fb Rozdział XVII: W drodze do wolności – część 2 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XVII: W drodze do wolności – część 2

9 stycznia 2020
Pobierz w formacie PDF

Aresztowanie Joanny oglądała przez okno. Była pewna, że żołnierze jeszcze nie opuścili jej mieszkania i zamierzają znaleźć dodatkowe kompromitujące ją dowody. Zdawała sobie sprawę, że wcześniej czy później żołnierze zainteresują się, czy ktoś nie wyszedł przez okno. Wtedy złapią ją z wszelkimi dowodami na działalność Polskiej Organizacji Wojskowej. Nie ma wyjścia, trzeba stąd jakoś zejść – postanowiła, ale nie była przekonana o słuszności swojej decyzji.

Wielokrotnie, będąc małym dzieckiem, wspinała się po drzewach i nawet wejście na wysokie dęby nie stanowiło dla niej wyzwania. Jednakże zawsze wiedziała, jak z nich zejść. Teraz tego nie wiedziała. Po raz pierwszy będzie schodziła z kamienicy i tutaj nie będzie mogła popełnić błędu. Zeszła pod rynnę i spojrzała w dół. Od tego widoku zakręciło się jej w głowie. Nie miała lęku wysokości, lecz poniżej nie było niczego, czego mogłaby się chwycić. Zerknęła na niższe piętra i nawet tam, oprócz parapetów, nie było na czym stanąć. Spojrzała na bok – kamienica obok miała niższy dach.

Powoli krok po kroku zbliżała się w jego stronę. Rozłożyła ręce szeroko i gdy przechylała się w stronę przepaści, to zatrzymywała się i poprawiała swoją postawę. Wiatr nie był jej sprzymierzeńcem, bo wiał w stronę przepaści. Poprawiła swoje torby, aby ściągały ją w stronę dachu. Ostrożnie przeszła na koniec dachu i przysiadła na krawędzi. Chwyciła się jednego końca i zeskoczyła na niższy budynek. Był on dwa metry niższy od kamienicy Warteckiej, więc upadek był miękki.

Rozejrzała się, lecz z dachu nie dało się wejść do środka kamienicy. Zeszła pod sam gzyms i stamtąd na kolejnej kamienicy dostrzegła możliwość zejścia z dachu. Krok po kroku ostrożnie zbliżała się do okna będącego najbliżej dachu.

Nagle poślizgnęła się na dachówce i niewiele brakowało, a spadłaby z dachu. Utrzymała równowagę, lecz dachówka spadała na sam dół. Chwilę później doszedł do niej głośny dźwięk łamiącego się elementu dachu.

 

Do Larsa dobiegł dźwięk upadającego kamienia. Dochodził on z okna mieszkania aresztowanej, toteż momentalnie je otworzył i wyjrzał przez nie. Zauważył na dole zniszczony kawałek budynku, coś na kształt odłupanego kawałka ściany. Spojrzał na bok i wtem dostrzegł… kogoś uciekającego z dwiema torbami. Jakaś kobieta spacerowała po gzymsie, aby zejść z dachu dwie kamienice obok.

– Nigdzie nie uciekniesz! – krzyknął do uciekiniera. Wyciągnął pistolet z kabury i oddał trzy strzały. Jeden trafił w rynnę, drugi w dachówkę, a trzeci w jej torbę. Zobaczył, że uciekinier się obejrzał. – Dwie kamienice obok, obstawić ją! – momentalnie wyszli z mieszkania pani Kenig.

Gdy magazynek się skończył z wściekłością wsunął drugi do broni i ponownie strzelił. Spudłował dwa razy, a nagle dostrzegł, że od strony okna ktoś zamierzał jej pomóc. Wymierzył w stronę pomocnika. Kiedy zbieg był nad przepaścią, oddał strzał, który trafił w ramię pomocnika. Wypuścił ją, a sam schował się wewnątrz budynku. Lars uśmiechnął się, bo szczęście mu sprzyjało. Przeciwnik trzymał się za parapet i nie miał siły wciągnąć się do wnętrza. Wystarczy wycelować i nacisnął spust. Trafił w parapet i odłamki muru poleciały na przeciwnika.

Nagle zjawiło się dwóch mężczyzn, którzy po chwili wciągnęli Wiktorię do środka. Wściekł się i natychmiast zbiegł ze schodów kamienicy.

 

Niemiec nie trafił w nią, lecz wiedziała, że nawet, jeśli ucieknie Niemcom, to ci ludzie zostaną ściągnięci przez wrogów na przesłuchanie. Nie wytrzymają go, zwłaszcza że Bairich słynie z zadawania bólu w trakcie swoich przesłuchań. Była wdzięczna za ich pomoc, ale jednocześnie skazała ich na śmierć.

– Musicie uciekać, zabiją was.

– Niemcom coś mają zrobić? – powiedział najsilniejszy z mężczyzn, który próbował ją złapać. Kopnęła go w krocze i rzuciła się do ucieczki. Drugi z nich momentalnie dobiegł do Polki, lecz po chwilowej szamotaninie odepchnęła go na schody. Mieszkaniec ani drgnął. Kopnięty przez nią Niemiec, trzymając się za krocze, zbiegał za nią.

Puściła się pędem w dół, żeby zdążyć przed Niemcami. Z dołu usłyszała kroki, które jednoznacznie wskazywały, iż ktoś biegnie na górę. Spojrzała przez otwór między schodami i spostrzegła oddział niemiecki wchodzący do kamienicy. Została otoczona. Z dwóch stron zmierzają do niej przeciwnicy w jednym celu, aby ją łapać i wydać Heimatschutz. Zbiegła jeszcze jedno piętro, otworzyła okno i spojrzała na dół. Skok z tej wysokości nie wydawał się niemożliwy. Rzuciła na ziemię torby z dowodami i weszła na parapet. Wnętrzności podchodziły jej do gardła, a nogi zaczęły się trząść.

Żołnierze byli coraz bliżej, podobnie jak niemiecki mieszkaniec. Teraz albo nigdy. Na tę myśl skoczyła z okna. Poczuła nieprzyjemne uderzenie związane z siłą upadku, lecz oprócz tego nic jej nie było. Spojrzała na okno, z którego wystawało już kilka luf skierowanych w jej stronę. Rzuciła się pędem po torby. Pierwszy ze strzałów padł kilkanaście centymetrów od niej, a drugi ugrzązł w ziemi. Założyła torby na ramię i puściła się biegiem, byle dalej od Niemców.

Wybiegła na ulicę, lecz tam czekało już na nią kilku żołnierzy, którzy, widząc ją, wyciągnęli karabiny. Pobiegła w przeciwnym kierunku i szybko schowała się za ścianą. Gdyby czekała kilka sekund dłużej, to zamiast w ścianie, z której teraz odpadał tynk, pociski utkwiłyby w jej głowie. Ściągnęła buty na obcasach i biegła boso, ile tylko miała sił w nogach. Spojrzała za siebie. Teraz już cały oddział niemiecki biegł w jej stronę. Skręciła w jedną z bocznych ulic, potem w następną, aż w końcu przystanęła we wnętrzu jednej z kamienic.

Żołnierze wbiegli na tę ulicę, spodziewając się ją zobaczyć, lecz widok pustej jezdni ich zaskoczył. Przystanęli i próbowali ustalić dalszy przebieg jej ucieczki.

– Wbiegła tutaj! – oznajmił zdezorientowany żołnierz. – Widziałem, jak skręcała w tę ulicę!

Bairich dobiegł po chwili. Nie ganił żołnierza, bo widział to samo, co on, jedynie nie wiedział, z kim miał do czynienia.

– Kimkolwiek jest ta osoba, jest blisko powiązana z panią Kenig.

– Ma pan jakieś podejrzenia?

Nie miał, przynajmniej tak oceniła panna Rodnas, patrząc na reakcję sierżanta. Mógł mieć swoje koncepcje, ale nijak się one miały do rzeczywistości.

– Pani Kenig miała kontakty z całym Poznaniem, więc pewnie i ją gdzieś ukryła. Rozdzielić się i pytać każdego, kto się pojawi.

Następnie jedna część zniknęła na drugim końcu ulicy, a druga wróciła do miejsca, gdzie skręciła. Szerzej otworzyła drzwi i wyszła na ulicę po upewnieniu się, iż Niemcy rozpłynęli się w powietrzu. Wydawało jej się, że pokonała dosłownie kilka budynków, lecz zdziwiona spostrzegła, że to już Jeżyce. Choć Niemcy dali jej możliwość odetchnięcia, to wciąż czuła skutki schodzenia z kamienicy i morderczego biegu.

Wiedziała, że pierwsze, co powinna zrobić, to iść do Polskiej Organizacji Wojskowej i przekazać informację o aresztowaniu Joanny, ale najpierw musiała przejść przez dzielnicę cesarską, w której roiło się od wrogów.

0 0 votes
Article Rating

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x