fb Rozdział XXIV: W drodze do wolności - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XXIV: W drodze do wolności

9 kwietnia 2020
Pobierz w formacie PDF

Lotnisko Ławica – 6 stycznia 1919 roku

 

Mierzył do niego z mausera. Chciał wywołać w nim strach, lecz Niemiec czuł wyłącznie swoją wyższość. Im bardziej Krzysiek się irytował, tym większą przyjemność odczuwał przeciwnik, tak jakby mówił językiem swojego ciała: zastrzel mnie.

– Wiesz kim jestem?!

– Nie, ale najprawdopodobniej za chwilę się dowiem. – Chłodny, kalkulujący wszystko sposób wypowiedzi wyrwał młodzieńca z kontekstu. Zżerała go nienawiść do Niemca, zarówno za próbę powstrzymania pociągu z Paderewskim i całą elitą dyplomatyczną z Wielkiej Brytanii, jak i za grożenie Wiktorii strzałem w głowę, ale najbardziej za zabójstwo jego matki.

– Krzysztof Wartecki, może teraz gdzieś ci dzwoni?!

– Niech pomyślę… – teatralnie się zamyślił. Udawał, że błądził swoimi myślami wzdłuż i wszerz. Prędzej zależało mu na zdenerwowaniu Polaka, bo jak się przedstawił, momentalnie pojawił mu się jej obraz. – Nie przypominam sobie.

– Przestań ściemniać, Bairich! Doskonale wiesz, kogo mam na myśli! To było ostatnia ofiara pańskiego przesłuchania. Albo raczej morderstwa.

– Aaa, teraz sobie przypominam. Pani Kenig.

– Wartecka!!!

– No to mówię, pani Kenig, po co mnie pan poprawia?

Przeładował broń i zacisnął palec na spuście. W każdej chwili był gotowy strzelić w stronę Niemca, lecz irytowało go, że on nie czuje strachu i zachowuje się, jakby to on pragnął z nim rozmowy, a nie na odwrót.

– To była Polka z urodzenia! Którą ty zatłukłeś! Nie odpuszczę ci tego!

– Więc strzelaj, na co czekasz? – zachęcał go z uśmieszkiem na twarzy.

– Krzysiek, nie rób tego! – obydwaj spojrzeli na Wiktorię Rodnas, która pojawiła się nagle, jakby była skryta pod osłoną niewidzialności, którą postanowiła przy nich zrzucić. – On tego pragnie, nie widzisz?!

– Nie wtrącaj się! To sprawa między mną a nim!

Powoli zbliżała się do ukochanego. Widziała determinację w jego oczach. Chciał pozbawić go życia. Podobnie jak to zrobił z tamtym Niemcem, tak i tutaj nie miało to nic wspólnego z obroną. To zwykłe morderstwo.

– Krzysiek, nie jesteś taki jak on. – Próbowała oczarować go swoją czułością. – On został stworzony do zabijania. Ty natomiast…

– Strzelaj śmiało! Pokaż, że jesteś mężczyzną!

– Zamknij się Bairich! Nie z tobą rozmawiam.

– Nie słuchaj jej! Próbuje z ciebie zrobić mięczaka! Pokaż, że jesteś facetem! Zastrzel mnie!

– Nie waż się do niej tak zwracać, bydlaku! – Podszedł do niego i kolbą karabinu uderzył go w twarz. Niemiec się nie bronił, choć oczekiwał tego uderzenia, dlatego później zaczął się śmiać, a im dłużej to robił, tym jego śmiech bardziej się potęgował. Sam się nakręcał, przez co robił to bez końca.

– Krzysiek, nie jesteś taki jak on! – Podbiegła do niego, lecz gdy skierował mausera w jej stronę, momentalnie zmieniła się w posąg. Patrzyła na lufę karabinu skierowanego w prosto w nią, a jej wyobraźnia dokładała do tego obrazu wypadający pocisk. Był to ułamek sekundy, ale spowodował, że prawie zapuściła korzenie i patrzyła z boku na nadchodzące wydarzenia.

Bairich otrząsnął się z uderzenia i z powrotem zaczął się śmiać.

– Oto chodzi. Pokaż, że jesteś mężczyzną. Zabij mnie.

– Rozumiem, co w tobie siedzi. – Wiktoria nie dawała za wygraną. – Jesteś wściekły na niego, bo zabił twoją matkę. Rozumiem, że chcesz się na nim zemścić. Ale nie widzisz, że on tego pragnie? Chce, żebyś był taki jak on!

– Bądź mężczyzną! Zastrzel mnie!

– Nie słuchaj go – mówiła, coraz bardziej tonąc we łzach. – Nie w takim Krzyśku się zakochałam. Pokochałem miłego, szarmanckiego…

– Bla Bla Bla, piękne bajki, a teraz do rzeczy pokaż, że jesteś mężczyzną!

– Nie masz prawa się tak do niej odzywać!

– Nie rób tego! – Wiktoria oparła się na jego rękach, widząc, że on znowu chce wymierzyć cios Niemcowi. Przez chwilę z nią walczył, chwilę później się uspokoił, lecz jego nienawiść nie minęła. Podjęła wcześniejszy wątek. – Nie jesteś mordercą! Nie jesteś taki jak on! Fizycznie możesz z nim wygrać, ale owładnie cię psychicznie. Jesteś dobrym człowiekiem, wiem, że jesteś!

Bairich nie reagował. Widząc w jego oczach tak wielką nienawiść, wiedział, że naciśnie na spust. Karabin wciąż był wymierzony w jego kierunku. Sierżant miał nadzieję, że Wartecki wystrzeli ten pocisk. Nie chciał umierać, ale tylko tak widział swoją szansę na ucieczkę. Mała szansa, żeby zabił go od razu, bo w głowę nie trafi, jeśli będzie się poruszał, a w serce tym bardziej. Dlatego potrzebował powodu, żeby ktoś mógł pomyśleć, że nie żyje i młody kapral zamierzał mu go dać. Jednakże Wiktoria opierała się na jego ramionach. Wciąż mówiła o tym, jaki on jest czuły, troskliwy, opiekuńczy, spokojny, rozważny… Wyliczając jego cechy i zachowania, nie wymieniła oczywiście chęci mordu.

Krzysiek chciał do niego strzelić. Chciał, żeby pocisk przeszył jego głowę, podobnie jak przeszył głowę Niemca, którego zastrzelił podczas walk o Prezydium Policji. Jednak po krótkiej chwili dobiegł do niego głos nawołujący do… odpuszczenia. Nienawiść zamieniała się w darowanie winy. Nastała w nim walka wewnętrzna między nienawiścią a wybaczeniem. Efektem ubocznym tej walki był trzęsący się karabin w jego ręku i zmuszał się, żeby patrzeć ze złością na Niemca.

Dłużej tej walki nie mógł już prowadzić. Opuścił broń. Wiktoria odetchnęła z ulgą i mocniej się do niego przytuliła, na co on odwzajemnił jej uścisk.

Lars Bairich nie mógł znieść swojej kolejnej porażki, którą otrzymał na skutek działań jednej rodziny. Najpierw jego matka zrobiła go w konia i tuż pod jego nosem wprowadziła do Wach-und Sicherheitsdienst polskich żołnierzy, a teraz jej syn nie strzela do niego, żeby pomóc mu w ucieczce. Drugiej porażki nie mógł przeboleć.

Wyciągnął pistolet i wycelował w stronę Warteckiego. Po chwili nastąpił huk z broni palnej, który zagłuszył wszelkie dźwięki w pobliżu lotniska. Zakochani początkowo nie wiedzieli, co się dzieje i gorączkowo rozglądali się po okolicy. Dostrzegli Bairicha leżącego na ziemi, pod którym uzbierało się już sporo krwi z nogi przestrzelonej przez Krzyśka oraz z jego piersi, przez którą przeszedł pocisk. Odwrócili się i dostrzegli tego, który strzelił do wroga. Był to podporucznik Andrzej Kopa, który zjawił się niezauważalnie w pobliżu. Opuścił pistolet.

– Wybaczenie kapralu jest bardzo szlachetne, ale życie ze świadomością, że kat twojej rodziny jest gdzieś na wolności, to już ciężka sprawa. Dobrze, że mu się oparłeś. – Po czym odszedł, zostawiając ich samych.

Choć zgiełk bitewny już dawno przycichł, Wartecki dopiero teraz poczuł, że już po wszystkim. Od momentu, gdy Wiktoria powiedziała mu o śmierci jego matki, przez cały czas szukał tego, który to zrobił. Nie mógł ukarać tych, którzy zabili jego ojca, był blisko ukarania tego, który zabił jego matkę, lecz mimo początkowej chęci cieszył się, że go nie zabił. Wiktoria miała rację. Nie jest taki jak oni. Nie jest żądny krwi. Jest inny, bo walczy o wolność dla Polaków, ale nie pastwi się nad Niemcami, którzy im tę wolność zabrali.

Uwolnił się od kata. Czuł się Polakiem i żałował jedynie tego, że nie mógł uratować swojej matki, kiedy zabierał ją Bairich. Ucieszył się z tego, że była przy nim Wiktoria. Gdyby nie ona, to prawdopodobnie by go zastrzelił i stałby się takim samym potworem jak Bairich. Przytulił ją z wdzięcznością.

Paderewski miał rację, trzeba odróżnić walkę od zemsty…

0 0 votes
Article Rating

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x