fb Rozdział XX: W drodze do wolności – część 4 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XX: W drodze do wolności – część 4

27 lutego 2020
Pobierz w formacie PDF

Fort VII, Poznań – 6 stycznia 1919 roku

 

Była czwarta nad ranem, kiedy Kopa, Wartecki oraz kilkunastu kawalerzystów podeszli pod fort VII. Ich głównym zadaniem było odcięcie zasilania lotniska. Porucznik przystanął przed wejściem do obiektu.

– Wartecki, idziecie razem ze mną. Przechodzimy przez most i rozdzielamy się.

Młody kapral przyjął rozkaz i spojrzał na obiekt wojskowy. Przypominał mu starożytny zamek z tą różnicą, że większa jego część znajdowała się pod ziemią. Mury fortu zostały odgrodzone od pozostałych jego części, podobnie jak fosa oddzielała oddziały nieprzyjaciela od zamku. Do obiektu wojskowego wchodziło się przez most, który przypominał mu ściągany most zwodzony, by goście mogli wejść do zamku. Od strony mostu widać było sześć otworów, w których kiedyś znajdowały się armaty.

– Zapewne w środku będzie mnóstwo Niemców – zauważył Wartecki. – Jeśli któregoś z nich zobaczymy, to…

– Żadnych strzałów! – postawił twardo Kopa. – Najlepiej, jakbyśmy przeszli niezauważeni, niczym duchy nad grobami zmarłych. Jednakże jeśli kogoś zbudzimy, mamy go wysłać do Cytadeli Poznańskiej. Nawet nie próbujcie mi tu strzelać. Czy to jest jasne? – Pokiwali głowami. – Mausery w pogotowiu. I miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli ich używać.

Krzysiek żywił inne nadzieje. Chęć zemsty była w nim zbyt głęboka, żeby przejść obojętnie obok Niemców. Choć miał już czas, żeby sobie z tym poradzić, nadal go to gryzło i wielokrotnie wracało jak bumerang. Obiecał tacie, że Niemcy odpowiedzą za jego śmierć i właśnie teraz odpowiadają. Chociaż zdziwiła go jedna rzecz.

– Panie poruczniku, skoro zakładamy, że w środku będzie mnóstwo Niemców, to dlaczego nikogo nie widać w tych otworach na armaty?

– Dobre pytanie. Chodźmy to sprawdzić.

Porucznik pierwszy wbiegł do środka, po nim zrobili to Wartecki i pozostali żołnierze. W trakcie biegu przez most tylko Wartecki przeładował karabin. Nie żałowałby, jeśli wypuściłby przy okazji pocisk niosący śmierć jakiemuś szkierbowi.

Wbiegli do środka. Światła migały na przemian mocniej i słabiej, dając znak, że instalacja elektryczna już od dłuższego czasu wymaga wymiany. Wartecki rozejrzał się po tunelu i pobiegł przed siebie. Bieg ten nie trwał długo, bo już po kilku krokach powstrzymała go silna ręka.

– Wartecki, nie wyrywajcie się tak do boju – powstrzymał go Kopa. – Tupiecie głośniej niż stado nosorożców. Pół tonu ciszej.

Uśmiechnął się ironicznie i wyprzedził Krzyśka, a potem zrobił to jego oddział. Wartecki czuł się lekko zmieszany, ale dźwięki w tunelu rozchodziły się szybciej niż leci pocisk. Na ich ciche kroki Niemcy nie zwrócą uwagę, ale na jego tupanie już na pewno. Cichym krokiem dobiegł do pozostałych żołnierzy.

– Pokażcie tę mapę – poprosił porucznik jednego z żołnierzy. Spojrzał na nią i zauważył coś, czego nie omawiali na naradzie wojennej. – Tutaj jest dużo miejsc, które robią za coś na kształt magazynów. Trzeba sprawdzić, co zawierają.

Skręcił w jeden z korytarzy, który wyprowadził go na zewnątrz, gdzie znajdowały się duże zamknięte wrota. Obok nich spacerowali dwaj Niemcy. Wartecki przyjrzał im się i zrozumiał, że woleliby być gdziekolwiek, ale nie na zewnątrz. Kulili się, chroniąc przed wiatrem. Ręce trzymali w kieszeniach, a o tym, że są żołnierzami świadczyły wyłącznie mundury i karabiny. Krzysiek rzucił porucznikowi papierosy.

– Po co mi to dajesz? – Nie krył zdziwienia jego inicjatywą.

– Niech pan ich poczęstuje – zasugerował mu, na co Kopa spojrzał na młodzieńca jak na wariata. – Mówił pan, że mamy nie strzelać, prawda? Inaczej oni nie zejdą z posterunku i będą tak stać jak kołki. Góra nie przyjdzie do Mahometa, a ja nie umiem aż tak płynnie mówić po niemiecku.

Porucznik musiał się dobrze nauczyć niemieckiego, gdyż służył w tamtejszej armii. Mówił płynnie, choć nie z takim samym akcentem jak Niemcy. To był główny mankament tego przedsięwzięcia, ale docenił pomysłowość kaprala. Ściągnął z siebie odznaki powstańcze i jako Niemiec podszedł do nich swawolnym krokiem.

Krzysiek przyglądał się wszystkiemu z głębi tunelu. Schowali się w bocznym korytarzu, żeby nie zauważyli ich przeciwnicy. Kopa był pewny swego, szedł, gwiżdżąc na cały głos. Zauważyli go i nie popierali jego pozytywnego nastroju, ale po chwilowej rozmowie z nim, dali się namówić, na wejście w głąb tunelu.

– To nasza szansa. – Pozostali nie zrozumieli, o jaką szansę chodziło Warteckiemu.

Gdy Niemcy z Kopą byli na ich wysokości, Krzysiek wyskoczył z tunelu i uderzył blisko stojącego Niemca w potylicę. Dla drugiego był to szok, podobnie jak dla Kopy.

– HA… – cios w szczękę z kolby mausera uciszył Niemca, który padł nieprzytomny na podłogę. Głos rozszedł się po tunelu, ale mógł oznaczać wiele, nie tylko wołanie o pomoc. Gdy odgłosy ucichły, porucznik złapał kaprala za frak i mocno przyparł go do ściany.

– Co ja mówiłem, kapralu? – Nie krzyczał, ale pewność, z jaką spytał, wywołała chwilowe wyrzuty w umyśle Krzyśka.

– Mówił pan, że nie strzelamy. Nic nie było mowy o ogłuszaniu.

Z wściekłością puścił Warteckiego. Rozejrzał się po tunelu i spojrzał na omdlałych.

– Zabierzcie ich do Cytadeli – rozkazał dwóm najbliżej stojącym żołnierzom. – I przybądźcie tak szybko, jak będzie to możliwe. – Kawalerzyści pojmali dwóch wrogów i wyszli z fortu. Kiedy zniknęli z widoku, Kopa spojrzał na wielkie wrota, których pilnowali. – Zobaczmy chociaż, czy było warto.

Warteki też był tego ciekawy. Podeszli pod nie, a dwóch żołnierzy pociągnęło za mocne zasuwy i otworzyło drzwi, za którymi ukazały się podłużne, wielkie naboje, a na ich końcach umieszczono rybie płetwy, po jednej na każdą stronę świata. Warteckiemu szerzej otworzyły się oczy. Wszedł do środka i spoglądał na te duże naboje jak na obraz Leonarda da Vinci w Luwrze.

– Czy to są…?

– Tak – porucznik potwierdził podejrzenia Krzyśka. – To są bomby do zrzutu ręcznego. Niemcy zamierzali stąd zabrać bomby do zrzutu na miasto.

– W takim razie co z nimi robimy? Przecież nie możemy tylko odciąć prądu, a ich tak tutaj zostawić.

– Idąc na dół, sprawdzimy, jak jest przy pozostałych magazynach. Najpierw zróbmy to, po co tu przyszliśmy, potem będziemy się martwić o resztę.

Krzyśkowi nie spodobała się wizja zostawienia tych bomb. Zważywszy, że Niemcy groziły wysadzeniem lotniska, zrobią wszystko, by powstańcy z nich nie skorzystali, może nawet je wysadzą. Nie będzie ich obchodziło, że w obiekcie są także niemieccy żołnierze. Cel uświęca środki. Miał nadzieję, że Kopa ma tego świadomość i nie zostawi tych bomb samych sobie.

Sprawdzili pozostałe magazyny. Jeszcze przy jednym byli Niemcy, ale tym razem obeszło się bez obezwładniania. Zeszli niżej. Tam znajdowały się pokoje dla żołnierzy. Warteckiemu przemierzającemu korytarze doskwierało dziwne uczucie. Coś tu jest nie tak. Dysponują tak bogatym arsenałem, a pilnuje go tak mało ludzi? Po podbiciu innych obiektów wojskowych, to właśnie ten fort powinien być najpilniej strzeżoną twierdzą w Poznaniu.

Dlaczego oddajecie go bez walki? – spytał w myślach.

Zeszli niżej. Kable łączności przybrały większą średnicę, jakby do kiełbasy napakowano więcej mięsa, niż mogła zmieścić.

– Jesteśmy coraz bliżej – uspokoił ich porucznik. Jednakże dobiegły do niego rozmowy z dalszej części korytarza. Zwolnił oddział i powoli krok za krokiem zbliżali się do źródła dźwięku, które znajdowało się na końcu korytarza. Stanęli przed drzwiami. Kable z elektrycznością były tu najgrubsze w całym budynku. Zatem po drugiej stronie jest stacja, którą należało przeciąć, lecz jest tam kilku żołnierzy.

– Teraz już się nie obejdzie bez walki. – Słowa Krzyśka nie spodobały się Kopie. Choć wiedział, że młodzieniec miał rację, to nie chciał dopuścić do walki. Ryzyko było za duże i nawet, jeśliby ją wygrali, to wywołają alarm, który momentalnie sprowadzi wszystkich Niemców do podziemi. Ale nie było wyboru, należało zaatakować.

– Na mój znak wchodzimy do środka. Nie strzelamy, tylko grozimy bronią. Mają się poddać. Otwórz drzwi – polecił jednemu z żołnierzy, który momentalnie stanął przy klamce. Spojrzał na porucznika, pytając skinieniem głowy: gotowy? Andrzej z Warteckim stanęli obok siebie. Potwierdzili. Za drzwiami wciąż panowała ożywiona dyskusja i najwidoczniej Niemcy niczego się nie spodziewali, ale ostrożności nigdy za wiele.

Otworzył drzwi, był to znak dla Kopy i Warteckiego, którzy z determinacją weszli do środka. Wystawili mausery w ich stronę, na co dwóch z nich podniosło ręce do góry, a trzeci próbował chwycić za pistolet. Krzysiek momentalnie skierował broń w jego stronę.

– Nawet tego nie próbuj – powstrzymał go Wartecki łamaną niemiecczyzną, ale wystarczyło, żeby dołączył do pozostałych z rękami w górze. Patrzył na młodzieńca gotowego do działania. Był najwyższy stopniem z zebranych dowódców i musiał dawać im przykład. Waleczna postawa oficera mocno irytowała kaprala, który podszedł i chciał uderzyć przeciwnika, lecz uniemożliwiła mu to interwencja Kopy.

– Mówcie, gdzie znajdziemy główny generator prądu? – milczeli jak grób. Udawali, że pytanie to nie było skierowane do nich. – Zatem nie chcecie mówić? Tak bardzo jesteście pewni, że ktoś przyjdzie z pomocą? Otóż mogę was zapewnić, że płonne są wasze nadzieje. – Nadal milczeli, ale zaczynali rozumieć swoją niekorzystną sytuację.

– Panie poruczniku, to nie ma najmniejszego sensu. Podobnie jak tamci i tak panu nic nie powiedzą.

Tamci? Słowo to wdarło się w umysł porucznika. Może pomysł z wprowadzeniem ich w błąd nie był wcale taki zły?

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x