fb Rozdział XV: W drodze do wolności – część 2 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XV: W drodze do wolności – część 2

5 grudnia 2019
Pobierz w formacie PDF

Chłód na świeżym powietrzu nie przeszkadzał Joannie. Wciąż udawała, że coś jej dolega, aby Paluch mógł skopiować styl pisania Bairicha. W tym czasie miał jej podrzucić notes, aby Lars mógł go wziąć ze sobą. Póki martwi się o jej zdrowie, nie będzie przejmował się innymi sprawami. Troskliwa postawa Niemca mocno zaniepokoiła Joannę. Mówiono o nim, że potrafi być bezwzględny w stosunku do wrogów i nic nie słyszała o jego delikatnej naturze. Może jest taki tylko wobec Niemców.

– Czy lepiej się już pani czuje? – Dotknął jej ramienia, na co ona wzdrygnęła się i wojskowy momentalnie odsunął rękę. – Przepraszam, nie chciałem być nieuprzejmy.

Zareagowała tak nie z powodu jego czułości ani z zimna się, po prostu bała się, że żołnierz próbuje jej wyrządzić krzywdę i to był jej pierwszy odruch obronny. Aczkolwiek nie miałaby szans z tym umięśnionym gorylem.

– Nic nie szkodzi, ale wciąż czuję się tragicznie. W głowie mi się kręci i już mnie bierze na wymioty.

– Mam zawołać lekarza? – Pani Kenig nie dowierzała, że w tym brutalnym Niemcu jest tyle współczucia.

– Dziękuję, przejdzie mi. Powinnam pamiętać, że w moim wieku nie mogę palić papierosów, a już na pewno nie w takiej ilości.

Kiedyś, gdy była w małżeństwie z Hansem, paliła papierosy raz na jakiś czas, ale tylko z powodu panującej mody. Od momentu śmierci męża nie zapaliła ponownie. W tamtym okresie oszczędzała na wszystkim, na czym mogła zaoszczędzić. Nie stać jej było na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, a co dopiero na przyjemności.

– Jakie pani ma papierosy?

– Przyznaję się. – Czuła się złapana, kiedy zapytał o papierosy. – Raz skorzystałam z promocji i kupiłam papierosy w Moskwie. – Wyciągnęła paczkę z kieszeni. – Teraz już wiem, że promocja w Rosji zawsze kryje drugie dno.

Spojrzał z niesmakiem na papierosy. Tylko produkty niemieckie były najlepsze i wszystko, co pochodziło z innych krajów, z góry traktował jako gorsze. Nie pytając Joannę o zgodę, wyrzucił całą paczkę do kosza.

– Za rosyjskimi promocjami zawsze się kryje drugie dno. Proszę na przyszłość o tym pamiętać, pani Kenig.

Nie była wściekła, że ten wyrzucił jej papierosy. Szukała możliwości pozbycia się ich i dzięki Bairichowi się jej to udało. Od strony wejścia na plac ćwiczebny zmierzało w ich stronę trzech żołnierzy. Byli to ludzie Palucha, co wywołało szok u Joanny. – Czemu żeś ich odegnał? – chciała go zapytać. Pytanie to będzie jej towarzyszyć, póki nie załatwią zadania.

Natomiast Bairich, widząc zbliżających się żołnierzy, chciał ich rozszarpać. Wydał im konkretny rozkaz, a oni nie zamierzali go słuchać.

– Czy wam się w głowach poprzewracało?! – Wściekły ton Bairicha wybił im z głowy informację, którą chcieli mu przekazać. – No słucham? Za kiblami zatęskniliście?

– Potrzebny jest pan w arsenale – bąknął jeden z nich.

– Słucham?!

– Musi pan to zobaczyć. Na strzelnicy liczba naboi się nie zgadza. – W następnym pojawiła się odwaga.

– Naprawdę z taką głupotą do mnie przychodzicie? Kaprala nigdzie nie ma?!

– On nas odesłał do pana. Kazano nam panu od razu zameldować, że liczba zebranych łusek w strzelnicy jest za mała w stosunku do liczby odnotowanych strzałów.

Wyjątkowo rzadko zdarzyło się, że liczba zebranych łusek w strzelnicy była za duża w stosunku do liczby zapisanych wystrzałów. Zazwyczaj był to błąd w zapisie. Innego wypadku jeszcze nie odnotowano i Bairich sam zaczął się zastanawiać.

– Błąd w zapisie?

– Spytaliśmy kaprala i był pewny swoich zapisków.

Sprawa była poważna. W niemieckiej armii nie można dopuścić do takich zaniedbań w kwestii dokumentacji zużycia amunicji. Jeśli rzeczywiście wszystko się zgadza, to wygląda to na kradzież amunicji, a wobec tego nie można przejść obojętnie. Postanowił natychmiast to sprawdzić, lecz nie chciał zostawić pani Kenig samej.

– Zostańcie z nią tutaj, idę do arsenału. – Następnie zniknął w jednym z wielu korytarzy. Joanna wyprostowała się i wszelkie objawy niedomagania przeszły na pstryknięcie palca.

– Co tu robicie?! – Pytanie to powinna zadać Paluchowi, ale z wściekłości chciała się wyżyć na pierwszym napotkanym żołnierzu. – Dlaczego nie kopiujecie pisma Bairicha?

– No właśnie Paluch nas tu przysłał. Kazał nam przekazać, że musi pani na dłużej zająć pana sierżanta, bo porucznik musiał się udać do drukarni.

Słucham? Czy on kiedykolwiek wykona rozkaz tak jak należy? – Wartecka nie dowierzała w to, co usłyszała. Paluch po raz kolejny złamał rozkaz i jest zmuszona naprawiać jego pomyłkę.

– Czy chociaż podał powód, dlaczego ja mam teraz naprawiać tę jego wizytę w drukarni.

– Powiedział, że pismo jest zbyt piękne, aby je podrobić. Dlatego udał się tam, żeby stworzyć szablony do podrabiania.

Joanna nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Ryzykuje zdemaskowanie, żeby spełnić widzi mi się Palucha. Nie ustalił z nią tej wersji i teraz ona musi nadstawiać za niego karku. Żałowała, że powstrzymała Wierzejewskiego przed tym, aby go porządnie stłukł, gdy o mały włos nie wydał ich podczas przyjęcia w zamku cesarskim.

– Przekażcie, że osobiście nakopię mu do dupy, gdy go dorwę w swoje ręce. Dodajcie jeszcze, że ma znaleźć sposób, w jaki ja zwrócę niezauważenie zeszyt pana sierżanta. A teraz znikać stąd, bo muszę wymyślić, jak się nim zająć.

 

Okazało się, że Bairich kupił swój zeszyt w stolicy Wielkopolski. Taki sam Paluch nabył w jednym ze sklepów papierniczych. Fortuna również się do nich uśmiechnęła przy tworzeniu szablonu pisma sierżanta. Drukarnia stworzyła go w ciągu dwóch godzin i teraz trzeba zwrócić zeszyt prawowitemu właścicielowi. Wraz z Paluchem szedł żołnierz z jego oddziału.

– Myśli pan, że wciąż jest z sierżantem?

Paluch nie myślał, był wręcz przekonany, że Wartecka do teraz odwraca głowę pana sierżanta od zeszytu. Zdawał sobie sprawę, że ma u niej dług do spłacenia, ale skoro jego pismo jest tak nietypowo staranne, to jego kopia również nie może mieć żadnej skazy.

– Jeden z naszych wciąż śledzi Wartecką i Bairicha? – upewnił się odnośnie do oczywistej kwestii. – Czy przekazał jakieś informacje?

Pokręcił głową. Dlatego tak szybko, jak tylko mógł, udał się do Cytadeli. Od momentu dezercji miał wrażenie, że jest czarną owcą, gdy przebywa w armii niemieckiej. Wrogowie chcą go dorwać i ukarać za dezercję z armii, a mimo to jest na ich widoku, gdy uczestniczy w obradach rady wojskowej w Poznaniu.

Najciemniej pod latarnią – zażartował w myślach.

Wchodzili do obiektu wojskowego. Wielu z żołnierzy wciąż wykonywało rutynowe czynności. Wśród nich wypatrywał swoich ludzi, których szybko odnalazł, gdy czyścili mausery. Skinął im głową, na co oni podbiegli do niego.

– Jak tam Wartecka? – spytał, gdy mrok tunelu zasłonił ich przed spojrzeniem ciekawskich oczu.

– Wciąż przebywa z Bairichem. Skorzystali z usług doktora urzędującego w jednostce wojskowej. Pani Joanna niczym lew broni się, by nie pójść do szpitala, ale napotyka na silny opór doktora i sierżanta. W końcu im ulegnie.

– Zatem uwolnijmy ją od tego kata.

Poprowadzili go do wojskowego szpitala. Leżała w sali, gdzie przyjmowano wielu pacjentów z drobnymi urazami. Sala była odgrodzona oknami, przez co mogli obserwować jej… grę aktorską. Porucznik był pod wrażeniem tego, jak bardzo owładnęła emocjami sierżanta. Zaczepiła na nim sznurki i kieruje nim jak marionetką. Czas już puścić te sznurki.

– Poszedłbym tam, ale ten szkierb jest wyjątkowo cięty na mnie. Dlatego ktoś z was musi podrzucić zeszyt do jej torby. – Wybrał przypadkowego ochotnika. – Obok łóżka jest jej torebka. Musisz do niej włożyć ten zeszyt, tylko Bairich ma się w niczym nie połapać! – Ochotnik kiwnął głową, potem kazał się odwrócić żołnierzowi i zasadził mu lekkiego kopa w zadek. – To na szczęście.

Choć minęła chwila od momentu, gdy przekazał mu rozkaz, żołnierz wykazał się kreatywnością. Wszedł i pobiegł zmartwiony do panny Warteckiej. Mdlejąca Joanna pogoniła go ręką, co Bairich potraktował jak rozkaz, wziął go za mundur i wyrzucił z sali. Paluch i jego oddział schowali się w jednym z korytarzy. Wyszli do wyrzuconego, gdy Bairich wrócił do pani Kenig.

– I co? – zainteresował się Paluch.

– Zadanie wykonane. Fajnie było wkurzyć szkierba.

 

Joanna wciąż była wściekła na Palucha. Jeśli ktoś musi w czymkolwiek nawalić, to w ciemno można stawiać na porucznika. Zwrócił jej zeszyt i Joanna mogła kończyć swoją grę.

– Może wstanę, bo czuję się już znacznie lepiej.

– Jest pani pewna? Przed chwilą chciałem panią skierować do specjalistycznego oddziału w Berlinie.

I co jeszcze? – ironizowała w myślach. Wybrałaby każde miejsce na ziemi, byle nie Berlin.

– Dziękuję, że pan się o mnie martwi, ale już mi lepiej. To chyba chwilowe zasłabnięcie.

-Skoro jest pani tak pewna swojego zdrowia, to może wrócimy do przerwanej rozmowy z gubernatorem.

Zgodziła się, choć w duszy zrobiła to niechętnie. Gdy lekarz chciał zaprotestować, Bairich tylko ostro zrugał go wzrokiem. Lekarze nie mają wiele do powiedzenia w porównaniu z odgórnym rozkazem dowódcy, nawet gdy kwestia tyczy się zdrowia. Wróciła razem z Bairichem do pokoju gubernatora, który wciąż na nich czekał. Zastanawiała, czy gubernator ma jakiekolwiek zadania w jednostce, skoro wiecznie przebywa w swoim pokoju.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x