fb Rozdział XIII: W drodze do wolności - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XIII: W drodze do wolności

21 października 2019
Pobierz w formacie PDF

Siedziba Polskiej Organizacji Wojskowej, Poznań, 18 listopada 1918 roku

 

Wierzejewski nadal był wściekły na Palucha za niesubordynację, która o mały włos nie naraziła Wiktorii Rodnas oraz Joanny Warteckiej w trakcie ich misji dyplomatycznej. Choć słynął z racjonalnego działania, to wtedy, gdy z pozostałymi działaczami Polskiej Organizacji Wojskowej uratowali go, miał ochotę rozszarpać porucznika gołymi rękami. Dopiero reakcja pań zdołała go uspokoić, aczkolwiek do dzisiaj nie minęła mu chęć ukarania nieposkromionego działacza.

Jednakże były poważniejsze sprawy do przedyskutowania.

Grenzchutz w Poznaniu – rozpoczął Wierzejewski. – Co z tym robimy? Oczywiście, w końcu nasze działania musiały się tak skończyć.

– Nie odpuszczą nam, póki nie będziemy im całkowicie posłuszni. – Członkowie uznali uwagę Lange za coś oczywistego, więc nie komentowali jej.

– Moim zdaniem to pora, żeby pokazać Niemcom, jak się kończy sprowadzanie oddziałów do Wielkopolski. Tylko problemy sprowadzają. Skoro nie pozwalają nam żyć po swojemu, to czemu my mamy się godzić żyć jak oni? Wykurzmy ich, w końcu mamy ku temu szansę.

Wszyscy członkowie już się przyzwyczaili, że dla Palucha jedynym rozwiązaniem każdej sytuacji jest bunt zbrojny i nic nie stanowi skuteczniejszej metody od naciśnięcia spustu mausera i wystrzelania Niemców jak spłoszonych kaczek. Tylko porucznik jednego nie potrafił zrozumieć – Niemcy nie są spłoszonymi kaczkami, tylko zranionymi niedźwiedziami.

– Pan naprawdę chce widzieć czołgi, armaty i inny ciężki sprzęt w stolicy Wielkopolski? – Na każdą niedorzeczną propozycję Palucha Wartecka odpowiadała już sarkazmem. Tylko to do niego trafiało. – A my czym im odpowiemy? mauserem?

– Zanim przyjadą tutaj czołgi, uda nam się wyswobodzić Poznań, a z czołgami nie wjadą do stolicy Wielkopolski.

– Nie byłbym tego taki pewny – skontrował Lange, który również uważał pomysł Palucha za niedorzeczny. Rozpoczęcie walk teraz to jak proszenie się o problemy. Trzeba to rozwiązać w sposób polityczny.

– Tak, oczywiście, zaprośmy naszych wrogów na herbatkę i pogadajmy sobie z nimi o pogodzie. Panowie, służyliście w armii cesarskiej i wiecie, że do nich nic innego nie trafi, jak argument siłowy. Kiedy, jak nie teraz?

Wierzejewski i Lange doceniali ambicję i zapalczywość porucznika w walce z Niemcami, lecz w wypadku niektórych jego pomysłów, powinien pięć razy ugryźć się w język, zanim coś powie. Raz na pewno nie wystarczy.

– Nie chcę się wtrącać, jednakże rozwiązanie polityczne właśnie przyniosło nam sukces, że zgodzili się zorganizować sejm dzielnicowy, na którym będzie rozstrzygana sprawa Polska – wtrącił się Wojciech Korfanty, który dostał przepustkę z Reichstagu na kilkutygodniowy pobyt w Poznaniu. Od tego momentu czynnie uczestniczy w obradach Polskiej Organizacji Wojskowej, jeśli schodzą one na tematy polityczne.

– Niemcy i tak to będą miały gdzieś. Zleją nasze uchwały i tylko się ośmieszymy na oczach całego Cesarstwa.

– Chcę tylko wypomnieć porucznikowi, że Cesarstwo Niemieckie upadło, a teraz istnieje Republika Weimarska.

Paluch został wzięty w krzyżowy ogień sarkazmu. Nikt nie pochwalał jego pomysłu, który uważał za jedyne sensowne rozwiązanie wobec Niemców i ich polityki kagańcowej. Dostrzegł, że nie ma czego szukać wśród działaczy Polskiej Organizacji Wojskowej, więc chciał opuścić to towarzystwo.

– A pan dokąd idzie? – Wierzejewski nie zakończył jeszcze spotkania, więc mocno go to wzburzyło. – Zebranie się jeszcze nie skończyło.

– Ale widzę, że nie mam czego tutaj szukać, skoro moje pomysły są przez państwa tak wyśmiewane.

Zawrócił i ponownie poszedł w stronę wyjścia. Już otwierał drzwi, lecz Wierzejewski zamknął je z impetem, aż trzask rozszedł się po całym pomieszczeniu, wywołując gęsią skórkę wśród pozostałych. Wartecka oraz Wiktoria wiedziały, że Wierzejewski potrafi się zdenerwować. Rzadko mu się to zdarzało, ale gdy już do tego doszło, to szło w pięty wszystkim dookoła, nie tylko głównemu odbiorcy. Mieczysław wyglądał na zaskoczonego nagłą reakcją założyciela Polskiej Organizacji Wojskowej i przez chwilę stał nieruchomo jak posąg.

– Zebranie jeszcze się nie skończyło i nikt nie zwolnił pana z uczestnictwa. Proszę wrócić na swoje miejsce.

Ambitny żołnierz zauważył u Wierzejewskiego wyłącznie determinację. Podobną widział wśród wyższych dowódców w armii cesarskiej. Oni byli od niego o wiele lat starsi, nie spodziewał się, że taką samą determinacją wykaże się ktoś w podobnym do niego wieku. Niechętnie, ale wrócił na swoje stanowisko.

Oczywiście nieraz zdarzało się, że ktoś wychodził w trakcie trwania obrad, lecz odbywało się to wyłącznie na podstawie zezwolenia głównodowodzącego.

Powrócili do wcześniej przerwanych obrad.

– Panie pośle, czy na sejmie dzielnicowym będzie podejmowana sprawa Grenzchutzu? – spytała Wartecka.

– Nie musimy czekać aż do sejmu dzielnicowego. – Tym stwierdzeniem Korfanty zadziwił wszystkich. – W Poznaniu jest przedstawiciel rządu niemieckiego, który kontrolował poprawność wyboru posłów na sejm dzielnicowy.

– No i co w związku z tym? – wyjątkowo zainteresował się Paluch. – Pilnowaliśmy, żeby niczego nie wywinął. Sprawdzał tylko, czy w każdym okręgu wyborczym odpowiednio oddawano głosy. Wywiązał się ze swojego zadania, ale co to ma wspólnego z nami?

– Otóż to, że mogę przeforsować, aby zaprzestano wprowadzenie Grenzschutzu do Poznania.

Choć Korfanty nie znosił porucznika Palucha, to już nie zwracał się do niego w sposób ironiczny.

– Kiedy się pan z nim będzie widział? – spytała Wartecka.

– Za dwa dni.

 

20 listopada 1918 roku, Poznań

 

Wojciech zatrzymał się w przypadkowo wybranym hotelu w Poznaniu. Obsługę hotelową poprosił o dostęp do radia. Jako poseł musiał być na bieżąco z wszelkimi nowościami związanymi z Polską i Polakami. Oczywiście niemieccy politycy deprecjonowali problem liczby Polaków na ziemiach zaboru pruskiego, toteż nikt się nimi nie przejmował. Poseł pokazywał im, że problem nie jest wcale taki mały, za jaki go uważają.

Ustawił odpowiednią audycję i skupił się na wiadomościach. Głównym tematem była sprzeczka między Komitetem Narodowym Romana Dmowskiego a nowo utworzonym rządem Jędrzeja Moraczewskiego. Przedstawiciel tej drugiej strony miał wygłosić expose, w którym przedstawi przyszły plan na odbudowę Polski.

– Szanowni Rodacy, Drodzy Bracia i Siostry! Zostałem wybrany jako wasz przedstawiciel i obrońca narodu polskiego i jestem zobowiązany do przedstawienia kierunku rozwoju naszego kraju. Otóż po wielu latach niewoli w końcu udało nam się uzyskać wolność, o którą tak długo zabiegaliśmy i o którą tak długo walczyliśmy. W końcu po stu dwudziestu trzech latach nam się to udało. Żyjemy w wolnej Polsce.

Poseł czekał na ważniejsze informacje związane z jego expose, przede wszystkim, jak planuje odbudować państwo polskie z ruin. Całe szczęście dla niego, nie musiał długo czekać.

– Jak dobrze wiemy, nasz kraj jest w kryzysie. Sytuacja gospodarcza jest tragiczna. – Wyjątkowo, jak na polityka, nie owija w bawełnę – pomyślał Korfanty. – Musimy myśleć o odrodzeniu się Polski nie tylko jako kraju na mapie Europy, lecz przede wszystkim jako potęgi gospodarczej Europy, a nie zrobimy tego, póki nasi rodacy są zmuszeni żyć za granicą.

Te słowa bardzo nie spodobały się Korfantemu. Chciał, żeby Polacy mieszkający na emigracji mogli wrócić do Polski i żyć w niej tak samo, jak żyli tam. Jednakże premier Moraczewski mówi o tym wprost, więc Korfanty miał obawę, że zaraz przejdzie do słów, które bardzo mu przeszkodzą w jutrzejszej rozmowie z wysłannikiem rządu niemieckiego.

– Drodzy Rodacy! W tym momencie zjednoczenie całej Polski jest najważniejsze, a jeszcze nasi bracia i siostry w Wielkopolsce, na Śląsku, na Kujawach i na Pomorzu są pod okupacją zaborcy. Dlatego trzeba odzyskać to, co nam bezkarnie zabrano.

Wyłączył radio. Jego przeczucia okazały się słuszne.

 

21 listopada 1918 roku, Poznań

 

Poseł Korfanty nie kojarzył wśród posłów niemieckiego Reichstagu nazwiska Hellmuta von Gerlacha. Nawet jego bliscy współpracownicy w Berlinie nie słyszeli tego nazwiska, zatem jedno było pewne. Przywódcy z Cytadeli robili, co w ich mocy, aby nikt nie mógł wpłynąć na osąd przedstawiciela rządu niemieckiego.

Zdawał sobie sprawę, że Jędrzej Moraczewski swoim expose utrudnił mu rozmowę na rozpoczęcie obrad skompletowanego rządu. Dał mu powód do powołania oddziałów Grenzchutzu do Poznania.

O takich sprawach nie mówi się na głos! – grzmiał w myślach Korfanty na wspomnienie słów przedstawiciela rządu polskiego. Gdyby teraz miał do czynienia z premierem Moraczewskim, rozszarpałby go gołymi rękami i nic by go nie obchodziło, że jest on przedstawicielem władzy polskiej. Przez jego expose musiał szukać argumentów dowodzących, że ludność zamieszkująca Poznań jest proniemiecka.

Wchodził do dobrze znanego sobie przedstawicielstwa Naczelnej Rady Ludowej. W środku panowała atmosfera pracy. Wszyscy mieli mnóstwo obowiązków w związku z wyborami przedstawicieli do obrad sejmu dzielnicowego. Ustalono, że jeden przedstawiciel będzie odpowiadał za sprawy około dwóch i pół tysiąca obywateli o polskim pochodzeniu. Teraz liczono głosy i przebiegało to pod kontrolą Helmuta von Gerlach. Korfantemu przypominał on profesora z renomowanej uczelni niemieckiej, z której został wyciągnięty w trakcie pracy nad ważnym projektem naukowym. Był niedbale ubrany. Marynarka była pomięta, podobnie jak koszula pod nią. Włosy zaczesał na bok kilka dni temu, bo teraz odchodzą w wybraną przez siebie stronę. Jedynie okulary oraz poważna twarz były na swoim miejscu.

W pomieszczeniu znajdowali się żołnierze Straży Ludowej. Tylko niewielka część była pochodzenia niemieckiego, bo większość z nich dumnie reprezentowała biało-czerwone barwy. Korfanty zaczepił przedstawiciela Reichstagu.

– Dzień dobry panie przedstawicielu rządu niemieckiego. – Jakikolwiek interes chce się załatwić z niemieckimi dyplomatami, trzeba pamiętać, że należy wymienić wszystkie tytuły, choćby miało to być najmniej estetyczne przywitanie. – Mam do pana sprawę.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x