fb Rozdział XIV: W drodze do wolności – część 1 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XIV: W drodze do wolności – część 1

24 października 2019
Pobierz w formacie PDF

Prezydium Policji, Poznań, 28 grudnia 1918 roku

 

Krzysiek nie mógł się pogodzić z tym, że Niemiec, który był odpowiedzialny za to wszystko, już dwukrotnie uszedł spod jego topora. Nie potrafił znieść, że wróg zagrał mu na nosie, a nawet śmiał grozić jego ukochanej. W myślach wielokrotnie obiecywał swojemu ojcu, że odpłaci się każdemu Niemcowi za wszystkie lata niewoli, ale jak miał to zrobić, skoro ktoś potrafił uciec spod jego ręki? Nie interesowało go to, że jednego z nich zabił w brutalny sposób. Zasługiwał na to. Podobnie jak ten, który go dwukrotnie pokonał, też na to zasłużył.

Widząc, że dalsza jego obecność w tym miejscu będzie powodować nostalgię za dawnymi czasami, zamknął teczkę i odłożył ją z powrotem na półkę. Wyszedł z budynku i udał się w stronę Polskiej Organizacji Wojskowej. Na ulicach miasta nie było nikogo oprócz żołnierzy. Zauważył, że z wielu okien wystawały głowy przerażonych obywateli. Ci, którzy krótko na niego spoglądali, natychmiast chowali się przed jego wzrokiem. Nie dostrzegłszy polskich odznak, traktowali go jak Niemca.

Po półgodzinnym marszu dotarł do siedziby Polskiej Organizacji Wojskowej. Zauważył wszystkich najważniejszych dowódców. Byli Paluch, Wierzejewski, Lange, Krause oraz jeden z działaczy, którego nie poznał.

– W końcu raczyłeś przyjść – zaczepiła go Wiktoria. Lubiła mu żartobliwie dogryzać, ilekroć miała ku temu okazję. Podobało jej się, jak Krzysiek denerwuje się na żarty, bo robił to w taki sposób, że jeszcze bardziej się rozczulała. Aczkolwiek zauważyła, że dziś nie jest w nastroju do żartów.

– Co tu się działo?

– Wybrano dowódcę powstania – wskazała na nieznajomego działacza. – Major Stanisław Taczak. Służył w armii niemieckiej w trakcie Wielkiej Wojny. Podobnie jak Paluch i wielu żołnierzy z Polskiej Organizacji Wojskowej.

Niedawno musiał nastąpić jego awans, bo wciąż miał trzy gwiazdki na mundurze.

– Coś mnie jeszcze ominęło?

– Próbują ustalić, w jaki sposób ma przebiegać powstanie. Nikt nie wie, co się dzieje, a ja i kilka dziewczyn odbieramy meldunki z pozostałych miast. Tak oto dowiedzieliśmy się, że zostało wyzwolone Gniezno oraz kilka pobliskich miast.

– Dziękuję ci bardzo. – Przytulił ją, a ona była zaskoczona jego subtelnością. Była na niego zdenerwowana, że próbuje dociec prawdy, która już nic nie zmieni, ale kiedy znajdowała się w jego objęciach, nic nie miało dla niej znaczenia. – Dziękuję, że tak się o mnie troszczysz.

– Chyba nie sądziłeś, że będzie inaczej, głuptasie. – Lekko się zaśmiał, po czym puścił ją i udał się do dowódców. – Krzysiek. – Troskliwa nutka w jej głosie odwróciła jego głowę. Jej oczy zaczynały nabierać łez, ale próbowała je powstrzymać. – Uważaj na siebie, proszę cię, gdziekolwiek cię wyślą, uważaj na siebie. Nie wytrzymam, jak i ciebie jeszcze stracę.

– Obiecuję, że będę uważał.

Poszedł do dowódców, a ona wróciła do opuszczonego stanowiska telegrafistki. Pierwszym, który go wypatrzył, był Krauze.

– Majorze Taczak, to jest właśnie ten młodzieniec, który jako pierwszy wszedł do Prezydium Policji i skupił ogień na sobie. Pomogło to nam wejść do gmachu i uwolnić naszych żołnierzy.

Major z odznaczeniem kapitana spojrzał z podziwem na studenta.

– Tak więc, to ty jesteś Krzysztof Wartecki. – W odpowiedzi kiwnął głową. – Taką odwagę należy docenić, więc w imieniu Polskiej Organizacji Wojskowej awansuję cię do stopnia kaprala.

Tylko chłopak był zaskoczony wyróżnieniem. Pozostali zgromadzeni przy stole dowódcy spodziewali się tego.

– Nie wiem, co powiedzieć. – Przez zaskoczenie miał problem z wypowiadaniem słów. – Serdecznie dziękuję.

Później wrócili do przerwanej dyskusji o dalszej walce z okupantem.

– Zatem szkierbów nie ma już w Kłecku, Witkowie, Powidzu, Trzemesznie, Wrześni oraz Gnieźnie – zaczął major. – Czy wiemy już coś więcej na temat oddziałów tam stacjonujących?

– Niewiele – odparł Paluch. – Oprócz Gniezna, nie mamy wielkich oddziałów, a prawdopodobnie kilkudziesięciu ludzi.

– Musimy wzmocnić tamte oddziały. Niemcy na pewno już planują odbicie tych miast. Dodatkowo z Wrześni musimy ruszyć na Środę Wielkopolską.

– W jakim celu? – Dla Wincentego Wierzejewskiego krok ten wydawał się pozbawiony sensu.

– Pozwoli nam szybko ruszyć na południe, bo od strony Śląska na pewno postanowią ruszyć na Poznań. Nie wiem, w jakim stopniu są przygotowani do kontrataku, ale…

– Panie majorze, ważny komunikat! – Z drugiego końca sali odezwała się Wiktoria, która odbierała komunikat przez prowizoryczną stację radiotelefoniczną, a gdy nadawca skończył odłożyła telefon. – Niemcy formułują oddziały w Bydgoszczy, żeby odbić Gniezno.

– Wysyłamy oddziały do Gniezna – zarządził Paluch, jakby to on wydawał dyrektywy zamiast Taczaka. – Stamtąd wyruszymy do ataku, by zdobyć Wielko…

– Wiem o tym, panie poruczniku, jednakże na atak jest jeszcze zbyt wcześnie. Nie wiemy, jakimi dokładnie oddziałami szkierby przybyły do Bydgoszczy. Jednak zbliżymy się do nich i poczują twardy mur, gdy będą próbowali przedrzeć się do Gniezna.

– Już biorę oddziały i tam idę. – Paluch ruszył, jakby słowa Taczaka uznał za rozkaz.

– Co pan taki w gorącej wodzie kąpany? Spokojnie, każdy z nas będzie miał swój udział w walkach. Dajmy się naszemu nowemu kapralowi wykazać.

Paluch dyskretnie spojrzał na Krzyśka Warteckiego. Nie miał nic do niego, tylko do rozkazu Taczaka, z którym się nie zgadzał. Uznał, że to on, jako doświadczony żołnierz, powinien uczestniczyć w samym środku bitwy. To nie jest miejsce dla nieopierzonego żołnierza.

– Ilu ludzi mam zabrać? – spytał młody kapral.

– Weźcie dwa oddziały z Cytadeli. W Gnieźnie dysponujemy czterystoma ludźmi. Myślę, że więcej nie jest potrzebne. Jeszcze jakieś pytania, kapralu? – Wszystko już wiedział. – Jesteście wolni, odmaszerować.

– Tak jest. – Zasalutował i wyszedł z siedziby Polskiej Organizacji Wojskowej.

Udał się do Cytadeli Poznańskiej. Pierwszy raz miał do czynienia z wojskiem, gdy dołączył do oddziału Krauzego w trakcie szturmu na Prezydium Policji. Nie minął dzień od tej chwili, a już dostał swój pierwszy oddział do sformowania. Zmierzając na miejsce, zastanawiał się, czemu tak łatwo przychodzi mu strzelanie do człowieka. Ilekroć polował z tatą, tylekroć uciekał od późniejszego patroszenia zwierzyny. Ojciec zajmował się tym, ilekroć widział, jak jego syn brzydzi się usuwaniem wnętrzności ze zwierząt. Wiedział, że jest zbyt delikatny, aby komukolwiek wyrządzić krzywdę.

Jednakże okazało się, że strzelenie do człowieka przyszło mu dość łatwo. Oprócz pocisku wypuszczonego w stronę Polaka żadnego ze swoich strzałów nie żałował.

Wchodził do wojskowego obiektu. Miał wrażenie, że początek ich walki o wolność przypomina jedno wielkie zamieszanie, które panuje w całym Poznaniu. Również i w Cytadeli panował chaos. Żołnierze chodzili w swoje wyznaczone punkty, a niektórzy nawet nie wiedzieli, gdzie mają iść. Zawsze wydawało mu się, że wojsko jest czymś uporządkowanym i działającym, niczym zegar szwajcarski.

Próbował się jakoś odnaleźć w tym rozgardiaszu. Rozglądał się za chętnymi do walki. Major Taczak spokojnie wydał rozkaz, lecz młodzieniec zrozumiał, że musiał go wykonać natychmiast. Widział, jak poznaniacy chcieli przekazać armaty czy ciężkie karabiny do odpowiednich oddziałów, ale sami nie byli pewni, które z nich miały je otrzymać. Uznał, że nie ma sensu szukać dowódcy.

– Zbieram ludzi do Gniezna. Kto chce iść ze mną, niech wystąpi. – Ci, którzy usłyszeli, stanęli nieruchomo. Nikt go nie znał, toteż nie miał wśród nich żadnego poważania. Nie był Wierzejewskim czy Paluchem, z którymi uczestniczyli w akcjach.

– A kim ty jesteś? – spytał z pogardą powstaniec, który wyglądał na starszego od Krzyśka. – I od kiedy to dzieci dowodzą wojskami?

– Jestem kapral Krzysztof Wartecki i z rozkazu majora Taczaka zbieram oddziały do Gniezna. Niemcy obwarowali się w Bydgoszczy i zamierzają ruszyć na miasto. Jeśli ich nie wspomożemy, oddziały stamtąd mogą nie przetrwać.

Nikt się już nie odezwał, lecz nikt też nie chciał wspomóc powstańców z Gniezna. Krzysiek patrzył i nie dowierzał. Miał wrażenie, że wzrok go oszukuje i tworzy mu alternatywną rzeczywistość, gdzie nikt nie chce iść do walki. Jednakże to nie była alternatywa, wszystko to działo się naprawdę i żaden z mężczyzn nie chciał wspomóc go w walce o Gniezno.

Zaczynał tracić nadzieję, że ktoś się do niego przyłączy. Już miał siłą zmusić przypadkowych ludzi do walki o ojczyznę w Gnieźnie, ale chwilę później dołączył do niego jeden z ochotników. Wyglądał na niewiele starszego od niego, lecz z jego twarzy biła determinacja podobna jak u Krzyśka. Widząc zapał młodzieńca, dołączył następny żołnierz i od tego momentu inni również dołączali się do oddziałów Warteckiego.

W krótkim czasie udało mu się zebrać określoną liczbę żołnierzy i jako ich dowódca zwrócił się do nich.

– Dostaliśmy rozkaz, żeby jak najszybciej dotrzeć do Gniezna. Koni na tyle nie mamy, a patrząc na porę dnia, to piechotą dojdziemy tam w środku nocy. Dlatego też pojedziemy pociągiem. Ostatni dojedzie tuż przed ośmą. – Spojrzał na swój zegar przypięty do płaszcza. – Mamy dokładnie dwie godziny, aby zebrać najpotrzebniejsze rzeczy. Piętnaście minut przed ósmą zbiórka na dworcu głównym. Odmaszerować.

Większość jego oddziału stanowili dezerterzy z armii zaborcy lub żołnierze Straży Ludowej i Służby Straży i Bezpieczeństwa, zatem główny ich ekwipunek znajdował się w Cytadeli miejskiej. Krzysiek natomiast musiał udać się do swojego mieszkania.

Dotarł do niego pół godziny później. Zabrał z niego wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i udał się na dworzec główny, na którym był pół godziny przed odjazdem pociągu. Pięć minut później zjawiły się pierwsze osoby z jego oddziału, a pięć minut przed uzgodnionym czasem zjawił się cały oddział. Wartecki widział, że wielu traktuje go jako młokosa, który na wojowaniu się nie zna. Sam się tak czuł, a nie chciał tworzyć sztucznej bariery między nimi.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x