fb Rozdział XV: Bunt Charny - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XV: Bunt Charny

2 września 2019
Pobierz w formacie PDF

Nastał rok 1174 po ciszy. Na ten rok przypadała selekcja, która rozstrzygnie o przyszłości panny Aberville. Czuła na sobie wywieraną presję, lecz nie ze względu na przypominanych jej przez wszystkich jej braci, którzy pokonali swoich przeciwników i z którymi nikt nie chciał walczyć.

Po okresie przygotowań i treningów wreszcie nadszedł dzień mający zweryfikować potencjał i przygotowanie kadetów. Mimo że Charna została już giermkiem Sorshy Margary, chciała przyczynić się do wyeliminowania jednego ze znienawidzonych kadetów, którzy od początku nie dawali jej spokoju. Rozważając wszystkie za i przeciw, doszła do wniosku, że tylko z jednym z nich ma realne szanse na zwycięstwo, jeśli przyjdzie do walki o być albo nie być.

Wszyscy najznamienitsi obywatele oraz zaproszeni goście ze sprzymierzonych Avlee oraz Bracady zasiedli na trybunach areny walk w Steadwick. Głos zabrał generał Kendall, król Erathii:

– Witam bardzo serdecznie wszystkich zgromadzonych na tym wielkim święcie – rozpoczął mowę powitalną. – W tym dniu i przez najbliższe dni wybieramy tych, którzy są przeznaczeni do służby w elitarnych oddziałach erathiańskich.

Charna nie spała przez całą noc. Nie pozwoliły jej na to głosy, wśród których coraz częściej rozpoznawała dialekt pochodzący z państwa nekromantów. Nie rozumiała, co do niej mówią, ale tonacja i sposób przekazywania słów jednoznacznie wskazywały na Deyję. Nawet gdyby dałyby jej tej nocy spokój, to i tak by nie usnęła. Pierwszy raz w życiu tak się stresowała. Miała wrażenie, że straciła panowanie nad swoimi kończynami. Bardzo się bała, mimo że jedyne, co mogła stracić, to dobre imię wywalczone w trakcie obrony chłopów przed rabusiami. Spojrzała na pozostałych kadetów. – Skoro ja się obawiam, to co muszą czuć pozostali?

Generał Kendall zwrócił się do adeptów.

– Drodzy kadeci! Widzę w was przyszłych Erathian, którzy dumnie będą dźwigać godło z gryfem w szachownicy. Którzy zawsze będą gotowi walczyć ponad własne siły. Dzisiaj jest wasz wielki dzień i wszystko, czego was nauczono, musicie udowodnić na arenie. – Jeden ze sług podał królowi spis wszystkich kadetów. – Zapraszam na arenę Majosa z Welnin.

Chłopak wyszedł z jednej z wielu kompanii halabardników. Poza halabardą posiadali oni małe naramienniki, które chroniły tylko barki. Ze względu na swoją ruchliwość i nikłe uzbrojenie halabardnicy nie musieli być mięśniakami, dla nich najważniejsza była zwinność. Również i Majos nie wyróżniał się muskulaturą. Wojska erathiańskie składały się z siedmiu typów jednostek: halabardników, kuszników, gryfów, krzyżowców, kapłanów, czempionów oraz archaniołów, które jako jedyne nie uczestniczyły w selekcji. Każdy typ jednostek reprezentowało kilka kompanii. Najbardziej charakterystyczną kompanię tworzyły skrzydlate bestie. Obok każdego gryfa stał jego trener. Ich selekcja nie różniła się od pozostałych jednostek – Przegrany ptak wraz z właścicielem trafia pod ochronę obywatelską. Tworzą miedzy sobą nierozerwalną więź i ponoszą takie same konsekwencje zarówno wygranej, jak i przegranej.

Charna naliczyła trzy kompanie halabardników, po dwie kuszników i gryfów i po jednej krzyżowców, mnichów i czempionów, którzy na swoich koniach prezentowali wszystko, co najpiękniejsze w jednostkach erathiańskich.

Chłopak zbliżył się przed oblicze króla. Zasalutował mu, pokazując gotowość do walki.

– Majosie z Welnin, wskaż nam swojego przeciwnika – rozkazał król.

Majos wziął głęboki wdech i wskazał swojego przeciwnika:

– Marlenę z rodu Kanari.

Nikogo z nich Charna nie znała. Zastanawiała się, dlaczego nie miała z nimi styczności nawet wzrokowej. W końcu nieraz wchodziła na wieżę strażniczą i odbywała treningi z halabardnikami, jednak trudno zapamiętać wszystkie twarze z trzech kompanii, zwłaszcza tych dwóch adeptów, którzy nie wyróżniali się niczym z tłumu.

Rozpoczął się nudny pojedynek, a wraz z nim żmudne czekanie na jego rozstrzygnięcie. Pierwszą walkę wygrała Marlena. Kolejnych potyczek Charna już nie śledziła, jedynie wyczekiwała aż król przeczyta jej imię. Nie zwracała uwagi, kto wygrywał, ani kto przegrywał, w ogóle jej to nie interesowało. Swoje myśli skupiła na jednym człowieku, na tym, którego zamierzała wyzwać. Jej cel był dostatecznie skupiony, też miał upatrzoną osobę, którą chciał wyzwać.  Charna jest świadoma, że jeśli zostanie on wyczytany przez króla jako pierwszy, to ma pewność, że nie wybierze jej jako swojej przeciwniczki. Nie dziwiło jej, że trząsł się ze strachu. Miał dużo do stracenia, ona zaś mogła sobie pozwolić na porażkę bez konsekwencji, zakładając, że generał Kendall dotrzyma słowa poprzedniczki.

Nastał wieczór, kiedy król wyczytał Charnę Aberville jako pierwszą z krzyżowców. Dziewczyna wyszła przed szereg i udała się w kierunku trybuny, na której zasiadał król w otoczeniu najwyższych dowódców Erathii. Była tam również i Sorsha Margary, która od jakiegoś czasu nie okazywała swojego temperamentu i coraz częściej się uśmiechała. Charna zdawała sobie sprawę, że ten uśmieszek wcale nie oznacza, że Sorsha nie będzie dla niej wymagająca.

– Charno Aberville, wszyscy doskonale pamiętamy twoje zasługi, za które królowa Katarzyna Ironfist mianowała cię giermkiem Sorshy Margary. Dekret poprzedniej królowej jest wciąż ważny i wiedz, że podtrzymuję go nawet, gdybyś przegrała dzisiejszą walkę. Dodatkowo przysługuje ci prawo do odmowy z uczestnictwa w selekcji. Czy zdecydujesz się z niego skorzystać?

Tego się nie spodziewała. Może nie uczestniczyć w selekcji? Najwidoczniej generał Kendall wprowadził nowe rozporządzenie, bo nawet Sorsha Margary nie kryła zdziwienia. Skoro ma walczyć bez presji, to dlaczego by nie mogła potraktować tego pojedynku jako rodzaju treningu? Nie po to ubierała się w najlepszą zbroję nagolenniki i naramienniki oraz wzięła miecz ojca, żeby teraz odejść jak tchórz. Tak nie postępuje rycerz.

– Gdybym skorzystała z królewskiego przywileju, zhańbiłabym imię rodu Aberville, który nie wycofuje się przed walką. Moi bracia znani tu byli z waleczności. I ja zamierzam walczyć, jeśli nie o miejsce, to o dobre imię.

Generał Kendall, słysząc wzmiankę o synach lorda Aberville, skinął z uznaniem w kierunku najmłodszej córki zarządcy z Fort Riverstride.

– W takim razie Charno z rodu Aberville wskaż nam swojego przeciwnika.

W końcu nadszedł ten moment, na który czekała. Wyzwie tę osobę, która od początku zgotowała jej katorgę i szukała sposobu na pozbycie się jej z gwardii królewskiej. Dziś zakończy jej panowanie nad sobą. Zhańbi dobre imię rodu tej osoby i będzie to najlepsza zemsta za te wszystkie lata upokorzeń. Na treningach dotychczas z nią nie wygrała, ale od pewnego czasu była coraz częściej bliska zwycięstwa. Jeśli wszystkie porażki obróci dziś w jedno zwycięstwo, wówczas będzie się mówić tylko o tym. Poczuła lekkie obawy, bo co jeśli przegra? Wtedy szkolenie pójdzie na marne, a ona ośmieszy się nie tylko przed swoją kompanią, ale również przed królem i najznamienitszymi obywatelami. Podniosła głowę i poczuła, jak zaczęła wypełniać ją jakaś dodatkowa moc. Już widziała, w jaki sposób pokonuje swojego przeciwnika i wysyła go na zhańbienie do straży miasta.

– Mardon Blake.

Wszyscy możni zostali wyrwani z krzeseł, jakby to im rzuciła wyzwanie. Oczywiście nikt nie kwestionował umiejętności Charny, zwłaszcza że już udowodniła swoją odwagę, lecz Mardon był jednym z najlepszych w fechtunku mieczem. A mimo to ktoś chciał się z nim pojedynkować. On sam wyglądał na zadowolonego. Podszedł pewnym krokiem do ringu, jakby widział swoje zwycięstwo jeszcze przed rozpoczęciem pojedynku.

Oboje weszli na ring.

– Widzę, że bardzo chcesz dzisiaj przegrać – drażnił Charnę. – Nie widzisz, co mam na sobie, a czego ty nie masz? – Nie wiedziała, co miał na myśli. Miał piękną zbroję z dopiętą białą peleryną, podobno specjalnie uszytą na tę okazję. W złotej zbroi miał wyżłobione herby swojego rodu: dwa skrzyżowane topory, nad którymi znajdowały się skrzydła aniołów. Tylko ten ród mógł kontaktować się z istotami z wrót niebios. Oprócz rękawic i naramienników nie miał niczego, co mogłoby go chronić przed atakiem na ramiona. Na nogach miał nagolenniki, ale nabiodrek nie krył nawet połowy ud, co Charnie wydawało się dziwne, ale zrozumiała, że gdyby sięgał on bioder, wtedy ograniczałby go ruchowo. Były one bardziej przedłużeniem nagolenników niż osobną częścią zbroi. Ona ubrała lżejsze elementy uzbrojenia na ramię, aby mieć swobodę ruchu oraz nie dać pretekstu przeciwnikowi do atakowania jej w ramiona.

– Przynajmniej pięknie będziesz wyglądał, jak przegrasz – odegrała się.

Te słowa wyprowadziły chłopaka z równowagi. Dziewczyna rozzuchwaliła bestię, która tylko czekała, by móc posiekać ją na kawałki. Jednakże musi powstrzymać emocje, bo sekundant jeszcze nie dał sygnału do ataku. A była nim Tyris Lockenhole, która popatrzyła na Charnę z uznaniem za wybór swojego przeciwnika.

– Oczekuję czystej walki – oznajmiła Tyris. – Jeżeli którekolwiek z was nie będzie przestrzegało zasad, nie powstrzymam się przed ingerowaniem. – Stanęła nieco z tyłu.

– Skrzyżować klingi – rozkazała kadetom, którzy posłusznie wykonali polecenie.

Charna poczuła ciężar miecza Mardona, co potwierdzało, że opiera swoją taktykę na sile. Teraz zrozumiała, dlaczego nie potrzebował dodatkowego zabezpieczenia na ręce. Mimo że siły mu nie brakuje, to nie dałby rady utrzymać ciężkiego miecza i niemało ważących elementów uzbrojenia, a co dopiero walczyć. Musiała bazować na szybkości i działać z zaskoczenia.

– Zaczynajcie!

Mardon błyskawicznie rozpoczął pojedynek od podłużnego ciecia, przed którym Charna w ostatniej chwili się uchyliła. Pierwszego ciosu uniknęła, lecz chłopak już zadawał drugi. Zablokowała go, ale siła tego uderzenia pchnęła ją na ziemię. Chłopak nie zamierzał przestawać, chciał wbić swój potężny miecz w serce Charny. Panna Aberville przeturlała się i wstając spostrzegła, że mimo wagi i rozmiaru miecza chłopak zręcznie się nim posługiwał. Oczywiście pomagała mu w tym jego postura ciała. Od pierwszego spotkania z Charną znacznie zwiększył swoją masę i siłę, dlatego też ten potężny miecz w jej odczuciu wyglądał przy nim jak patyk.

5 1 vote
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x