fb Rozdział XII: W drodze do wolności – część 2 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XII: W drodze do wolności – część 2

10 października 2019
Pobierz w formacie PDF

Krzysiek czekał, aż oddziały Krauzego opuszczą Prezydium Policji. Został na chwilę, bo nie mógł znieść tego, że jeden z niemieckich żołnierzy ponownie uszedł z życiem. Widział go już po raz drugi i po raz drugi mu się udało. Nie mógł do tego dopuścić. Przeładował swojego Lugera i wszedł w jeden z dłuższych korytarzy Prezydium Policji. Nigdy w nim nie był, lecz słyszał, że stamtąd jest tylko jedno wyjście. To samo, którym wchodziło się do budynku.

Dłuższy korytarz prowadził obok niemieckich nazw pokoi. Nie bardzo wiedział, do czego one służyły. Zakładał, że w wielu z nich gromadzone były informacje o powstańcach oraz o armii, jaką udało im się zebrać. Jeśli te wszystkie pokoje służyły do jednego, to powinni wiedzieć, jakimi siłami dysponują oraz skąd i gdzie zaatakują jako pierwsi. A tymczasem oni zachowywali się jak dzieci we mgle. Ich obrona miasta była chaotyczna. Nie wypuszczono ciężkich dział, a najcięższą bronią były maximy, których też nie zauważył zbyt wiele.

Zatem te pokoje musiały mieć też inne zadanie. Później sprawdzi część z nich. Najpierw musiał się upewnić, że tego wyćwiczonego blondyna faktycznie nie ma w tym budynku. Jakiś głos w jego głowie mówił mu, że nie mógł wyjść. Głos ten był spotęgowany faktem, że nie widział go, jak opuszczał niemiecki urząd bezpieczeństwa. Gdyby to zrobił, wyszedłby razem z pozostałymi Niemcami, którzy zostali skierowani do Cytadeli Poznańskiej. Kierowany tym wewnętrznym głosem, szedł przed siebie.

Trzask. Dźwięk momentalnie zwrócił jego uwagę. Przypominał coś ciężkiego uderzającego na podłogę. Akustyka w tych murach była dobra, więc można było oszacować, czy ten dźwięk był blisko, czy rozpoczynał się na drugim końcu budynku. Ruszył biegiem w jego stronę. Wbiegł do okrągłego pomieszczenia, do którego prowadziły trzy różne korytarze. Dwa z nich prowadziły z powrotem ku głównemu wyjściu, więc zważywszy na siłę rozchodzenia się dźwięku, usłyszałby dodatkowe kroki. Wybrał trzecie z przejść.

Miał wrażenie, że został posadzony na białym koniu i znajduje się w jaskini smoka, a jego celem jest pokonanie potwora.

Tylko najpierw trzeba go wybawić – pomyślał i ruszył przed siebie.

Wtem usłyszał strzał, a wraz z nim pocisk trafił w ścianę. Do powstałego otworu brakowało mu metra. Gdyby szybciej pobiegł, prawdopodobnie potwór by go trafił. Malutka grudka gruzu na podłodze uświadomiła mu, jakie miał szczęście.

Nie widział, gdzie jest żołnierz, lecz słyszał jego kroki, które stawały się coraz cichsze. Wartecki ponownie puścił się za nim. Nie zwracał uwagi, czy kolejny strzał będzie dla niego śmiertelny, bo liczyło się tylko to, aby Niemiec nigdzie nie uciekł.

Gdy skręcił w następny korytarz, na jego końcu zauważył niemieckiego żołnierza. Wyciągnął pistolet i strzelił do niego. Tutaj huk wystrzału dużo mocniej dobiegał do uszu niż na zewnątrz. Na jego nieszczęście chybił.

Niemiec zniknął w korytarzu, a następnie odgłos jego kroków skojarzył się z szybko robionymi tip-topkami. Wybiegł na wyższe piętro. Mógł przebiec całe piętro i zejść podobnymi schodami, tylko z drugiej strony, a wtedy miałby prostą drogę do wyjścia. Wartecki nie pobiegł za nim po schodach, ale wybrał te same schody po drugiej stronie piętra. Kiedy do nich dobiegł, czekał, aż Niemiec sam wejdzie w jego pułapkę. Czekał, czekał i… nic nie słyszał. Wbiegł na piętro i dostrzegł, że Niemca nigdzie nie ma.

– Nieźle zagrałeś, szkierbie – próbował zagrać na jego ambicji. – Mnie zrobiłeś w konia, ale czy tak samo wyrolujesz powstańców?

Odpowiedziała mu głucha cisza. Gdziekolwiek Niemiec był, miał nad nim przewagę z uwagi na znajomość pomieszczenia. Musiał znaleźć inny sposób na pozbycie się ogona.

– Ucie… – Głos zamilkł, lecz nie zrobił tego samoistnie. Ktoś chciał go uciszyć. Krzysiek natychmiast pobiegł w stronę źródła przerwanego krzyku, który dochodził od strony głównego wejścia do budynku. Determinacja pchała go przed siebie, bo rozpoznał głos Wiktorii.

Zbiegł do przedsionka budynku, gdzie Niemiec szarpał się blond dziewczyną, która za wszelką cenę próbowała się uwolnić, lecz po chwilowej szarpaninie trzymał ją stabilnie, tak, że dziewczyna nie miała szans się wyswobodzić. Dostrzegając Krzyśka, momentalnie przystawił jej pistolet do głowy.

– Niech tylko jej włos z głowy spadnie, a gorzko tego pożałujesz! – zagroził mu łamaną niemczyzną.

– I niby co mi zrobisz, dzieciaku? Strzelisz? – Wartecki coraz mocniej zaciskał palec na spuście i był gotowy strzelić we wroga. – Strzelaj, proszę cię bardzo. Tylko uważaj, możesz nie trafić.

Sposób wymawiania słów przeciwnika mocno irytował Krzyśka. Był on połączeniem sarkazmu z wyśmiewaniem jego starań. Krzysiek napiął swoje policzki, a z oczu buchała nienawiść skierowana w stronę przeciwnika. Jego myśli były nakierowane wyłącznie na przerwanie linii życia blond Niemca.

– Puść ją! – jego żądanie było niewspółmierne do emocji, które się w nim kotłowały.

– To ty puść broń!

– Krzysiek nie rób tego!

Chciała powiedzieć coś więcej, lecz cios w żebra powstrzymał dziewczynę. Wartecki nie mógł patrzeć na jej krzywdę. W jego sercu kotłowała się chęć wypuszczenia pocisku, lecz głowa powstrzymywała ten zamiar z uwagi na nikłe szanse na trafienie do celu. Stał z pistoletem wyciągniętym przed siebie, który coraz mocniej drżał w jego ręce.

Niemiec siłą wyprostował dziewczynę, która chciała się schylić w miejscu uderzenia, lecz ten ją zablokował. Przyłożył jej pistolet do skroni.

– Dalej chcesz ją narażać?

Złość skierowana w stronę wroga nie potrafiła zaakceptować porażki. Celował w jego głowę, lecz z tyłu głowy miał świadomość, że nie trafi. Ręka powoli opadła w dół, aż w końcu pistolet znalazł się tuż obok nogi, skierowany w podłogę.

– Grzeczny chłopczyk, rzuć go na podłogę. – Upuścił go. – Kopnij go w moją stronę. – Następne słowa były skierowane do Wiktorii. – A ty spróbuj się ruszyć, a pożegnasz się ze swoim życiem.

Niechętnie, ale wykonał rozkaz Niemca, który kopnął go na bok.

– Teraz mauser.

– Nie mam go. – Udawał głupiego, ale Niemiec nie dał się złapać w jego pułapkę. Zdenerwowany zaciskał palec na spuście. – Dobrze, dobrze, już go rzucam. – Wyciągnął go.

– Czekaj! – Taki rozkaz zdziwił młodzieńca. – Wystrzel nabój za siebie, a potem wyrzuć broń.

Siła odrzutu o mało nie wybiła palców młodzieńcowi. Zgodnie z żądaniem Niemca wyrzucił broń, w zamian Niemiec mocno odepchnął dziewczynę i opuścił budynek. Krzysiek natychmiast podbiegł do niej zmartwiony. Wiktoria była przerażona i już widziała, jak pistolet przystawiony do jej głowy wypuszcza z siebie pocisk i po chwili kończy jej życie. Dopiero zmartwienie Krzyśka wytrąciło ją z szoku.

– Nic ci nie zrobił?

– Po raz pierwszy czułam, że faktycznie mogłam zginąć. – Nie dała mu dojść do słowa. Wtuliła się do niego, wylewając strumienie łez. – Jeszcze gorsza była świadomość tego, że mogłam cię stracić.

– Jestem przy tobie. – Głaskał ją po głowie, niczym rodzic, który jest wściekły na swoje dziecko za jego głupotę, lecz jeszcze bardziej jest zadowolony, że nic mu się nie stało. Jednakże powód jej obecności bardzo zdziwił Krzyśka. – Dlaczego tutaj przyszłaś? Sądziłem, że będziesz w Polskiej Organizacji Wojskowej.

– Krauze powiedział, że jeden z jego oddziału został w Prezydium Policji. Od razu skojarzyłam, że to ty.

Chęć odnalezienia ukrytego Niemca była głównym powodem, dla którego Krzysiek postanowił zostać w budynku, lecz nie jedynym. Oprócz tego chciał poznać okoliczności, co dokładnie się wtedy się wydarzyło. Wiktoria była oszczędna w szczegółach i nic mu nie chciała powiedzieć. Również i teraz widzi, że nic nie wyjawi. Choć nadal jest w szoku, to wciąż ma założony knebel na usta w pewnych sprawach.

– I dlatego pobiegłaś za mną? – Kiwnęła nieśmiało głową. – Dziękuję ci ukochana, że się o mnie martwiłaś, jednakże teraz chciałbym być sam.

– Krzysiek, co ty tu chcesz jeszcze robić?

– Dowiedzieć się, jak do tego doszło!

Ostry ton ukochanego nie powstrzymał jej.

– I co ci to da? – odpierała jego ataki. – Zrozum, pewnych rzeczy już nie zmienisz.

– Ale przynajmniej chcę wiedzieć. – Wiktoria zrozumiała, że dalsza dyskusja jest pozbawiona sensu. Jest uparty i nie odpuści, póki nie pozna prawdy. – Zawołam kogoś, żeby cię odprowadził.

– Nie trzeba, sama wrócę. – Część jej rozumiała, czemu chce poznać prawdę, sama nie znosiła nieświadomości, a wieść, którą mu przekazała była dla niego szokiem. Jednak w tej chwili bała się, że to, co mu powiedziała w Polskiej Organizacji Wojskowej zrodzi w nim emocje, które nie chciała, aby zawładnęły nim całkowicie. Wiedziała, że nie powstrzyma go i może tylko zaakceptować jego decyzję, choć przychodziło jej to z trudem, dlatego nie czekając na słowa pożegnania, wyszła z Prezydium.

Kiedy Wiktoria w ten sposób zakończyła rozmowę, Wartecki zrozumiał, że jest na niego zła i nie ma ochoty z nim rozmawiać. Cieszył się, że martwi się o niego, lecz jeszcze bardziej irytowało go, że nie rozumie, przez co teraz przechodzi. Ma rację, że pewnych rzeczy już nie da się zmienić, ale przynajmniej chciał poznać prawdę. Choćby tę najgorszą.

Wszedł w głąb budynku. Szukał odpowiedniego pokoju, gdzie były zapisywane wszelkie informacje dotyczące działalności policji. Choć minął dzień od wybuchu powstania, wątpił, że udało im się wynieść te dane.

Czemu ich nie spalili? – zastanawiał się Krzysiek. Przecież musieli mieć jakieś tajne informacje, którymi nie chcieli się chwalić na cały świat. Powinny być ukryte gdzieś głęboko i gdy będzie gorąco, to należałoby je spalić. Nie czuł swądu spalonych kartek, więc wszelkie informacje z działalności Prezydium Policji powinny być gdzieś tutaj.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x