fb Rozdział XX: W drodze do wolności – część 3 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XX: W drodze do wolności – część 3

20 lutego 2020
Pobierz w formacie PDF

Ławica – 5 stycznia 1919 roku

 

Jeszcze nie było ciemno, kiedy dotarli pod Ławicę, ale słońce chyliło się już ku zachodowi. Ustawili się na samym końcu pasa startowego. Hangary i wieża lotnicza były ledwo dostrzegalne. Koszar za hangarami już nie dało się zauważyć. Major razem z podporucznikiem Kopą byli już na wierzchowcach i zamierzali udać się na negocjacje z Niemcami. Głównodowodzący powstaniem chciał się upewnić, czy wszyscy wiedzą o swoich obowiązkach.

– Panie Nieżychowski, panie Wartecki, panie Pniewski, wiecie, co macie robić? – Potwierdzili, zatem zwrócił się do podporucznika. – Możemy ruszać, aby spróbować złapać wspólny język.

Ton, w jakim major wypowiedział te słowa, dowodził wiary w powodzenie rozmów. Miał świadomość, że chyba jedynie siłą będą mogli wydobyć wszelkie skarby, które Niemcy trzymają na lotnisku. Tylko jedna osoba będzie zadowolona z ataku na lotnisko – Wartecki. Rozumiał, że jest wiele powodów, z których można nienawidzić Niemców, lecz jego nienawiść prowadzi tylko do ich zabijania, a nie do pozbycia się problemu. – Co mu takiego zrobili, że w tak wykształconym młodzieńcu wywołali tak wielką nienawiść?

Było to jednak pytanie retoryczne. Dlatego skupił się nad zagwozdką, która może zostać rozwiązana już za chwilę. Pognał swojego konia i ruszył z podporucznikiem w kierunku lotniska wojskowego. Czas poznać odpowiedź, czy Niemcy oddadzą lotnisko po dobroci, czy tę dobroć będą zmuszeni na nich wymóc.

Taczak, zbliżając się do hangarów, podniósł białą flagę, aby któryś z Niemców nie próbował do nich strzelać. Major zwrócił uwagę na hangar lotniczy, który był otwarty, zatem mógł zajrzeć do środka. Znajdowało się w nim mnóstwo niezłożonych jeszcze samolotów. Widział ich kadłuby, płaty oraz stery. Niektóre tylko zostały złożone. Nie dał rady ich zliczyć, ale skoro tuż u wyjścia z hangaru panuje taki przepych, to jeszcze lepiej będzie w środku. Major miał świadomość, że czekają na główny rozkaz do wycofania.

Podeszło do nich kilku Niemców, mierząc do nich z Gewehra.

– Czego chcecie, polskie szczury?

Major był oburzony elokwencją niemieckiego żołnierza, ale najwidoczniej dowódcy już od najniższego stopnia uczą ich pogardy dla wrogów. I to nieważne, czy rozmawiają z wrogim szeregowcem, czy z oficerem. Wróg to wróg.

– Przyszliśmy omówić warunki waszej kapitulacji.

Złośliwy grymas przeszedł po twarzy żołnierza, lecz najwidoczniej spodziewał się takiej delegacji.

– Proszę chwilę poczekać, przyprowadzę komendanta lotniska.

Łatwo mu było mówić, proszę chwilę poczekać. Mocny i przeraźliwy wiatr przenikał grubą kurtkę majora, jakby wśród kilkuwarstwowej ochrony znalazł i tak lukę, gdzie mógłby przeniknąć do wnętrza. Było przeraźliwie zimno i każda sekunda ciągnęła się w nieskończoność, ale próbował nie okazywać tego, że jest mu aż tak zimno. Dostrzegł, że podporucznik Kopa bez problemów radzi sobie z zimnem.

Postanowił skupić się na czymś innym. Rozglądał się po terenie lotniska. Loty zostały odwołane ze względu na porywisty wiatr i mocny śnieg. Teren lotniska na pasach startowych był pusty. Żołnierze nie wychodzili z lotniska, nawet żeby odśnieżyć miejsce do rozpędu dla samolotów. Wszyscy siedzieli w koszarach i nikt z ochotników nie próbował nawet wyjść na zewnątrz. Natomiast ci, którzy musieli odbywać służbę, szwendali się bez celu.

Po chwili zjawił się niemiecki oficer. Stanisław nie dostrzegł, jaki miał stopień wojskowy, ale chyba co najmniej taki jak on, zważywszy na to, z jak wielkim z szacunkiem podchodzą do niego żołnierze.

– Streszczajcie się. Ciepłą herbatę mam w koszarach.

I tak jej nie zdążysz dopić – pomyślał głównodowodzący wielkopolskimi siłami zbrojnymi.

– Przybyliśmy omówić warunki waszej kapitulacji –postawił sprawę jasno.

– Jakoś nigdzie nie widzę niczego, czego mielibyśmy się lękać.

– Tam czeka na was oddział kilkuset żołnierzy. Patrząc po wielkości hangaru, wnioskuję, że wy dysponujecie trzykrotnie mniejszą liczbą ludzi. Dlatego dajemy wam szansę kapitulacji i opuszczenia lotniska.

Oficer na chwilę się zamyślił. Był tak zajęty przygotowaniami do wyprowadzenia sprzętu, że nie skupił się na zbadaniu potencjału wrogiej armii. Taczak wiedział, jak tę informację przekazać, aby przeciwnik zrozumiał, że nie żartuje i są gotowi na szturm. Tylko daje im ostatnią szansę na zmianę decyzji. Niemiec długo myślał nad słowami majora, aż w końcu rzekł.

– Opuścimy lotnisko. Ale z pełnymi honorami.

Polacy spojrzeli na niego, jakby z księżyca spadł i zapomniał, w jakim świecie się znajduje. Przed chwilą major wspomniał mu o potrójnej przewadze, a on mimo wszystko żąda, aby pozwolono im opuścić teren z pełnymi honorami? Wtedy cały atak nie ma najmniejszego sensu.

– Nie zgadzamy się – odrzekł Taczak, na co twarz niemieckiego oficera wykrzywiła się w gniewnym grymasie. – Opuszczacie lotnisko, zostawiając wszystko. Sprzętem wykupicie swoje życie. Będziecie mogli odejść wolno, jednakże taki mamy warunek. Cały sprzęt zostaje na lotnisku.

Oficer uznał to za żart, na tyle dobry, że wprowadził go w rozbawienie. Major nie widział w tym nic w tym śmiesznego, podobnie jak porucznik.

– Naprawdę myślicie, polskie wieprze, że oddamy wam to wszystko, co nasi ludzie stworzyli ciężką pracą? Jesteście złodziejami, a nie żołnierzami. Napadacie na nas bandą i myślicie, że możecie sobie robić, co się wam żywnie podoba?

Tym razem to major chciał się roześmiać, lecz nie miało to żadnego sensu. Wszystkie dobra, które zostały wyprodukowane pochodzą z polskich fabryk, gdzie polscy przedsiębiorcy zostali zmuszeni do pracy pod szyldem niemieckim. Większość tego sprzętu pochodzi z polskich, a nie niemieckich rąk. Pomijając już fakt, że to major Taczak miał przewagę i to on ustalał warunki ich kapitulacji, a nie jego przeciwnik. On mógł tylko się poddać lub wpaść w niewolę polską.

– Zatem, mam rozumieć, że nie zgadzacie się na nasze warunki?

– Mogę was zapewnić, że jutro już tego sprzętu tu nie zobaczycie. Zostanie on przetransportowany do Frankfurtu nad Menem. Zobaczycie go w akcji, ale to będzie ostatnia rzecz, jaką zobaczą wasze oczy. Nasze samoloty zakryją niebo nad Poznaniem i całą Wielkopolską. Jeśli wy zamierzacie nam w tym przeszkodzić, informuję was, że wysadzimy hangar, koszary i zrównamy cały ten teren z ziemią, a wy będziecie musieli budować wszystko od podstaw.

– Zatem będziemy walczyć – rzucił na koniec major.

Nie spodobało się to Taczakowi, który wolał nie wyjawiać swoich planów, póki nie będzie za późno. Pożegnali się z niemieckimi żołnierzami i wrócili do swoich. Stracili tam więcej czasu, niż zakładali. Spojrzeli na zegarek i była już trzecia nad ranem następnego dnia. Major miał wrażenie, że ten czas przeleciał mu przez palce i nawet nie dostrzegł, kiedy Ławica okryła się ciemnością.

Gdy wrócili do powstańców, spostrzegli, że ci dokonali przegrupowania wojsk na trzy grupy szturmowe. Najbardziej na wschód wysunięta była grupa kawalerzystów, którzy mieli największy dystans do pokonania, a najbliżej koszar ustawiła się piechota.

– I jak wyniki rozmów? – zainteresował się Wartecki, który na czas nieobecności Kopy uporządkował oddział będący najbliżej koszar. – Niemcy nie zgodzili się na oddanie samolotów?

Choć młodzieniec miał rację, to major mu jej nie przyznał. Uznał, że powinien się nauczyć skromności.

– Możemy zacząć przygotowania do szturmu na Ławicę – zarządził Taczak. – Panie Wartecki i panie Kopa, odetnijcie prąd od lotniska. Muszę koordynować dalsze nasze działania z głównej siedziby. Panie poruczniku, przejmujecie dowodzenie nad oddziałami.

Rozkaz majora wywołał ekscytację u Krzyśka. Nie mógł znieść tej bezczynności, bo chciał działać i to jak najszybciej. Pożyczył konia od jednego z kawalerzystów i wraz z Kopą oraz kilkunastoma żołnierzami ruszyli do fortu VII.

0 0 votes
Article Rating

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x