fb Rozdział XXIII: W drodze do wolności - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XXIII: W drodze do wolności

2 kwietnia 2020
Pobierz w formacie PDF

Prezydium Policji, Poznań – 20 grudnia 1918 roku

 

Joanna pragnęła, żeby sierżant Lars Bairich jak najdłużej stał przy drzwiach, ale zamknął je i wszedł do środka. Swoim pysznym i jednocześnie zjadliwym uśmiechem wywoływał u Joanny strach, i czuła się jak owca zapędzona w kozi róg przez wilka, lecz wilk postanowił zabawić się jej strachem, nim przejdzie do konsumpcji.

Sierżant spacerował od jednego do drugiego końca pokoju, mierząc ją od góry do dołu. Pysznił się swoją władzą. Joanna ze strachu przełknęła ślinę, lecz nie bała się o siebie, tylko o swoich towarzyszy z Polskiej Organizacji Wojskowej. Bairich wiedział, jak wyciągać informacje, które są istotne dla wojska. I ta umiejętność przerażała Joannę.

Usiadł na krześle. Otworzył teczkę, wyciągając z niej całą zawartość. Wyłożył nogi na stół i zaczął przeglądać informacje o więźniu. W ogóle nie zwracał na nią uwagi, jakby był w bibliotece i czytał wciągającą lekturę.

– Przepraszam, panie Bairich, ale jestem głodna, a za chwilę będzie mój obiad. – W odpowiedzi na narzekania Joanny sierżant przełożył stronę i czytał dalej. Nie rozumiała, po co demonstruje swoją władzę. Już wywołał w niej strach, a teraz strach przeradza się w zdziwienie jego reakcją. Była przekonana, że zwierzę zapędzone w kozi róg zachowuje się tak, jak dręczyciel sobie tego życzy. Nie spodziewała się, by Bairich pozwolił jej poczuć się swobodnie, choćby przez chwilę.

Majestatycznie przekładał kartki, zupełnie nie dostrzegając Joanny. W celi było zimno, co jeszcze bardziej ją irytowało. Zaczęła się wiercić, żeby trochę się ogrzać. Niewiele jej to pomogło i nawet jej oddech momentalnie zamieniał się w zimne powietrze, więc nawet o ogrzaniu rąk może zapomnieć.

– Panie sierżancie, jeśli zaraz mi pan nie da choćby bluzki, to umrę z zimna, a wtedy niczego pan się nie dowie. – Mogła mówić jak do ściany. Bairich zatopił się w lekturze akt, które leżały na biurku.

Miała wrażenie, że jej stan coraz bardziej się pogarszał. Wydawało jej się, że przyzwyczaiła się do zimna panującego w pomieszczeniu, ale sierżant pokazał jej, jak bardzo się myliła. Próbowała jakoś zająć swoje myśli. Wymyślała zabawy z liczbami, próbowała zapamiętać coraz większe ciągi, ale gdy zapominała, to powracały do niej myśli o zimnie.

Po chwili sierżant odłożył kartki, ściągnął nogi ze stołu i z głową opartą na ramionach patrzył się na nią z uśmiechem na twarzy. Próbowała się odwzajemnić, lecz zimno wywoływało w niej dygotanie, nad którym nie potrafiła zapanować.

– Przyznaję pani Kenig – po dłuższej chwili przerwał ciszę – jestem pod sporym wrażeniem. Przez prawie rok wodziła nas pani za nos. – Joanna uśmiechnęła się w myślach, gdyż nie wypomniał jej działalność sprzed wojny i w jej trakcie, kiedy nauczała dzieci języka polskiego i podstaw przedsiębiorczości. – Byłem pewien, że jest pani wdową po Hansie von Kenig, wielkim niemieckim patriocie. Pani bezbłędny niemiecki akcent spowodował, iż uwierzyłem w pani niemiecką przykrywkę. Tu ode mnie szczere wyrazy uznania. – Nie widziała szczerości w jego wyznaniu.

– Po co mi pan to wszystko mówi? – Choć zimno, głód i bolące stawy dawały jej się we znaki, zachowywała fason poważnej damy.

– Ponieważ każdy szpieg ma to do siebie, że wcześniej czy później zostanie wykryty. Naprawdę pani myślała, że cały czas będzie pani działała pod przykryciem dla polskiego podziemia? Praca szpiega jest naprawdę niewdzięczną pracą. Zdobywa się cenne informacje dla wywiadu, a nie dostaje się nic w zamian.

Nic? – chciała go zapytać. – Jesteśmy bliscy wywalczenia wolności, a ty uważasz, że nic na szpiegowaniu was nie uzyskaliśmy? – Wiedziała, że jego gra do czegoś zmierza i powoli stawało jej się to jasne. Bairich kontynuował.

– Dodatkowo wiecznie się patrzy za siebie, czy aby się nie zostawiło śladu, po którym może ktoś pójść. Ta praca, to praktycznie życie w wiecznym stresie. Nawet gdy się już wyjdzie z wprawy, to i tak najdą cię demony przeszłości. – Dostrzegł jej wątpiący grymas na twarzy. – Nie wierzy mi pani? Edith Cavell czy Mata Hari to tylko nieliczne przykłady kobiet szpiegów, które zginęły, bo zostały nakryte, podobnie jak pani.

– Nie pójdę z panem na żadne ugody! – postawiła twardo.

Bairich zrezygnowany machnął rękami.

– Myśli pani, że mój pseudonim Kat Bairich wziął się znikąd? – Nie zainteresował ją tym. – Nie chwaląc się, jestem jednym z najlepszych w wyciąganiu informacji od więźniów. Wielu z nich w końcu mówi mi, co chcę usłyszeć. Aczkolwiek niewielu wspomina, że daję szansę, aby zmienił swoje nastawienie. Właśnie daję ją teraz pani.

– Marnuje pan czas, nie pójdę z panem na żadne ugody. – Odwróciła głowę od zniszczonej twarzy sierżanta. Trzęsła się z zimna i nie dała rady już tego ukrywać. Wiatr ocierał się o nią niczym druciana szczotka, która wchodziła coraz głębiej z kolejnym podmuchem chłodu.

– Spokojnie, pani Kenig. Mamy mnóstwo czasu do zmarnowania. – Wstał i otworzył drzwi. – Johan, masz może dzisiejszą gazetę? Troszkę mi tu zejdzie, to przynajmniej się dowiem, co się dzieje na świecie. – Chwilę później ją otrzymał. Zamknął drzwi i wrócił do aresztowanej. Usiadł na krześle i zaczął czytać poranną gazetę, do której odpalił papierosa.

Ponownie nastała długa i nieznośna cisza. Nie mogła jej wytrzymać, bo wszystko, o czym zapomniała w trakcie rozmowy, teraz dało o sobie znać. Nieznośny powiew wiatru, bolące miejsca po uderzeniach Feldwebelleutnanta, nie wspominając o głodzie, do którego doszła chęć wypicia choćby jednej szklanki wody. Wiedziała, że nie ma sensu o cokolwiek prosić, więc próbowała siedzieć nieruchomo.

– Wie pani, że udało się stłumić rebelię w Ostrowie? Teraz ponownie jest tam władza niemiecka. – Pokazał jej nagłówek, który mówił o ukaraniu Polaków za ich barbarzyńskie zachowanie. Joanna odebrała to jako manipulację, żeby to Niemcy wyszły na tym jako ten dobry i troskliwy kraj. Zrelacjonował jej jeszcze kilka innych stłumionych rebelii, w tym między innymi w Niemczech. – Widzi pani, nasz kraj ponownie się odradza i to tylko kwestia czasu, kiedy będziemy znów bardzo silni.

Wiedziała, że to była manipulacja, ale nie potrafiła jej udowodnić. Od kilkunastu dni nie miała informacji o tym, co się działo poza murami więzienia. W tym czasie Polska Organizacja Wojskowa prężnie działała, przygotowując się do walki z Niemcami. Nadszedł czas, kiedy należało ich wykurzyć z Wielkopolski. Jednakże ona była wyłączona z tych przygotowań. Była oddzielona nawet od słońca, a co dopiero od informacji.

– Jak sama pani widzi, Niemcy będą tutaj panowały, a pani ma szansę pomóc w odrodzeniu się ich potęgi. Pani słowa nie zostaną zapomniane. Może pani pomóc sobie i… swojemu synowi.

– A niech mu tylko włos z głowy spadnie, to nie ręczę za siebie…

Jej wybuch agresji nie wzbudził w Bairichu żadnych emocji. Nadal czytał gazetę. Dopiero gdy skończyła, odwrócił się w jej stronę.

– Na razie pani nie ma żadnej władzy nawet nad sobą, a co dopiero nade mną. – Jego spokój wyprowadzał ją z równowagi. – Jednakże skoro pani o tym wspomniała, to chciałbym o nim pomówić.

– Nic nie powiem!!!

– Ależ o nic jeszcze nie zapytałem. – Zbył jej następne zapewnienie o milczeniu jak grób. – Chciałbym się dowiedzieć, gdzie studiuje pani syn.

– Tam, gdzie wasza władza nie sięga.

Jeszcze – odrzekł jej w myślach. Miał wizję silnego Cesarstwa Niemieckiego, które położy całą Europę na kolana. To tylko kwestia czasu.

– Czyli gdzie?

– W Stanach Zjednoczonych.

Kłamstwo. Nawet nie musiał sprawdzać w aktach, żeby wychwycić jej łganie. Zbyt szybko mrugnęła, a to typowy odruch, jeśli ktoś długo szuka odpowiedzi, a potem się wypowiada. Pociągnął jej kłamstwo dalej, żeby się utwierdzić. Za każdym razem zachowywała się tak samo. Wiedział, kiedy mijała się z prawdą.

– Jednakże, po co to panu? – spytała po dłuższej chwili. – Nawet pan tego nie zweryfikuje, czy jest to prawda.

– Już zweryfikowałem. Kłamała pani od początku.

– To po co pan pytał, skoro zna pan prawdę?

– Żeby wiedzieć, kiedy pani kłamie. – Odsunął gazetę i przeszedł do głównego celu przesłuchania. – Pomówmy teraz o pani działalności w polskim podziemiu. Zacznijmy od początku. Kiedy zaczęła się pani służba?

– Nigdy nie pracowałam dla polskiego podziemia. Powiedziałam to tamtemu, również i panu to mówię. – Bezwładnie mrugnęła. Kłamstwo.

– Nie zaczyna pani dobrze. To przejdźmy do następnej kwestii. Kiedy pani po raz pierwszy złamała ustawę kagańcową?

– Przecież powiedziałam przed chwilą, że nie działałam w polskim podziemiu, czy podobnie jak tamten oficer nie słucha pan tego, co się do pana mówi?

Upierała się przy swoim, co bawiło Bairicha. Im bardziej kłamała, tym mocniej na jego twarzy pokazywał się uśmiech, ponieważ prowadziło to do jednego. Wstał i majestatycznie przeszedł się wokół stołu. Jego potężna sylwetka wywołała w niej strach, a nieświadomość, co z nią zrobi, tylko go potęgowała.

– Zapytam raz jeszcze, kiedy pani po raz pierwszy złamała ustawę kagańcową?

– W ogóle jej nie złamałam. – Jej głos załamał się na końcu. Chciała skłamać, lecz z tyłu głowy tkwiła jej świadomość, co się stanie, jeśli skłamie.

Kopnął w jej krzesło tak, że spowodował jej twardy upadek na zimną podłogę. Kajdanki były przybite do stołu, więc trzymały jej ręce w powietrzu. Natychmiast podniósł i położył ją na stole głową do blatu. Rozciął jej suknię na wysokości pleców.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2 3

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x