fb Rozdział XVII: W drodze do wolności – część 1 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XVII: W drodze do wolności – część 1

2 stycznia 2020
Pobierz w formacie PDF

Cytadela, Poznań 15 grudnia 1918 roku

Aler von Hahn miał przeświadczenie, że Poznań chyli się ku upadkowi. Świadomość ta potęgowała w nim przeczucie, że nastały ostatnie dni jego panowania na stanowisku gubernatora Poznania. Wszystkie sprawy w mieście przestały mieć dla niego znaczenie. Po co cokolwiek robić, skoro i tak wcześniej czy później Polacy wygnają go z Poznania i z całej Wielkopolski?

– Panie gubernatorze, miał pan rację. – W przeciwieństwie do Alera, Bairich wciąż wykazywał bojową postawę i choć sytuacja w Poznaniu stawała się krytyczna, on nie przestał działać. Gdyby z takich żołnierzy, jak Lars składała się cała armia niemiecka, nie przegraliby Wielkiej Wojny. Informacje przekazywane przez sierżanta do tej pory wpadały mu jednym uchem, a wypadały drugim. – Jest zdrajczynią. Grała nam na nosie przez cały czas, aż nie chcę wiedzieć, jakie informacje od nas zdobyła.

– Takie, że pogrążą nas wszystkich – sprecyzował Aler. Wyciągnął papierosa i zapalił go przy oknie. Żołnierz dołączył do niego.

– Była bardzo przebiegła. Wcale się nie dziwię, że nasi tracili ogon.

– Teraz to już nie ma żadnego znaczenia.

– Ależ co pan mówi? – poddanie się Alera było nietypowe. Jeszcze kilka dni temu był gotowy do działania, zważywszy na ciężką sytuację w mieście, a teraz chce odpuścić? Co spowodowało zmianę jego decyzji?

– Panie Bairich, nie ukrywajmy już oczywistych faktów. Dopuściliśmy do utraty Poznania i całej Wielkopolski. Teraz to Polacy sprawują władzę nad tymi terenami, a my mamy ją tylko na papierze. Polacy świetnie wykorzystali naszą nieuwagę, bo do pewnych wydarzeń w ogóle nie powinniśmy dopuścić.

Sierżant wiedział, o czym mówił gubernator. Sejm dzielnicowy nie powinien mieć miejsca, zbrojne obsadzenie Polaków w radzie żołnierskiej nie powinno mieć wpływu na jej późniejsze decyzje i należało ją natychmiast rozwiązać. Polacy skorzystali z obecności niemieckich wojskowych na froncie zachodnim. Część z nich walczyła po stronie niemieckiej, byli na utrzymaniu Reichstagu, a mimo to w ostatnim roku wojny wielu z nich zdezerterowało. Wrócili do Polski i rozpoczęli działalność podziemną tak dobrze ukrytą, że do dziś nie wiedział, jacy członkowie w niej uczestniczą.

– Popełniliśmy błędy, ale wychodzimy z nich. Przecież trzy dni temu pokazaliśmy, czyj jest Poznań i nawet Polacy milczeli jak mysz kościelna.

Wspomniał o zwołanym na życzenie gubernatora zjeździe delegatów niemieckich rad ludowych, których kulminacyjnym punktem była demonstracja niemieckiej potęgi w trakcie przemarszu wojsk przez miasto. Akcja miała propagandowy charakter i nikt nie traktował jej poważnie. Chcieli uzmysłowić Polakom, do jakiego kraju przynależy prowincja poznańska.

– Uważa pan, że owacje zgotowane nam przez niemiecką ludność mogą się równać z owacjami Polaków trzeciego, czwartego i piątego grudnia? – Pytanie nie miało odbiorcy, bo Bairich nie chciał go przyjąć. Musiał przyznać rację, że w porównaniu z Polakami ich obrady rad ludowych przypominały nudny bankiet, na którym każdy uczestnik czuje się niezręcznie i chce z niego wyjść. Ludność niemiecka nie miała w sobie tej ikry, którą posiadali Polacy. Nie potrafiła zarażać innych dobrym nastawieniem. Bairich odniósł wrażenie, że Niemcy mają w genach sianie strachu i nawet wtedy, gdy się uśmiechają, to wyglądają sztucznie.

– Więc czas naprawić nasze błędy.

– Jak? – Gubernator wyglądał na pogodzonego z porażką i nawet chęć do działania Bairicha nie zmieniła jego nastawienia. – Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Niestety, panie Bairich, przegraliśmy. To tylko kwestia czasu, kiedy nasza porażka zostanie udokumentowana.

– Jednakże ja postanowiłem naprawić nasz błąd. W końcu trzeba zadać mocniejszy cios polskiemu podziemiu.

 

***

 

Joanna rozmawiała z Wiktorią przy stole w mieszkaniu Warteckiej. Działacze postanowili, że do momentu, aż nie zostanie potwierdzone, czy Paderewski przyjedzie do Poznania, nie rozpoczną żadnych nowych akcji. Oczywiście spotkało się to z niechętnym przyjęciem Palucha.

Od jedenastego grudnia tego roku do poznańskich szkół wprowadzono naukę języka polskiego oraz religię, także prowadzoną w tymże języku. Na ten moment wszyscy działacze Polskiej Organizacji Wojskowej odstawili karabiny i wzięli pióra do ręki. Należało ustalić program nauczania, bo na ten moment każdy z nauczycieli uczy dzieci według swojej znajomości języka. Polska Organizacja Wojskowa chciała usystematyzować program i wprowadzić jednakowe standardy dla wszystkich szkół. Wierzejewski pracował z Korfantym, Paluch z Andrzejewskim, a Lange oraz Joanna z Wiktorią. Skupiały się nad podstawami i zasadami języka polskiego.

– Właśnie spisuję wszystkie normy oraz zasady odmiany czasowników – powiedziała Wiktoria, która korzystała z wielkich słowników, które udało się Joannie wypożyczyć z biblioteki w Poznaniu. Wszelkie zbiory udostępniono jej bez większych problemów. Polacy pracujący w urzędzie rozumieli potrzebę przekazywania języka z pokolenia na pokolenie.

– Dobrze, ja robię to samo, tylko z rzeczownikami.

Nie zapisywały wszystkiego do jednego zeszytu z uwagi na bezpieczeństwo. Jeśli całość dostałaby się w ręce Niemców, mogliby się nauczyć korzystać z ich języka, a wtedy łatwiej by im było szerzyć wśród nich dezinformację. Spisywali wszystko na wielu kartkach, które, nawet jeśli zgubią, to i tak nie pomogą Niemcom.

Pracowały od rana do wieczora i na przerwy nie przeznaczały zbyt dużo czasu. Zbliżała się szósta, więc Joanna uznała to za odpowiedni czas, by na dziś zakończyć pracę.

– Odwaliłyśmy kawał dobrej roboty, Wiktoria, na dziś wystarczy.

Pozbierały kartki do teczki i odłożyły do szafki. Wiktoria ubrała się, pożegnała się z matką jej ukochanego i opuściła mieszkanie. Joanna wróciła do swojego ulubionego zajęcia w zimowe wieczory. Czytała książki Henryka Sienkiewicza, a ostatnio spodobały jej się przygody Stanisława Tarkowskiego i Nel Rawlinson. Ich perypetie porównywała do swojego syna i Wiktorii. Choć książka została wydana kilka lat temu, także teraz cieszyła się dużą popularnością w polskich rodzinach.

Jej pobyt w klimacie prażącego słońca Sahary przerwało nagłe wtargnięcie kogoś do mieszkania. Wyrwało ją to z zadumy i momentalnie wybiegła z pokoju. Pierwsza jej myśl dotyczyła Niemców, którzy mogli chcieć przeszukać jej mieszkanie, ale tuż za progiem zobaczyła Wiktorię, która miała problem, aby złapać oddech. W jej oczach był strach, który momentalnie zmroził Joannę.

– Co się stało?

– Szkierby tu idą.

– Pewnie planują kolejne przeszukania – zniechęciła się Joanna.

– Nie tym razem. Za dużo ludzi ze sobą zabrali. Zakładają, że coś tu znajdą.

Wartecką przeraziła myśl o spotkaniu z niemieckimi żołnierzami. Choć wielokrotnie z nimi rozmawiała, to jednak działo się to podczas specjalnie zwołanych bankietów. Nigdy z zaskoczenia. Należało szybko działać, bo jeśli wejdą do środka, to dostaną wszelkie informacje, które udało im się zebrać. Będzie to dla nich kopalnia wiedzy w związku z ich działaniami i to nie tylko edukacyjnymi.

– Zbierz efekty naszej pracy i schowaj do torby. Znajdziesz ją w szafie. Ja sprawdzę, czy nie mam tutaj czegokolwiek kompromitującego Polską Organizacją Wojskową.

Rozeszły się w swoich kierunkach. Joanna natychmiast stworzyła w głowie mapę myśli ukazującą, gdzie mogłaby potencjalnie zostawić informacje o członkach Polskiej Organizacji Wojskowej. Mogła coś zostawić jedynie w sypialni. Sprawdzała wszystkie szafki i jeśli znalazła cokolwiek, co mogło naprowadzić ich na polskie podziemie, wrzucała to na łóżko. Wśród materiałów były skrawki informacji o podejmowanych działaniach, nazwiska działaczy, nawet niewymieniane w kontekście uczestnictwa w akcji i inne informacje, które szkierby mogłyby wykorzystać.

Gdy już zebrała wszelkie informacje, schowała je do torby, gniotąc je tak, by nie przeszkadzały Wiktorii. Wróciła z powrotem do dziewczyny, przekazała jej torbę i kazała natychmiast uciekać.

– A co z panią? Jestem przekonana, że oni idą właśnie po nas.

– Muszę odwrócić ich uwagę, a ty uciekniesz.

– Nie ma mowy, nie zostawię pani! – postanowiła panna Rodnas. – Krzysiek mi nie wybaczy, jeśli pozwolę, żeby coś się pani stało.

– I nic mi się nie stanie. Najważniejsze, żeby nas razem nie zobaczyli, bo wtedy i ciebie powiążą ze mną i z całą Polską Organizacją Wojskową. – Wiktoria była obłożona dwiema torbami, które przerzuciła przez ramię. Pomimo sporej ilości informacji, które zebrały, nie ciążyły one tak bardzo dziewczynie.

Wiktoria kiwnęła głową i razem z Joanną udały się do wyjścia. Zbliżyły się do drzwi. Nie otworzyły ich, pod nimi stał już cały oddział. Wiktoria patrzyła na nie, niczym na pistolet, który został skierowany w jej kierunku i tylko czeka na naciśnięcie spustu.

– Pani Kenig, proszę otworzyć, inaczej będziemy zmuszeni wejść siłą – oznajmił żołnierz zza drzwi.

Joanna natychmiast rozejrzała się po mieszkaniu i dostrzegła okno.

– Mówiłaś, że jako małe dziecko wspinałaś się po drzewach? – Wiktoria potwierdziła, choć głęboko przełknęła ślinę na myśl o ponownym wspinaniu się. Drzewa a budynki to co innego i inaczej się do tego podchodzi. Jej strach dostrzegła Joanna. – Schodź z budynku wtedy, kiedy nie będzie innego wyjścia. Czy to jest jasne?

Kiwnęła głową.

– Ostatnie ostrzeżenie, pani Kenig. Prosimy o natychmiastowe otwarcie drzwi – zagroził żołnierz.

Wypchnęła Wiktorię na gzyms i natychmiast zamknęła za nią okno. Żołnierze niemieccy zaczęli dobijać się do jej drzwi i zaraz by je wyważyli. Przekręciła kluczyk i otworzyła swoim oprawcom. Przed drzwiami znalazło się kilkunastu żołnierzy z Bairichem na czele.

– Pani Kenig, czy jest w środku ktoś jeszcze oprócz pani? Zważywszy na pani sytuację, radzę z nami współpracować i nie pogrążać się.

Pierwszą cechą, z którą nie kojarzyła Bairicha, była rozmowność. Porównywała go do Palucha, który najpierw strzela, a potem zadaje pytania. Nietypowe zachowanie niemieckiego żołnierza mocno zachwiało równowagę emocjonalną Joanny, lecz po chwili pozbierała się i przywdziała pozę urażonej niemieckiej damy.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x