fb Rozdział XVI: W drodze do wolności – część 1 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XVI: W drodze do wolności – część 1

19 grudnia 2019
Pobierz w formacie PDF

30 grudnia 1918 roku, Zdziechowa

 

Choć oficjalnie dowodzenie nad oddziałami miał sierżant Teofil Bojanowski, to w trakcie ustalania szczegółów związanych z odbiciem wsi cenił pojawiające się uwagi, w tym także te, którymi podzielili się Wartecki oraz Jacobson. Na tej podstawie ustalili, że otoczą wieś z dwóch stron. Sierżant Bojanowski oraz kapral Wartecki atakowali od południa, natomiast doktor z oddziałem kawalerzystów miał odciąć drogę ucieczki Niemcom do Łopienna. Sygnałem do ataku kawalerii miał być wybuch granatu rzuconego przez Warteckiego lub odgłos strzelaniny dochodzący z południa.

Panował już mrok, więc rozeszli się do swoich zadań. Krzysiek schował do płaszcza kilka magazynków oraz dwa granaty i razem z sierżantem ruszyli na Zdziechową. Dysponowali trzydziestoma żołnierzami, którzy byli uzbrojeni w mausery. Młodzieniec sądził, że będą się rzucać w oczy z daleka, ale w nocy miał problem z dostrzeżeniem nawet swoich towarzyszy, więc co dopiero Niemcy w samej miejscowości.

W południowej części wsi gęsto rosły drzewa, toteż stanowiły dodatkową zasłonę do wykorzystania. Kapral oraz sierżant wyostrzyli swoje zmysły na wszelkie doznania. Słyszeli odgłos kroków w śniegu, czuli przeszywający chłodny wiatr, który momentami cichnął, aby znów zaatakować powstańców. Nie zauważyli żadnych szkierbów, lecz mimo to czołgali się po ziemi i szybko zasypywali się śniegiem, którego było pod dostatkiem.

– Stać! – rozkazał sierżant, gdy pojawił się dźwięk niespowodowany przez naturę. Do oddziału dochodził odgłos gniecionego śniegu. Krzysiek wyjrzał spod zaspy i zauważył dwóch spacerujących Niemców, którzy niczego się nie spodziewali. Wyciągnął mausera i chciał go przeładować.

– Chowaj to! – Wartecki nie rozumiał, czemu sierżant nie chce walczyć. – Dojdźmy do wsi, a nie rozpętujmy burzy tuż przed nią. – Zawiesił broń przez ramię.

Gdy oddział przeszedł, Bojanowski ruszył dalej, a wraz z nim pozostali. Wartecki robił wszystko, aby strącić z siebie choć trochę śniegu, który wchodząc pod płaszcz, topniał i nienaturalnie go wykręcał. Nawet przeciekające rękawiczki nie przeszkadzały mu tak bardzo, jak śnieg wchodzący pod płaszcz. Po części, dzięki białym płatkom jego zmysły pozostawały wyostrzone, więc mógł dostrzec niebezpieczeństwo.

– Panie sierżancie, niech pan spojrzy.

Teofil spojrzał w kierunku wskazanym przez Krzyśka i zauważył kolejnych dwóch żołnierzy czuwających przy lekkim karabinie maszynowym.

– Weź kilku ludzi, idź bliżej, a ja wezmę ich z dalszej strony. – Potem zawołał jednego z żołnierzy i rzucił mu coś na kształt piszczałki. – Jeśli pojawią się jakieś dodatkowe szkierby, dmuchnij do ustnika.

– Mamy ich zaalarmować tym czymś?

– Wątpię, by wiedzieli, co to jest – uspokoił go i wraz z Krzyśkiem ruszyli pod stanowisko z maximem.

Warteckiemu ręce zaczynały odpadać z zimna. Czuł, że zamiast palców ma sople, które są elastyczne. Do śniegu wewnątrz płaszcza już się przyzwyczaił, lecz do lodowatych palców nie mógł się przekonać.

Przeczołgał się niepostrzeżenie z kilkoma żołnierzami pod stanowisko z karabinem. Za nim znajdowało się kilka drzew, które w nocy mogły stanowić zasłonę przed Niemcami. Miał widok na Bojanowskiego, który też znalazł się tuż przy wrogach. Wartecki ściągnął z siebie mausera i już chciał zaatakować Niemców, lecz sierżant niewerbalnie pokazał mu, że ma schować karabin i nie strzelać. Młodzieniec zrozumiał przekaz, ale pokazał mu, że chce ich ogłuszyć kolbą karabinu. Bojanowski uznał to za dobre rozwiązanie i też chwycił karabin tyłem do przodu.

Niemcy nawet nie podejrzewali, że cokolwiek im grozi. Rozmawiali ze sobą na radosne tematy. Tylko przez wgląd na służbę marzli na polu i nawet kilka papierosów nie zdołało ich ogrzać. Po chwilowej dyskusji poczuli silne uderzenie w głowę, które było sygnałem dla nóg, że mają przestać ich podtrzymywać. Bezwładnie upadli na ziemię.

Krzysiek machnął na pozostałych, że mogą się zbliżyć do karabinu. Oni uznali to za rozkaz do wstania i przebiegnięcia dystansu. Widząc, co wyprawiają, miał ochotę ich rozszarpać, lecz jeszcze bardziej interesowało go, czy ktoś ich nie zauważył. Pierwszym, którzy dolecieli, natychmiast rozkazał upaść na glebę i chować się przed wzrokiem Niemców. Cały oddział rozmieścił się wśród kilku drzew. Bojanowskim z Warteckim obserwowali okolicę.

– Prawdopodobnie część z nich chowa się przy szkole – dostrzegł sierżant.

– Zważywszy na to, że tylko tam się świeci, jest to możliwe.

– Mamy karabin i kilka taśm, możemy się tam rozlokować i czekać na ich atak. – Kilku żołnierzy przeznaczył do niesienie karabinu i pocisków do niego.

Wartecki uznał to za rozkaz i jako pierwszy ruszył w stronę szkoły. Bojanowski szedł tuż za nim, później cały oddział, a na końcu szli operatorzy broni. Zaczęły się pojawiać pierwsze zabudowania, toteż nie musieli się czołgać. Liczył się odpowiedni moment, by ruszyć pod następny z domów. Każdy z nich przyklejał się do ściany i nie odsuwał od niej bez jednoznacznego rozkazu.

Przez główną ulicę przechodziło kilku szkierbów patrolujących okolicę. Wyglądali jak dzieci we mgle, które nie chciały się w niej znaleźć. Nawet ich dowódcy nie wiedzieli, po co kazano im tu przybyć. Niemiecka armia zmieniła się z zorganizowanej, niczym szwajcarski zegarek, na zbieraninę przypadkowych ludzi. Choć Grenzschutz była organizacją paramilitarną, to rozkład ich dnia był podobny do grafiku prawdziwych żołnierzy. Jednak nie przypominali już armii, która siała postrach na całym świecie.

Gdy żołnierze przeszli, Bojanowski rozkazał im przebiec pod następne gospodarstwo, z którego prowadziła prosta droga do szkoły. Schowali się w stodole, do której nie dochodził mróz. Otrzepali się ze śniegu, co przyniosło ulgę Krzyśkowi. Zwierzęta już spały, ale woleli ich nie budzić.

Biedne, one jako jedyne nie dostrzegają w nich wrogów – pomyślał Wartecki.

– Na mój znak idziemy pod szkołę – zarządził Teofil, który stanął tuż przy wyjściu ze stodoły.

Przy szkole nie było Niemców. Teofil przyjął, że dowództwo ze Zdziechowej zakładało zmasowany atak wojsk, a nie infiltrację kilku oddziałów. Stąd tyle karabinów maszynowych oraz ludzi z bronią wokół wsi, a nie w niej. Machnął ręką i wszyscy podbiegli pod mury szkoły. Teofil oraz Krzysiek stali tuż u jej wejścia.

– Budynek trzeba zająć z zaskoczenia – powiedział Bojanowski bardziej do siebie niż do Warteckiego.

Młody kapral poczekał, aż operatorzy karabinu dobiegną do pozostałych i gdy byli już razem z nimi, odbezpieczył granat, otworzył drzwi i rzucił go do środka, nim Bojanowski zdążył zareagować. Natychmiast zamknął drzwi i przeładował mausera.

Huk granatu był głośniejszy niż zniszczenia, które mógł spowodować.

– Teraz, panowie, przejmujemy budynek.

Jako pierwszy wbiegł do budynku, a tuż za nim Bojanowski. Krzysiek i kilku żołnierzy weszli do pierwszego lepszego pokoju, gdzie siedziało trzech dowódców, którzy podnieśli ręce do góry. Kazał dwóm żołnierzom wyprowadzić ich z pomieszczenia i zostawić w głównym holu do momentu, aż nie postanowią, co z nimi dalej zrobić. Z trzecim pobiegł do kolejnego pokoju, gdzie stali wojskowi wybudzeni ze snu. Nie zdążyli założyć munduru, a ich twarze były zaspane. Widząc mausery skierowane w ich stronę, upadli na kolana z rękami do góry. To był ostatni pokój w tym korytarzu.

– Każ im się ubrać, przeszukaj i dołącz do tamtych.

Pobiegł z powrotem na korytarz i tam do trzech oficerów dołączyło dwudziestu kilku żołnierzy, ale to wciąż nie byli wszyscy. Wrogowie nadal schodzili z piętra. Wszyscy siedzieli z rękami założonymi za głowę, Warteckiemu nie przeszkadzało to w użyciu pierwszego lepszego  karabinu. Powstrzymał go Bojanowski.

– Kapralu, mamy ważniejsze sprawy na głowie niż linczowanie ich. Sugeruję przygotować obronę, bo szkierby na pewno szykują się do ataku.

Poważny ton sierżanta wyrwał go z żądzy zemsty. Przykazał mu zabezpieczyć drugie skrzydło budynku kilkoma żołnierzami, kiedy on weźmie operatorów karabinu i kilku żołnierzy, i ustawi się po przeciwnej stronie szkoły, tej bliższej dworu Wendorffa, gdzie przebywali pozostali dowódcy.

Nieprzydzieleni żołnierze pilnowali zakładników. Krzysiek obawiał się, czy nie jest ich za mało w stosunku do liczby jeńców. Jednakże po chwili dostrzegł w nich strach, który odebrał im trzeźwy osąd. Uspokojony wypełnił polecenie Bojanowskiego. Ustawił po trzech żołnierzy przy oknach. On sam stanął przy tym najbliżej sierżanta.

Wychylił się zza okna i zauważył, że Niemcy przypuszczają atak na budynek.

– Strzelać! – wydał polecenie i sam oddał pierwszy chybiony strzał. Niemiec schował się za murkiem. Za nim leciało kilku następnych żołnierzy. Wartecki przeładowywał karabin, a jego żołnierze odpowiedzieli ogniem w ich stronę.

Niemieccy żołnierze nie pozostali bierni. Otworzyli ogień, lecz ich pociski trafiały w głąb pomieszczenia, niszcząc po drodze szybę, której odłamki spadły na żołnierza ustawionego tuż przy oknie. Kapral przeładował karabin i poczekał na żołnierza, który był najbliżej budynku. Czekał cierpliwie, aż się wychyli. Gdy to zrobił, nacisnął spust. Trafił go w ramię, ucieszył się ze zniwelowania celu, ale dostrzegł kilku, którzy biegną mu z pomocą.

– Załatwcie tych, którzy chcą pomóc temu przy murku.

Ogień został skierowany na nich. Żaden pocisk nie trafił, lecz wystarczyły, aby Niemcy zawrócili na bezpieczną odległość. Wartecki zdawał sobie sprawę, że długo w ten sposób, się nie utrzymają. Za chwilę Niemcy skierują wszystkie karabiny na nich, a wtedy przedziurawią szkołę ciężkimi maximami, a ich razem z nią.

– Damy radę tam rzucić granatem?

– Dorzucimy. – Jeden z żołnierzy wychylił się zza okna. – Ale nie widzę sensu.

– Wystarczy, że ja widzę. – Rzucił mu granat. – Przerwać ogień.

Od strony powstańców nikt nie strzelał, natomiast Niemcy usilnie próbowali przebić się przez ściany pociskami z mauserów. Tylko Wartecki ostrożnie wyglądał zza ściany.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x