. Siedział pod ścianą ze złożonymi nogami.

Siedząc w tej pozycji skupił się na odgłosach odrzutu, które dochodziły do jego uszu. Podpowiadały mu, jak czuł się jego ojciec, kiedy walczył pod Verdun. Czy zdawał sobie sprawę, że któryś z tych pocisków w niego trafi? Czy robił wszystko, żeby przeżyć, lecz Szkierby na siłę wystawiały go w pierwszej linii, żeby zginął zamiast nich? Zamiast tchórzów, którzy woleli chować się za okopami, niż wyjść i jak przystało na żołnierzy armii cesarskiej walczyć z honorem? Tyle chciał zadać pytań swojemu ojcu odnośnie jego ostatniego roku w służbie niemieckiej.

Aczkolwiek po chwili przyszła do niego myśl, że ojciec nie chciałby jego śmierci. Pamiętał jego troskliwą opieką. Nim wszystko się popsuło uczył go, najprostszych rzeczy, które mogły mu się przydać w późniejszym życiu. Spędzali dużo czasu w towarzystwie gimnastycznym i razem z pozostałymi uczestnikami uczyli się jak być Polakami. Dzięki rodzicom zrozumiał, jakie wielkie szczęście się mu przytrafiło, że jest Polakiem, dlatego nie chciał pozwolić Niemcom, aby oni odebrali mu to, z czego on czuje się tak dumny. Nie pozwoli traktować siebie z niższością i pogardą, którą Niemcy mają odmalowaną na twarzy w kontakcie z Polakami.

Poszedł do szafy, skąd wyciągnął Mausera ojca, którego państwo niemieckie przysłało w ramach podziękowania za gorliwą służbą i ochronę „wartości niemieckich”. Gdy przekazywali tą informację niewiele brakło, aby rzucił się pięściami na żołnierza. Powstrzymała go zdecydowana reakcja jego mamy. Patrzył na niego i po raz kolejny rzuciły mu się wspomnienia, gdy ojciec nauczył go posługiwania się bronią. Pokazał mu, jak przeładowywać broń oraz jak wymieniać magazynki. Przeciągnął przepustnicę do siebie, potem w dół. W miejscu otworu wsadził magazynek z pięcioma nabojami, po czym pociągnął ją w górę, a potem do przodu.

Broń miał naładowaną i gotową do działania. Determinacja, by wspomóc Straż Ludową, Straż Służby i Bezpieczeństwa i całe POW pchała go, żeby iść na ulice Poznania i strzelać do wrogów. Jednakże nie chciał wyjść do walki, jako Niemiec. Poszedł do szafy i wyciągnął z niej szarfę w biało-czerwonych barwach. Obwiązał ją wokół ramienia i spiął jej końce agrafkami. Na rogatywkę założył orzełka, a tuż obok guzików doczepił biało-czerwoną kokardę zrobioną na szybko.

Widząc, że już wszystko miał na sobie, wyszedł z kamienicy na ulicę. Ledwo stanął na chodniku, a już dostrzegł, jak z drugiej strony ulicy ktoś mierzył do niego z karabinu. Szybko ukrył się w głębi kamienicy, nim pocisk wydrążył utwór w drzwiach. Teraz był jego ruch. Wymierzył w stronę agresora i strzelił, lecz upadający odłamek tynku uświadomił mu jego pudło.

Przez lata spędzone na studiach zapomniał jak mocny ten karabin miał odrzut. Nie wybiło mu barku, ale karabin uderzył w jego bark, niczym taran w bramy miasta. Wytrzymał uderzenie. Przypomniał sobie naukę ojca o odpowiedniej postawie. Przeładował broń i wystrzelił drugi pocisk z karabinu. Ponownie nie trafił, ale agresor nie mierzył już w niego, tylko dostrzegł inne zagrożenie zmierzające do niego. Zaczął się wycofywać w stronę prezydium Policji.

Wyszedł z kamienicy i dostrzegł, jak od strony starego rynku zmierza oddział Powstańców ubranych w niemieckie mundury. Niektórzy z nich wymierzyli w stronę Warteckiego, lecz zmieniły kierunek luf karabinów, gdy zauważyli jego biało czerwone symbole. Wartecki otworzył ogień w stronę wycofujących się Niemców. Polski oddział zmierzał do niego i im bliżej byli, tym bardziej dostrzegał szczegółowe rysy na twarzach powstańców. Każdy z nich miał wypisaną nienawiść w stronę wieloletniego okupanta. Krzysiek rozpoznał dowódcę oddziału, służącego w SSiB. Edmund Krause był wysokim brunetem, który podobnie jak Paluch wolał działać, niż siedzieć na miejscu. Miał silny głos, który był niewspółmierny z jego nikłą muskulaturą. Nawet, gdy mówił normalnie, Wartecki odniósł wrażenie, że krzyczy. Podobnie jak Paluch nie przykładał tak wielkiej wagi do rozkazów.

– Dobrze pana widzieć, panie podporuczniku. – Przywitał się z nim, który wyciągnął swój mundur, gdy służył w armii cesarstwa niemieckiego.

– Gdzieście się ukrywali Wartecki?! – Jego grymas był połączeniem wściekłości z wesołością.

– Ratowałem mistrza Paderewskiego spod opresji. – I tak mu nie uwierzył. – Poza tym, gdzie jest reszta naszych oddziałów? Gdzie są panowie Wierzejewski? Lange? Kopa? Taczak? Paluch? I pozostali działacze POW?

– Chłopczyku, walczą na innych frontach. Musimy odbić prezydium Policji, Szkierby na pewno się tam obwarowały. Będzie ciężko, ale damy radę. Oby tylu ile jest za nami wystarczyło.

Oddział podporucznika składał się z wielu ludzi. Nie potrafił ich naliczyć, ale koło stu ich było. Dołączył do ich oddziału i razem zmierzali w stronę Prezydium Policji. Gdy zmierzali ulicą świętego Marcina, na skrzyżowaniu przed ulicą Rycerską wyszło dwudziestu szkierbów i otworzyło ogień w stronę powstańców.

– Rozproszyć się! – rozkazał Krause, który schował się w przejściu jednej z kamienic. Pozostali postąpili za jego przykładem, gdy znaleźli schronienie strzelali w stronę Niemców.

Rozpoczęła się regularna wymiana ognia. Z racji, że Niemieccy żołnierzy nie ukryli się, więcej pocisków w nich trafiło, niż w ich w Polaków. Od pocisku Warteckiego oberwał jeden z Niemców. Gdy się okazało, że jego pocisk był śmiertelny uśmiechnął się w duchu. Przeładował broń i ponownie strzelił.

Jak stwierdził Krzysiek Niemcy chciały ich zaskoczyć nagłym wyjściem zza budynku, lecz zawiodła ich celność, bo nikogo nie udało im się trafić. Kiedy element zaskoczenia przepadł rozpoczęła się walka pozycyjna. Wiele z pocisków nie znajdowało swoich celów i trafiały w drzwi, w ściany budynków, w okna, ale żaden z nich nie trafił we wroga. Ukochanemu Wiktorii nie brakowało naboi, jednakże innym będzie jej brakowało. Jeśli walka nadal będzie się w ten sposób toczyła, nic nie zyskają.

Machnął do Krausego. Porucznik widząc swoją szansę, przybiegł do niego.

– Co jest Wartecki?

– Nie możemy dłużej tak prowadzić walki.

– A to dlaczego?!

– Za chwilę, nie będziemy mieli, czym do nich strzelać.

Początkowo podporucznik założył, że młodzieniec chciał zdezerterować i odejść, niemniej zauważył on bardzo istotny aspekt ich walki. Praktycznie w nikogo nie mogą trafić, a nie mają nieograniczonych zasobów amunicji.

– Trzeba skupić ich ogień w jeden punkt. Muszą się odsłonić. – Odwrócił się w stronę pozostałych powstańców. – Panowie! Ma któryś z was jakiś granat? Trzeba wykurzyć tych tchórzy. – Jeden z nich podrzucił mu zabezpieczony granat. Wartecki od razu zrozumiał, jaki plan się narodził u Krausego, nie musiał mu go przedstawiać. – Gotowy?

Kiwnął głową, na co podporucznik podniósł trzy palce, po czym schował jeden i po kilku sekundach drugi. Kiedy ostatni się schował Wartecki wychylił się i strzelał do budynku naprzeciwko. Kilku przeciwników znajdowało się na parterze, a dwóch nie piętrze budynku. Edmund w tym czasie odbezpieczył granat i rzucił w stronę budynku ostrzeliwanego przez Krzyśka.

Granat przeleciał przez okno, gdzie o jego wybuchu świadczył potężny huk, który zagłuszył odgłosy strzelaniny. Do głośnego huku doszły kłęby kurzu, które wyleciały z budynku. Na chwilę ostrzały ucichły, a z budynku wybiegli zdezorientowani przeciwnicy. Wartecki oraz pozostali w oddziale natychmiast do nich strzelali. Trzech z nich oberwało od powstańców, a pozostali nawet nie próbowali ich ratować.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x