fb Rozdział XV: W drodze do wolności część 3 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XV: W drodze do wolności część 3

12 grudnia 2019
Pobierz w formacie PDF

10 grudnia 1918 roku, tymczasowe mieszkanie Bairicha, Poznań

 

Pozostała jeszcze ostatnia część planu. Należało podrzucić notatnik z listą osób sierżantowi. Od wczorajszego poranka do dzisiejszego późnego wieczoru wszyscy w Polskiej Organizacji Wojskowej pracowali bez wytchnienia. Wierzejewski, Paluch, Lange, Andrzejewski, Wartecka i Weronika praktycznie nie oderwali oczu od zeszytu. Każdy z nich posiadał szablon, który przygotowała drukarnia na zlecenie Palucha.

Pierwszą stronę notatnika pozostawili z niemiecką listą, pozostałe wypełnili Polacy. Jeśli Bairich przekaże tę listę do dowództwa w Berlinie, to za kilka dni można się spodziewać armii utworzonej przez Niemców, a składającej się z Polaków. Jeśli nikt się nie połapie w przekręcie, to będzie to jedna z najbardziej szalonych i brawurowych akcji w dziejach polskiego podziemia. Polską armię będzie utrzymywał Reichstag. Nie ma większego ciosu dla potęgi Niemiec.

Zadania podrzucenia mu zeszytu podjęła się Wiktoria. Uparła się i nawet protest Joanny nie zadziałał. Od pewnego czasu czuła się niepotrzebna Polskiej Organizacji Wojskowej, choć nie miała ku temu żadnych przesłanek. Jego członkowie liczyli się ze zdaniem Wiktorii i gdy misja wydawała się niewykonalna, wystarczył jeden jej sprzeciw i wszystko należało planować od nowa.

Ale teraz mogła pokazać, że jest nie tylko dobrą informatorką, ale również i szpiegiem, a tą akcją tylko ich utwierdzi w tym przekonaniu. Wiedziała, że sierżant nie rozstaje się ze swoim zeszytem, jednak jest łudząco podobny do nowego, więc nie ma szans, by odkryć przekręt.

Mieszkał w dzielnicy cesarskiej, w jednej z kamienic w pobliżu poczty głównej. Po zwalczeniu ostatnich wątpliwości weszła do środka i zapukała do drzwi mieszkania. Po chwili otworzył jej, a stan, w jakim ją przywitał, wywołał w Wiktorii zdziwienie połączone z zaskoczeniem. Miał na sobie ciemny frak, który musiał zakładać na rzadkie i wyjątkowe okazje.

– Spodziewałam się, że przywita mnie pan w mundurze. – Było to dla niej nietypowe, że pan Bairich rozstał się ze swoim wojskowym odzieniem.

– Całe życie poświęciłem mundurowi, więc czasami można z niego zrezygnować. – Spojrzał taksująco na Wiktorię. – Zwłaszcza że pani również wygląda czarująco.

Nic czarującego na siebie nie założyłam – pomyślała o swojej długiej czarno-białej sukni, do której włożyła białe buty na obcasie. Nie były praktyczne ze względu na mróz panujący na zewnątrz, ale zrobiły wrażenie na niemieckim mundurowym.

Zgodziła się na kolację z panem Bairichem tylko z powodu misji i jeśli ją wypełni, nie zamierza marnować czasu w jego towarzystwie.

– Proszę pozwolić sobie pomóc. – Pozwoliła mu zdjąć z siebie płaszcz, weszła w głąb mieszkania i zauważyła… zeszyt leżący na nocnym stoliczku przy łóżku. Rzeczywiście się z nim nie rozstawał.

Zaprosił ją do przestronnego pokoju, gdzie przygotował romantyczną kolację we dwoje. Błagała w myślach, żeby zamiast niego pojawił się Krzysiek, ale ten jeszcze przez dwa tygodnie będzie w Londynie. Przynajmniej tak wynikało z listu, który tydzień temu od niego otrzymała.

Usiadła do stołu, a sierżant nalał jej półwytrawne wino. Nie wymagała od żołnierza znajomości zasad kulinarnych, ale to, że wino wytrawne podaje się po posiłku, to już powinien wiedzieć.

– Dziękuję, panno Weroniko, za przyjęcie mego zaproszenia. Wiem, że ostatnio traktowałem panią jak zwykłą służącą, za co chciałem serdecznie przeprosić.

Wszystkich Polaków traktujesz jak służących, więc czemu ich nie zaprosiłeś na kolację? Ach, zapomniałam, oni są Polakami, a we mnie widzisz Niemkę – pomyślała z niechęcią. Jej ostatnie dni pracy w Cytadeli to był koszmar, już wolała pracować u byłego burmistrza Poznania – Ernsta Wilmsa. On przynajmniej nie słał pod jej adresem bluzgów. Bairich natomiast, gdy popełniła choćby minimalny błąd, traktował ją obelżywie i wyzywał od panien lekkich obyczajów. W jej mniemaniu traktował ją jak prostytutkę, która czekała na niego pod latarnią lub stała u wejścia do nocnego klubu. Nadal była na niego zdenerwowana, choć powód jej złości nie wynikał ze sposobu, w jaki ją traktował.

– Przeprosiny przyjęte. – Skoro ją wywyższył, to nie zamierzała sama się uniżać. – Traktował pan mnie jak zwykłą ladacznicę, więc ciężko mi było przyjąć pana zaproszenie.

– Dlatego wiedziałem, że samo słowo przepraszam nie wystarczy. Mam nadzieję, że ta kolacja będzie nowym początkiem naszej znajomości.

Stuknęli się kieliszkami i upili nieco wina. Odłożyła je, a w tym czasie Bairich poszedł do kuchni. Dochodziły z niej zapachy dań sporządzonych z kurczaka i ryby, do których dołączył zasmażaną kapustę. Poprosił ją, żeby poczekała cierpliwie. Zgodziła się, choć na nic nie chciała czekać. Ściągnęła buty i zmierzała w stronę sypialni sierżanta. Notes miała przy sobie, a torebkę powiesiła na wieszaku.

Zerknęła na Bairicha, który przygotowywał kolację. Był tak zaabsorbowany nakładaniem dań na talerze, że chyba nawet telefon ze sztabu nie wyrwałby go z tej czynności. Wiktoria uznała to za swoją szansę. Po cichu udała się do sypialni sierżanta i tuż u jego progu ujrzała notatnik leżący na szafce nocnej. Jej serce waliło jak oszalałe. Starała się uspokoić, ale nic jej nie pomagało. Czuła na sobie presję wynikającą z ewentualnej porażki. Jeśli złapałby ją na gorącym uczynku, wtedy z marszu trafiłaby pod pluton egzekucyjny.

Dodała sobie otuchy w myślach i weszła do pokoju. Podmieniła notatniki i zmierzała do wyjścia z pokoju. Wychyliła głowę zza framugi drzwi i jej oczy zauważyły Bairicha niosącego talerze.

– Panno Weroniko? – Schowała się z powrotem w pokoju i wyszła z niego jak tupot stóp Bairicha poprowadził go do stołu. Teraz nie miała innego wyjścia, musiała wyjść i schować notatnik do torebki. Nim Niemiec położył talerze na stół, Wiktoria podeszła do swojej torebki. Ręce jej się trzęsły, przez co walczyła z otwarciem torebki.

Bairich położył talerze na stole, a dla Weroniki był to dźwięk porównywalny z uderzeniem młotka sędziowskiego po wydaniu wyroku sądowego. Nie panowała nad reakcją swoich rąk i wściekała się, że nawet otwarcie torebki to czynność przekraczająca jej możliwości. Żołnierz zmierzał ku niej. Widziała cień, który z każdym krokiem stawał się coraz większy. Udało jej się otworzyć torebkę i szybko wrzuciła notatnik.

– Pani Weroniko, już pani wychodzi? – spytał się, gdy spostrzegł Wiktorię przy wieszaku. Jego zdziwienie na twarzy pozwoliło jej sądzić, iż nie dostrzegł jej zestresowania.

– Nie, absolutnie! – Jej instynkt wypuścił te słowa. Patrzyła na Larsa niczym przestraszona dziewczynka, która została złapana przez rodziców na przewinieniu. – Podeszłam do torebki, bo szukałam… – nerwy odebrały jej potencjalne wytłumaczenia.

– Może pomóc? – wyciągnął pomocną rękę, która zbliżała się do niej.

– Nie! – Ze strachu krzyknęła na cały głos, a Bairich się zatrzymał, pozwalając sobie na zdziwione spojrzenie skierowane w stronę gościa. Odpowiedź nasunęła jej się, gdy w trakcie chaotycznego szukania w torebce, znalazła jedną rzecz. – Już znalazłam. – Wyciągnęła ją i pokazała niczym trofeum zdobyte po ciężkiej walce.

– Szminka do ust? Nie potrzebuje jej pani.

– To panu się tak wydaje. Jeśli chodzi o wygląd, to my kobiety lepiej wiemy, co nam jest potrzebne i kiedy. – Wróciła do swojego naturalnego środowiska, w którym czuła się jak ryba w wodzie. Wiedziała, jak powinna mu odpowiedzieć. – Myślałam, że zdążę, nim przygotuje pan dania, lecz zapomniałam, że jest pan wojskowym i to dość dobrze wyćwiczonym.

– Nie zaprzeczam, ale po co pani chciała malować usta przed posiłkiem?

Zwykły komplement nie wystarczył Bairichowi. Wpadła w pułapkę swojego usprawiedliwienia. Jako kobieta dbająca o wygląd powinna wiedzieć, że szminki używa się po posiłku. Pomijając już fakt, że powinna z niej skorzystać tuż przed wejściem do mieszkania żołnierza. Została złapana w sieć przez Bairicha i musiała znaleźć sposób, jak z niej wyjść.

– Faktycznie, sama nie rozumiem, po co chciałam się umalować tuż przed jedzeniem. – Postanowiła liczyć na uprzejmość i łaskawość Niemca, jeśli podbuduje jego ego. – Jestem zestresowana, bo już dawno nikt mnie nie zaprosił do swojego domu na kolację i nie chciałam wykazać się złymi manierami, lecz widzę, że już to zrobiłam.

– Nie jestem potworem i wygląda pani zjawiskowo bez tej szminki. Zapraszam do stołu, bo czeka tam na nas posiłek, połączenie kaczki z łososiem wraz z kapustą zasmażaną.

Choć żołnierz przyjął tłumaczenia, to jej ręce wciąż się trzęsły. Odłożyła torebkę na wieszak i zgodnie z jego zaleceniem udała się do stołu. Ponownie pomógł jej zasiąść do stołu. Nawet gdyby potrawa była przygotowana przez profesjonalnego kucharza, to i tak Wiktoria nie dałaby rady przełknąć ani jednego kęsa. Wnętrzności podchodziły jej do gardła i nawet wino nie smakowało tak jak zazwyczaj.

– Na pewno nic się pani nie stało, pani Weroniko? – martwił się mundurowy. – Mam wrażenie, jakby nie czuła się pani najlepiej.

– Dziękuję za troskę, ale nic mi nie jest. – Miała problem, żeby okłamać samą siebie, a co dopiero Bairicha, który spoglądał na nią przejętym wzrokiem. Świadomość, że ma przy sobie dowód skazujący ją na rozstrzelanie, wywoływał w niej nerwowe reakcje. Próbowała się uspokoić, ale nic nie pomagało. Zaczęła spożywać danie przygotowane przez żołnierza i choć smakowało jej, to miała problem z przełykaniem kolejnych kęsów.

Przez chwilę panowała niezręczna atmosfera. Obydwoje czuli się nietypowo w swoim towarzystwie.

– Mam wrażenie, że obawia się pani przebywania w pobliżu mnie.

– Absolutnie. – Każde słowo Bairicha traktowała jak rozkaz wydania ją na śmierć. Nawet troska Bairicha nie pomogła jej się opanować, a wręcz jeszcze bardziej ją pogrążała w jej pesymistycznych wizjach. Zakładała, że jest to wstęp do oskarżenia. Podniosła kielich do góry, próbując zachowywać się normalnie. – Za spotkanie.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x