fb Rozdział XX: W drodze do wolności – część 1 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XX: W drodze do wolności – część 1

6 lutego 2020
Pobierz w formacie PDF

Bielsko, w pobliżu Międzychodu – 2 stycznia 1919 roku

 

Prawdziwe nazwiska wszystkich działaczy Polskiej Organizacji Wojskowej zostały już odtajnione. Teraz nie musi się ukrywać jako Weronika Rodschitz, choć nadal korzystała z tej przykrywki, żeby zdobyć informacje potrzebne dla Polaków. Tylko najwyżsi dowódcy wiedzieli, jak wyglądała, ale oprócz nich, wszyscy traktowali ją jak Niemkę. Zwłaszcza, gdy prezentowała im swój mocno wyćwiczony niemiecki akcent. Wtedy już nie mieli wątpliwości, z kim mają do czynienia.

Jeden z kontaktów Joanny powiedział jej, że ma ważną informację do przekazania, lecz szkierby natychmiast przejęły radiostację w Międzychodzie, gdy tylko dotarły do nich pierwsze wiadomości o rozpoczęciu ataku w Poznaniu. W mieście jeszcze nie nawiązano walki z okupantem. Walki toczyły się za daleko, najpierw należało zdobyć przewagę w pobliżu Poznania. Dopiero potem należy wspomóc dalsze miejscowości.

Podczas gdy w miasteczku trwała walka, pobliska sieć wywiadowcza działała daleko od epicentrum. Wiktoria postanowiła osobiście spotkać się w Bielsku, małej miejscowości pod Międzychodem. Jej kontakt zasugerował, że przyjedzie do niej, ale Wiktoria natychmiast odmówiła skorzystania z takiej opcji. Od momentu wybuchu walk, szkierby stały się podejrzliwe wobec każdego, kto podróżował do Poznania, przeszukiwali już nawet Niemców. Wolała nie prowokować losu.

Wsiadła do pociągu. Podróż minęła jej w nerwowej atmosferze, ponieważ jej myśli kłębiły się wokół ukochanego. Wczoraj, gdy z nim rozmawiała, to dostrzegła, że on nie tylko nienawidzi Niemców. Życzy im jeszcze gorzej. Widziała w nim żądzę zemsty. Część jej potrafiła go zrozumieć, bo jest tylko człowiekiem i wielu zareagowałoby tak samo na wiadomość, którą przekazała mu w trakcie wizyty wielkiego Polaka w stolicy Wielkopolski. Jednakże nie chciała, żeby ta wiadomość uczyniła z niego zbrodniarza. Do teraz ich wczorajsza dyskusja odbijała się echem w jej uszach.

– Nawet nie próbuj mnie powstrzymywać przed zabiciem ich! – Rzadko na nią krzyczał, zazwyczaj był to mocniejszy ton, ale nigdy nie używał krzyku. – Po tym, co mi zrobili, ty ich jeszcze bronisz?!

– Zasługują na karę, zgodzę się, ale zabijanie ich nie jest karą! Tylko morderstwem.

– Masz mnie za mordercę?!

Często przekręcał jej słowa, gdy był wzburzony emocjonalnie. Zazwyczaj pilnowała swoich słów, żeby nie miał się do czego przyczepić, ale wczoraj puściły jej nerwy.

– Jesteś już bardzo blisko. – Szczerość chwilowo wybiła go z kontekstu. Wykorzystała krótką przerwę, aby dokończyć swoją myśl. – Krauze widział, jak wchodzisz do tej opuszczonej kamienicy. Jeden z Niemców został bestialsko zastrzelony. Posłałeś mu kulkę w łeb i jeszcze byłeś z tego dumny. O czym to świadczy?!

– Byłem dumny, że Polska wstaje z kolan. Z tego byłem dumny! Ty też powinnaś.

Była, ale niewiele będzie znaczyć ich zwycięstwo, jeśli będą zachowywać się tak samo, jak ich wieloletni okupanci.

– On już nie walczył.

– A skąd ty to wiesz?! Byłaś tam?

– Słyszałam, jak Krauze mówił o jego poharatanej głowie. Uderzyłeś go czymś ciężkim i zamiast uciekać, zastrzeliłeś go. Czy do ciebie nie dociera, że zabiłeś kogoś bezbronnego?! Z żądzy zemsty?!

Kłótnia nie skończyła się na tym. W końcu Wiktoria wyszła stamtąd cała zapłakana. Nie poznawała go. Nie poznawała kogoś, z kim chciała budować przyszłość. Nie widziała już w nim tego samego słodkiego Krzyśka, w którym się zakochała. Próbowała sobie zaprzeczać, ale już coraz częściej dostrzegała w nim mordercę.

Gdy pociąg dojeżdżał do stacji Międzychód, próbowała przegonić myśli o Krzyśku i skupić się na misji. Nie miała nic przy sobie, miała zapamiętać informację, którą miał jej przekazać kontakt. Wysiadła z pociągu i już na peronie zatrzymało ją dwóch niemieckich mundurowych.

– Dzień dobry pani – przywitał ją żołnierz, który miał wymalowany na twarzy udział w Wielkiej Wojnie. Razem z nim był drugi, który niedawno został przydzielony do wojska. – Helmut Hager, a razem ze mną Mars Muller. Czy możemy poznać pani powód wizyty w Mię… Mięcy…

– W Międzychodzie – pomógł mu świeżak.

– Tak w Międzychodzie. Głupie Polaki, nawet prostych nazw miast nie potrafią wymyślić. – Wiktoria zagotowała się i chciała kopnąć Niemca za obrazę jej tożsamości, lecz jako panna Weronika uśmiechnęła się. – Raczej nie ma tutaj wielu atrakcji.

– Przyjechałam odwiedzić przyjaciela, który zafundował mi schronienie w mieście – skłamała. – Od momentu wybuchu walk w Poznaniu przebywanie w mieście jest bardzo niebezpieczne. Boję się, że może mnie trafić jakiś pocisk.

Argumentacja połączona z czarującym uśmiechem wystarczyła, aby Niemcy puścili ją wolno. Nawet nie spytali o brak bagażu. Wyszła z dworca i natychmiast udała się w stronę wsi. Miała niecałe czterdzieści minut spacerem. Przechodziła obok jeziora miejskiego i trafiła na główną drogę. Pierwszą miejscowością za granicami miasta było Bielsko. W trakcie misji wywiadowczych mieli ze swoimi informatorami umówiony sygnał. Mieli kręcić się w pobliżu jednego z domów, aż ktoś zaczepi ich na ulicy. Zazwyczaj nie trwało to długo, podobnie jak i teraz. Z przeciwnego domu wyszedł jeden z mieszkańców w podobnym do niej wieku. Poprowadził ją do swojego domu. Zeszli do piwnicy i tam przy półce z konfiturami odezwał się jej informator.

– Mówiłem, że mogę przyjechać do Poznania. Nie musiałaś się tak fatygować.

– Przeszukują każdego, kto przyjeżdża do Poznania.

– Przecież nic bym nie miał ze sobą.

– Ale miałbyś ogon. Od momentu wybuchu powstania każdego, kto chce przyjechać do Poznania, traktują jak powstańca i sprawdzają.

Taki powód wystarczył, żeby nie drążył tematu jej przyjazdu.

– Jak podróż?

– W porządku, ale nie po to przyjechałam. Mów, co wiesz.

Informacje, które zamierzał jej przekazać, nie były optymistyczne. Wyczuła to, niemniej wolała usłyszeć tę najgorszą prawdę wprost, zamiast kłamstwa, które podniesie ją na duchu tylko na parę chwil.

– Krążą plotki, że Niemcy zamierzają wycofać wszystko z Ławicy. – Spodziewała się dużo gorszych informacji, więc aż poczuła się zniesmaczona. – Nie rozumiesz, co to oznacza?

– Przecież walki się toczą na ziemi, a nie w powietrzu.

Pokręcił głową. Wielka Wojna pokazała, że lotnictwo jest kolejną bronią, a podobnych do Manfredów von Richthofenów będzie jeszcze wielu.

– Wojny od teraz nie będą się toczyły tylko na wodzie i lądzie. Kontrola nad przestworzami też będzie szalenie istotna. – Wiktoria nie była przekonana. Oczywiście zakładała, że powstanie nowych rodzajów broni jest tylko kwestią czasu, ale nie sądziła, że nastanie to w ciągu dekady. Wszyscy uczestnicy Wielkiej Wojny mają już dość rozlewu krwi i chcą spokojnie wrócić do swoich rodzin. – Dalej nie widzisz, po co im te samoloty? Wykorzystają je przeciwko nam, a my nie mamy im czym odpowiedzieć.

– Zaraz, zaraz. – Zaczynała rozumieć jego tok myślenia. – Chcesz mi powiedzieć, że zamierzają zbombardować Poznań?

– Nareszcie załapałaś. Wcześniej nie podjęli takiej decyzji, bo zabiliby wielu swoich żołnierzy.

– W Poznaniu wciąż jest wielu Niemców.

– Obydwoje wiemy, że Poznań jest już praktycznie w rękach Polaków. – Na myśl o wyzwoleniu Poznania czuła dumę, lecz w obliczu nowych rewelacji zachowała stonowany entuzjazm, bo jeśli informacje od niego są prawdziwe, no to na Poznań i setki tysięcy Polaków czyha ogromne zagrożenie. – Myślisz, że teraz będą mieli opory, żeby użyć ich do zbombardowania miasta?

Nie będą mieli. Skoro nie mieli oporów posłać kilka milionów Niemców na rzeź na froncie zachodnim, zwłaszcza pod Sommą, Ypres, Passchendaele albo Verdun, to nie będą mieli żadnych obaw, aby zrzucić kilka bomb i wybić wiele tysięcy niewinnych cywilów. Chociaż zastanawiała ją jedna kwestia.

– Skoro mają kontrolę nad Ławicą, to czemu wcześniej nie wycofali stamtąd samolotów?

– To mnie zastanawia, ale wydaje mi się, że odpowiedź tutaj jest jedna. Chcieli zachować je na wyjątkową okoliczność. – Widząc niezrozumiały grymas na twarzy Wiktorii, wyjaśnił. – Mam na myśli, że najpierw chcieli utrzymać kontrolę w Poznaniu bez uciekania się do lotnictwa. Opinia międzynarodowa by ich zjadła.

– Nie zmieniaj tematu. Kiedy planują to bombardowanie?

– Dzisiaj przechwyciliśmy jedną z wiadomości, w których wzywają najlepszych pilotów do obsługi samolotów. – Już niczego nie rozumiała. Planują nalot na Poznań, a nawet nie mają pilotów, którzy te maszyny umieją obsługiwać? I to ma być armia, która na początku wojny straszyła cały świat? – Dlatego jeśli nie uda im się jak najszybciej ściągnąć pilotów, to wycofają wszystko z Ławicy.

– Czyli plan jest w początkowym studium omawiania?

– To prawda, lecz jeśli nie uda im się do szóstego stycznia sprowadzić pilotów, to wysadzą całe lotnisko.

Musiała tę informację przekazać Taczakowi. Polska Organizacja Wojskowa musi wiedzieć o potencjalnym nalocie na Poznań z Ławicy. On już będzie wiedział, jak przejąć kontrolę nad lotniskiem.

0 0 votes
Article Rating

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x