fb Rozdział XLVII, XLVIII: Bunt Charny - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XLVII, XLVIII: Bunt Charny

13 kwietnia 2020
Pobierz w formacie PDF

Po raz kolejny nauka Charny Aberville poszła na marne. Rion wiedział, że dziewczyna ma w sobie ogromne pokłady energii. Jest jak rój pszczół, który nie chce opuścić swojego ula. Dopiero, gdy się go zniszczy, pszczoły zaczynają szukać nowego miejsca. Musi uwolnić ten rój. Ale o tym pomyśli później, teraz spieszy na spotkanie z królową. Nie wie, o czym chce z nim mówić, ale i on z nią musi poruszyć nurtującą go myśl.

Wszedł do kapitolu, udał się do pokoju królowej, zapukał do drzwi i po pozwoleniu przestąpił próg.

– Dobrze, że już jesteś, Rionie – przywitała go królowa.

– Tak czy owak miałem się z tobą spotkać i porozmawiać.

Tyris się domyśliła, że pewnie chodzi mu o Charnę, ale jej sprawa jest ważniejsza i nie może czekać.

– Wiesz doskonale, że znaleźliśmy się w trudnym położeniu.

– Potężny Nighon na południu i na północy równie silna Deyja. Takie już nasze położenie, od zawsze mieliśmy z nimi problemy.

– Od zawsze, lecz okoliczności są zgoła inne niż przed Rozliczeniem. Tym razem jeśli któreś z granicznych królestw zaatakuje, zmiotą nas z powierzchni ziemi. Nie mamy dostatecznie wielu wojsk, żeby stworzyć namiastkę armii, która sprzeciwi się któremuś z tych państw. Zakładając, że Krewlod nie przeżył. Niewiele o nich wiemy, dlatego ciężko nam cokolwiek planować.

– Nasza społeczność liczy niecałe pięćdziesiąt tysięcy i jest podzielona na wszystkie cztery strony Antagarich. Zanim się zjednoczymy, miną miesiące, nie mówiąc już o przygotowaniu wojennym. Ostatnie lata były dla nas burzliwe.

Tyris stanęły przed oczami obrazy ze Stone City i Caryatid. Widziała krzyki i płacze niewinnych ludzi, którzy na śmierć nie zasłużyli i zginęli tylko przez to, że ktoś nie chciał poddać się jej woli. Uroniła łzę, wspominając skutki swojej decyzji. Nie może obwiniać innych za swoje błędy. To ona wydała taki rozkaz i to ona ponosi odpowiedzialność.

–Wydaje mi się, że wojny podziemne już zostały przez nas zakończone.

– Nie byłbym tego taki pewien. – Tyris spojrzała na kleryka, wyczuwając najgorszą informację, którą jej przekaże. – Coś czuję, że największy wróg jest wśród nas.

– Wśród nas? Jesteśmy dość mocno zjednoczoną nacją, która uciekła przed skutkami kataklizmu, co musi nas jednoczyć. Nie wierzę, żeby następna rebelia powstała wśród naszych ludzi. – Choć słowa Riona nie wydawały jej się pozbawione sensu. – Gdyby wróg był wśród nas, to by na pewno zaatakował.

– Czeka na odpowiednią okazję. Jestem tego pewny, ale nie mogę tego udowodnić.

– Skoro jesteś pewny, to masz już podejrzanego. – Wie, że zaraz usłyszy o podejrzanej osobie, lecz brnęła w jego paranoję tylko dlatego, że szanowała go jako doradcę.

– Tym kimś jest Charna Aberville.

Tyris ze śmiechu nie wytrzymała. Jak bardzo szanowała kleryka, tak głośno zaczęła się śmiać. Nie wiedziała, na jakiej podstawie oskarża on pannę Aberville o zdradę. W przerwie między atakami śmiechu zadała mu to pytanie, na co on odpowiedział poważnym tonem:

– Każdy z rycerzy prędzej czy później pojmował podstawy magii wody. Zazwyczaj zajmowało to do roku , ona ma z nią problem od kilku lat.

– A może magia nie jest jej dana? – zapytała Tyris, która ze śmiechu nie mogła złapać oddechu.

– Wybacz, królowo, ale widziałem, jakie drzemią w niej ogromne pokłady magii. Widziałem, jak magia z niej eksploduje, kiedy dotknęła jednego z wielu zwojów. To nie może być przypadek. W magii nie ma miejsca na przypadek i dobrze o tym wiesz .

Panna Lockenhole miała już powoli dosyć tego bezsensownego oskarżenia.

– Rionie, bardzo szanuję twoje zdanie, lecz tym razem przesadzasz. Charna jest inna od wszystkich. Mówiłam ci o tym, ale nie jest zdrajczynią. Wypełnia rozkazy z należytą sumiennością, nawet jeśli się z nimi nie zgadza. Dlatego swoje oskarżenia zachowaj dla siebie. Jest to jeden z nielicznych żołnierzy, za których ręczę własną piersią.

Jednak kleryk się nie poddał.

– Więc według ciebie to wystarczy, żeby oczyścić Charnę? Wielokrotnie przychodziłem i żaliłem się z moich sugestii na jej temat. Dalej trzymam się swoich wcześniejszych słów. Panna Aberville nie czerpała wtedy swojej mocy z wody. Jakaś inna wielka moc do niej przybyła i spowodowała eksplozję jej magii.

– Dosyć! – Uderzyła pięścią w stół. – Nie wierzę w twoje brednie i tym bardziej nie widzę w Charnie wroga. Zakończmy jej temat tu i teraz, zanim powiemy o jedno słowo za dużo, dobrze?

Kapłan spokorniał. Nie zmienił zdania o dziewczynie, ale już nie poruszał tematu rycerki.

– A teraz zajmijmy się prawdziwymi wrogami.

Zasiedli przed mapą całego podziemnego świata Antagarich. Znalazły się na niej początkowe zapiski Fiony oraz późniejsze odkrycia, głównie spisane przez Charnę i Notrila. Obejmowała wszystkie tunele od Caryatid po Stonecastle, również te główne i te poboczne, a wszystkie i tak zmierzały do Steadwick.

Dyskutowali na temat potencjalnych ruchów wroga, kiedy są osłabieni i niezdolni do odparcia przeważającej liczby wrogów. Do niczego nie doszli mimo zażartej dyskusji.

Temat panny Aberville został odłożony na bok. I to panu Sinkarinie najbardziej się nie podobało. Nie miał uprzedzeń do panny Aberville. Znał jej braci i ojca, poważał ich za postawę w służbie Erathii, zwłaszcza Johna Aberville, który mimo utraty czterech synów ani przez moment nie zwątpił w królową i jej władzę. Jednak czy Charna faktycznie ma erathiańskie korzenie. Nigdy nie rozmawiał o córce z zarządcą Fort Riverstride, ale nawet gdyby to zrobił, to już wie, że zostałby oskarżony przez zarządcę majątkiem królewskim o znieważenie jego rodu.

Było późno, gdy z Tyris skończyli omawiać sytuację Erathii. Wychodząc z kapitolu, myślał o jutrzejszej nauce z rycerką. Wiedział, że jutrzejsze próby zakończą się podobnie jak wcześniejsze. Postanowił zmienić swoje podejście. Pod przykrywką nauczyciela odkryje, czy rycerka ma pochodzenie erathiańskie.

 

Rozdział 48

 

– Znów zaczniemy od prostego zaklęcia, które mi nie wyjdzie. – Charna przewidywała, że ten dzień, podobnie jak poprzednie, również nie przyniesie żadnych nowych efektów.

Charna odkryła w sobie ogromne pokłady magii ziemi. Cząstkę magii wody też miała. Wiedziała, kim musi się stać, by rzucić najprostsze zaklęcie magii wody. Pragnęła wejść do ukrytej komnaty i wezwać głosy. Pragnęła odpowiedzi na pytania. Czuła, że jest to niemożliwe, mimo to przynajmniej chce spróbować.

– Witaj, Charno – pozdrowił ją Rion Sinkarina, który zaskoczył dziewczynę, przychodząc z innej strony do pierwszego poziomu gildii magów. Dziewczyna patrzyła na salę kopułową, a Rion przybył innym wejściem i stał przy zakrytym przez nią pomieszczeniu. Zadawała sobie pytanie, czy je już odkrył?

Charna nie pozostała obojętna na zmianę nastawienia Riona. Miała już dość jego postawy zdradzającej pragnienie bycia wszędzie indziej niż z nią, ale nie podobało jej się, że zrobił to tak nagle.

– Dzisiaj zmienimy metodę treningu. – Charna chciała oznajmić Rionowi o swoim odkryciu małego pokładu wody, lecz zamiary kleryka pokrzyżowały jej plany. – Wybierzemy standardowo błogosławieństwo, ale tym razem wyobrazisz sobie wszystko inne niż wodę.

– A więc wie o mojej obecności w pokoju za ścianą, dlatego tam stanął – wywnioskowała panna Aberville. Rion podał uczniowi zwój. Dziewczyna otworzyła, lecz nie przeszła do pierwszego punktu rzucania zaklęcia.

– No śmiało – zachęcił ją kapłan, a jego pozytywny nastrój działał jej na nerwy.

Charna w swoim umyśle narysowała to samo, co wyobraźnia podsunęła jej wczoraj. Z jej wnętrzności wyrastały drzewa, tworząc piękny ogród, w którym rosły kwiaty wszelkiego rodzaju. Znowu była avleeńskim drzewcem. Skoro Rion pozwolił jej wyczuć inny żywioł, to poczuła ziemię. Przeczuwała w tym jego pułapkę.

– Coś poczułam – skłamała. Zmazała z tabliczki obraz drzewca. Teraz widziała bezdenną pustkę.

– Dobrze. – Rion wyglądał na nakręconego. – Teraz rzuć obraz kielicha.

Zrobiła to, choć nic w sobie nie czuła. Żadnej magii. Miała w sobie ziemię, lecz instynkt jej podpowiadał, że nie bez powodu Rion zmienił sposób nauki. Chce coś jej udowodnić. Coś, co się jej nie spodoba.

Nawet głosy w jej umyśle to potwierdzały.

– Jej wiedza pozwala na wiele. Przewiduje ruchy wroga. Mądra zjawa nadchodzi…

Charna się zdziwiła, że tak spokojnie odebrała słowa zjaw. Wpływ na to musiało mieć jej wczorajsze odkrycie w sobie magii ziemi. Według głosów błądziła w odmętach nieświadomości, poszukując swojej natury, i dopiero kiedy ją odnalazła, głosy w jej głowie złagodniały. Według nich wcześniej błądziła w poszukiwaniach swojej natury.

Charna przechodziła do kolejnych punktów, a mimo to w efekcie nic się z niej nie wydostało.

Rion wściekł się. Nie mógł tego dać po sobie poznać, lecz miał wrażenie, że widział w niej inny żywioł niż woda. Czuł, że dziewczyna wydobyła z siebie inną magię. Był pewien, że nie jest ona z nim szczera, ale nie może tego udowodnić. Jednak ma rację, gdzieś w niej tkwi inna magia inna, tylko jak przekonać dziewczynę, by mu ją pokazała?

– Miałem nadzieję, że w ten sposób do czegoś dojdziemy. Spróbujmy po staremu.

Panna Aberville, nie wyczuwając podstępu, wyczarowała kielich z błogosławieństwem i wlała mu go na głowę. Od tej chwili kleryk był silniejszy niż większość jednostek na Antagarich.

– Nareszcie, Charno, w końcu ci się udało. – Kamień z serca spadł klerykowi. Tyle mu wystarczyło, żeby odrzucić wcześniejsze oskarżenia o jej nieerathiańskie pochodzenie. Jednak myślami wciąż wracał do jej wcześniejszej nieudanej próby rzucenia zaklęcia. Zastanawiał się, jak wydobyć z niej ten żywioł.

4.5 2 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x