fb Rozdział XIX: W drodze do wolności - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XIX: W drodze do wolności

30 stycznia 2020
Pobierz w formacie PDF

Poznań, 16 grudnia 1918 roku

 

Nie minęła pełna doba, a Joanna miała już dość więzienia. Była przetrzymywana gorzej niż czarnoskóry niewolnik u swojego pana. Jej cela przypominała loch, który wyobrażała sobie z powieści o średniowiecznych zamkach, gdzie przetrzymywano i torturowano więźniów. W celi wisiała twarda prycza, która trzymała się na słowo honoru. Skorzystała z niej, bo zimno z podłogi przenikało ją mimo założonych butów z twardą podeszwą. Nie było okna, więc nie wiedziała czy jest noc, czy dzień. Ze względu na brak pierwszego posiłku założyła, że wciąż jest noc.

Wczoraj dostała tylko jedną rację żywieniową i to głodową. Jedzenie było tak niedobre, że nawet pies by tego nie ruszył. Jednak do tej chwili musiało jej to wystarczyć. Czuła głód i połknęłaby nawet konia z kopytami, ale w głowie kłębiły jej się inne myśli. Zastanawiała się, o czym mogą z nią chcieć rozmawiać.

Usłyszała dźwięk otwierania się drzwi, za którymi stał żołnierz ze swoją poważną twarzą.

– Idziemy!

– Jestem tutaj przetrzymywana wbrew prawu. Nie dano mi nawet szansy się obronić, a jestem traktowana jak najgorszy zbrodniarz. – Choć głód i brak snu dawały jej się we znaki, to starała się trzymać fason.

– Będzie miała pani szansę. Proszę pójść za mną. – Nieznaczny cień szyderczego uśmiechu przeszedł mu po twarzy.

A więc chcą mnie przesłuchać? Pewnie Bairich będzie na mnie czekał. – Z tą myślą wyszła z pokoju. Próbowała dodawać sobie otuchy, bo nie bez powodu wśród żołnierzy jest on nazywany katem więźniów. Jeśli na kogoś miał haka, to go wykorzystywał, żeby zdobyć odpowiednie informacje. Miał na to swoje sposoby, począwszy od tortur psychicznych, a skończywszy na torturach fizycznych. I mężczyzn, i kobiety traktował tak samo, płeć nie miała dla niego znaczenia.

Okazało się, że to nie sierżant będzie ją przesłuchiwał. Gdy weszła do pokoju, czekał na nią wysoki Feldwebelleutnant. Wyglądał na wychudzonego, bo mundur na nim wisiał jak ubranie na wieszaku. Przez chwilę wyśmiała w myślach jego nietypową posturę.

Żołnierz popchnął ją w kierunku stołu i założył jej kajdanki, które następnie przypiął do stołu. Potem zostawił ją tam. Wartecka rozejrzała się po pokoju, patrząc na szafki, stół, kajdanki. Dopiero na samym końcu jej wzrok spoczął na niemieckim oficerze najniższego stopnia. Nawet nie drgnął, tylko patrzył na nią kamiennym wzrokiem. Wyglądał jak posąg, który potrzebuje czarów, żeby go ożywić. Robiła, co w swojej mocy, żeby nie spojrzeć wprost w jego oczy, lecz było w nim coś tak nietypowego, że na przekór sobie samej popatrzyła na niego. Momentalnie uciekła spojrzeniem w inną stronę, żeby nie skupiać się na nim.

– Czego pani szuka? – spytał chropowato-zmęczonym głosem. – Pomocy? Teraz pani nic nie uratuje, jedynie prawda może złagodzić pani sytuację.

Joanna puściła jego uwagę mimo uszu. Próbowała znaleźć sposób na rozmowę z oficerem. Przede wszystkim chciała wiedzieć, ile może mu przekazać. Jako jedna z nielicznych w Polskiej Organizacji Wojskowej znała większą część jej struktur. Jeśli będzie ją torturował, to może ich wydać. Choć serce będzie się przed tym broniło, to może ulec rozumowi, który za wszelką cenę będzie chciał się uwolnić spod władzy niemieckiej.

– Rozumiem, że nadal próbuje pani grać twardą i nieustępliwą? Nie poprawia pani swojej sytuacji. Sam tego nie zrobię.

Mój rycerz na białym koniu przybył i chce mnie uratować? – sparodiowała w myśli jego słowa. Wstał z krzesła i zaczął krążyć wokół biurka.

– Dobrze, w takim razie ja będę mówił. Choć pani starała się wszystko ukryć, nam udało się wiele o pani dowiedzieć. Trzeba przyznać, że jest pani kopalnią wiedzy dla polskiego podziemia i długo nas pani wodziła za nos. Aczkolwiek trzeba być skończonym idiotą, żeby nie zakładać możliwości zdemaskowania.

– Pan nie jest godzien mnie oceniać – odrzekła Wartecka, która założyła nogę za nogę i przybrała pozę damy czekającej na służbę u dostojnego gościa. Jej myśli jednak były niewspółmierne do tego, co pokazywała.

Czy oni coś jeszcze u mnie znaleźli? – Miała obawy. Starała się wszystko ukryć i Wiktoria miała się tego pozbyć. Czy jej się udało? A jeśli ją złapali, to co z całą Polską Organizacją Wojskową? Czy jeszcze istnieje? Ogarnęło ją mnóstwo wątpliwości.

– Nadal pani sobie nie pomaga, a jestem dobry i próbuję zrobić wszystko, żeby złagodzić wyrok. – Podszedł do niej i oparł ręce na blacie. – Pani Kenig, ciąży na pani zarzut zdrady narodu niemieckiego poprzez zbrojną kolaborację z jego wrogami. Jeszcze będzie pani próbowała utrudnić śledztwo?

Zastanawiała się, po co tak plecie trzy po trzy. Co on chce tym osiągnąć. Mówił dużo, nie mówiąc nic. To samo przekazał jej Bairich. Czy on wie coś więcej od niego? Wątpiła, ale nie znała wszystkich oficerów stacjonujących w Wielkopolsce.

– Na razie to mi pan nie przedstawił żadnego obciążającego mnie dowodu. – Niczym na zawołanie żołnierz z powrotem usiadł na krześle i wpatrywał się w nią. Ponownie się nie ruszał i nawet gdyby dynamit wybuchł tuż obok niego, nie poruszyłby nim. Wartecka próbowała rozgryźć jego grę. Spodziewała, że zacznie ją okładać pięściami, gdy ta nie będzie odpowiadała na jego pytania, a on w zamian milczał.

Chwilę później położył teczkę na stół, z której wyciągnął kilka kartek i na głos zaczął czytać.

– Osoba obserwowana, Joanna Kenig, zwana później oskarżoną. – Zrobił przerwę, zaznaczając nią przejście do następnego akapitu. – Jak zeznali świadkowie zdarzenia w jej mieszkaniu, doszło do nietypowego zachowania, które mocno ich zaniepokoiło. Dali znać najbliższemu posterunkowi wojskowemu, który momentalnie zareagował. Oddział kilkunastu żołnierzy zjawił się pod mieszkaniem oskarżonej. Po wielokrotnej próbie pokojowego wejścia żołnierze wyważyli drzwi, a oskarżona trzymała wymierzony w nich pistolet.

– To brednie!!! Otworzyłam drzwi żołnierzom, którzy weszli do mnie i aresztowali niczym najgorszą zbrodniarkę! Proszę to natychmiast poprawić!

– Przeciwko pani wersji zeznaje dziesięciu świadków, w tym sierżant Lars Bairich. – Podłożyli świadków, wręcz sami ich stworzyli i tego Joanna była pewna. W manipulowaniu prawdą byli mistrzami, wielokrotnie robili to w trakcie Wielkiej Wojny. Pewne nawyki nigdy się nie zmienią. – Oddział nie miał podstaw, żeby zakładać zbrodniczą działalność w pani domu. Jednak brak otwarcia drzwi…

– To są obrzydliwe kłamstwa!!! – wybuchła. – Próbuje pan mi wmówić, że widziałam inaczej rzeczywistość niż pańscy żołnierze, których pan sobie stworzył! Nie było tam pana, więc jakim prawem to pan mnie przesłuchuje! Zgodnie z prawem niemieckim…

– Zgodnie z prawem niemieckim to oskarżoną o zdradę narodu skazuje się na rozstrzelanie wbrew wcześniejszemu przesłuchaniu, jeśli ma się ku temu solidne dowody! A właśnie takie są w pani wypadku. Dlatego radziłbym nie testować mojej cierpliwości, tylko odpowiadać zgodnie z prawdą. – Patrzyła na niego wzrokiem żądnym zemsty. Zrobili z niej kryminalistkę pomimo braku jakichkolwiek dowodów.

– Ile jeszcze będę się dopominać o dowody na moją rzekomą zbrodniczą działalność?! Czyta mi pan kłamstwa stworzone przez bajkopisarza, a nawet nie pokazał pan cienia dowodu.

– Zdaje sobie pani sprawę, że za utrudnianie śledztwa jest dodatkowa kara?

– Przecież i tak grozi mi kara śmierci, więc czy może mnie spotkać jeszcze coś gorszego?

Niemiec się zaśmiał, jakby miał asa w rękawie, z którego zamierzał skorzystać. Wrócił na miejsce i dalej czytał dyrdymały stworzone przez bajkopisarza.

– Brak otwarcia drzwi spowodował konieczność wyważenia drzwi do mieszkania oskarżonej, która szykowała się do ataku na niemieckiego żołnierza.

– Do ataku na niemieckiego żołnierza. – Pokręciła głową z przekąsem. – Oskarżą nawet za bycie praworządnym obywatelem.

Przesłuchujący nie zwrócił uwagi na jej kąśliwy komentarz.

– Dlatego żołnierze zostali zmuszeni do zaatakowania pani Kenig i obezwładnienia jej siłą. Spowodowało to słuszne, jak się później okazało, podejrzenia o zbrodniczej działalności w tym miejscu. Znaleziono dowód na brak przestrzegania ustawy kagańcowej, za co grozi pięć lat pozbawienia wolności. – Odłożył kartki i przeszył spojrzeniem Joannę. – Jak sama pani widzi, ciążą na pani poważne zarzuty, a pani jeszcze bardziej się pogrąża.

– Nie wydaje mi się. – Inaczej to widziała. – Najpierw mi pan wspomniał o rozstrzelaniu, a teraz o pięciu latach pobytu za kratami. Tak więc wychodzi na to, że bardziej sobie pomagam aniżeli przeszkadzam. Zaraz wyjdzie, że jestem niewinna i przez te kilkanaście godzin byłam tu przetrzymywana bezpodstawnie.

Niemiec nie odwrócił od niej wzroku. Jego spojrzenie wyrażało głęboką złość, że wpadł w pułapkę swojej gry. Nie odczuła u niego żadnego asa w rękawie, a po jego reakcji uznała, że poczuł się zakłopotany przez wpędzenie samego siebie w kozi róg. Mogła uznać to za małe zwycięstwo, ale po chwili Niemiec ponownie się zaśmiał. Dysponował kolejnym asem, choć chciał go wykorzystać nieco później.

– Pokazałem pani, że dysponujemy wachlarzem dowodów na panią. Naprawdę chce pani podważać naszą dokładność w badaniu dowodów i formułowaniu oskarżeń?

– To manipulacja, a nie zbieranie dowodów. Próbuje pan mi wmówić coś, czego nie było.

Joanna nie miała już ochoty walczyć z kłamliwymi oskarżeniami niemieckiego oficera. Nie ważne, co powie i tak ją skażą.

– W takim razie przejdźmy do głównego punktu, o którym chciałem z panią pomówić.

O, w końcu jakieś konkrety, po długim czasie kłamania w żywe oczy – zironizowała w myślach Wartecka. Oficer niemiecki ponownie wziął kartki, przerzucił jedną i począł czytać na głos od samej góry.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x