fb Rozdział XXXI: Bunt Charny - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Rozdział XXXI: Bunt Charny

6 stycznia 2020
Pobierz w formacie PDF

Charna nie miała żadnych wątpliwości, że jeśli zrobią jeden nieostrożny ruch, kusznicy nie spudłują, a oni będą służyć za farbę, którą zabarwią odrzucone kamienie. Dziewczyna wraz z Fioną podniosła ręce do góry, dając znak, że nie mają złych zamiarów. Pozostali przeciskający się przez wąski otwór żołnierze dźwigali ręce do góry, kiedy połapali się w sytuacji.

– Mało wam jeszcze od ostatniego razu? – Krzyknął jeden z kuszników. – Po raz kolejny chcecie być przepędzeni?

Panna Aberville nie bardzo rozumiała, co miał na myśli.

– Nie mamy złych zamiarów. Jesteśmy żołnierzami Erathii.

Ani trochę go to nie przekonało.

– Byle jaki głupiec potrafi przywdziać stroje rycerzy erathiańskich i się za nich podawać, a patrząc na was, można mieć ku temu poważne wątpliwości.

Również Charna chciała wybuchnąć. Powstrzymała jednak swoje emocje Kusznik ma rację. Harin był kowalem, który pierwszą walkę w życiu stoczył dopiero teraz z troglodytami. Idris i Bran niby byli najlepszymi treserami koni, lecz z mieczem też dopiero po raz pierwszy mieli do czynienia. Jedynie jej kusznicy byli zahartowani w bojach.

Mężczyzna, z którym rozmawiała, nie poznawał w niej Charny Aberville.

– Poza tym, co to za słabeuszy masz w swoim oddziale, że nie potrafią się odezwać? – Spytał na pół drwiąco.

– Bo my nie gadamy, tylko tłuczemy mordy tym, którzy powątpiewają w nasze siły!

– Harin! – Od razu zganiła go Charna, widząc, jak przeciwnicy z trzymają bełty w kuszach. Wystarczył jeden nieostrożny gest i wszyscy zginą. – Dalej tak gadaj, to za chwilę nas wszystkich poprzebijają – zrugała kowala.

– Trzeba przyznać, że jak na dziecko jesteś dość śmiała. Przedstawcie się – polecił, lecz Charna zastanawiała się, czy z ciekawości pyta, czy żeby mieć dodatkowe powody do drwin.

Jako pierwsza chciała to zrobić Fiona, lecz Charna od razu powstrzymała ją gestem. Prawdopodobnie nie będą zadowoleni, kiedy posłyszą nazwę rodu Fiony.

– Jestem Charna Aberville, córka Johna Aberville zarzą… – urwała, gdy pojęła, że nazwa jej rodu pewnie niewiele im mówi.

Jednak się pomyliła. Z przejść wyrytych w ścianie słyszalne były pomruki i szmery wywołane słowami dziewczyny. Kusznicy nieco zwolnili swoje kusze, skupiając się na swoich domysłach.

– Nosisz imię tej samej dziewczyny, która była giermkiem Sorshy Margary. Powiedz, czy to tylko przewłaszczenie przez ciebie imienia rodu, czy faktycznie jesteś tą osobą, która zdecydowała o zwycięstwie pod Hartferd? – Zainteresował się dowódca, który dopiero teraz wyłonił się z korytarza. Był krzyżowcem.

– Jestem tą samą osobą. Jeśli mi nie wierzysz, możesz zejść i sprawdzić.

– Jest z nami jedna z osób, która również przeżyła to sławetne zwycięstwo. Zejdziemy do was, lecz jeśli ruszycie się chociażby o krok, będziemy musieli was posprzątać.

Dlaczego od razu jej nie poznał, jeśli faktycznie tam był? Nie było to dla niej logiczne, ponieważ ona mimo odległości potrafiła dostrzec twarze niektórych z kuszników. Może oni nie mieli tak dobrego wzroku? Teraz to bez znaczenia. Dostrzegła, jak zbliżają się ku nim sylwetki dwóch uzbrojonych rycerzy. Gdyby musiała z nimi walczyć, to by się trochę natrudziła, ale mogłaby wygrać. Oczywiście kiedy pozostali będą bierni.

Gdy minęli połowę drogi, towarzysz przywódcy zaczął biec w jej kierunku. Kiedy znalazł się on w pobliżu panny Aberville, uklęknął przed nią.

– Panno Aberville, proszę nam wybaczyć, że tak niemiło powitaliśmy cię i twoich żołnierzy.

Również krzyżowiec poznał w dziewczynie Charnę Aberville. Upadł na kolano i złożył jej pokłon, dodając:

– Dołączam się do prośby mojego towarzysza i bardzo proszę o odpuszczenie naszych win. Żyjemy wszyscy w strachu i każdego obcego traktujemy jako zagrożenie. Obiecuję, że jeśli okaże nam pani swoją litość, odpłacimy się dozgonną służbą pod pani komendą.

Mam piętnaście lat, a już mnie mianują na królową – pomyślała z zadowoleniem Charna. Nie była na nich ani trochę zła, wręcz była zaskoczona ich uniżeniem, jakby co najmniej byli jednymi z tych rabusiów, których zabiła w drugim dniu swojego pobytu w Steadwick.

Kusznicy, widząc zachowanie swojego dowódcy, opuścili broń i zeszli ku niemu, żeby oddać hołd wielkiej osobie. Nie dawała wiary oczom, gdy wszyscy zeszli i pomieścili się w tym nie tak szerokim miejscu. Gdy wszyscy skupili się wokół niej, oznajmiła:

– To nie mi powinniście składać hołd i służyć wierność, tylko pannie Lockenhole. – Wyprostowała niezręczną sytuację Charna.

– To panna Lockenhole żyje? – Ucieszył się dowódca.

– Podobnie jak Rion Sinkarina, lecz to wszyscy wielcy, którzy przeżyli ten kataklizm. Reszta albo zginęła, albo uciekła do innego świata przez te portale, które naraz wyrosły z ziemi.

Dowódca, słysząc o dwóch wielkich osobistościach, które przeżyły Rozliczenie, napełnił swoje serce odwagą i chęcią do działania pod nowym sztandarem.

– Witaj w naszym mieście, panno Aberville, witajcie Erathianie. – Jego przywitanie niosło radosny wydźwięk. – Cóż was do nas sprowadza?

– Woda. – Nie owijała w bawełnę dziewczyna. – W Steadwick jest jej na wyczerpaniu. Rion stara się jak może zamieniać lodowe pociski w wodę i poić mieszkańców, lecz to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę.

– Panno Aberville…

– Charna. – Poprawiła go dziewczyna. – Po prostu mów mi Charna.

– Notril. – Przedstawił się dowódca, wyciągając rękę na przywitanie. – Chciałem panią zapytać, czy mam wysłać zapasy wody do miejsca, w którym się znajdujecie?

– Tak. Oczywiście, jeśli macie jej na tyle, żeby się dzielić.

– Mamy jej na tyle, że nawet gdybyśmy pili całe życie, to i tak nie udałoby się nam opróżnić wielkiego zbiornika wodnego kryjącego się za tym nighońskim miastem.

Zapasy wody kryły się podobnie jak w poprzednim mieście za fortem. Gdy Charna poszła razem z Notrilem sprawdzić i na własne oczy przekonać się o ich ilości, jej żołnierze natychmiast rozpoczęli integrować się z ludźmi Notrila.

Droga do wody prowadziła tak samo jak w poprzednim mieście. Gdy znaleźli się na miejscu, panna Aberville zobaczyła podobną ogromną strukturę jak we wcześniejszych lochach. Faktycznie wody tu jest na tyle, że nawet całe Steadwick może naraz ją pić, a i tak jej poziom się nie zmieni.

Dziewczyna była wdzięczna dowódcy za miłe przywitanie, lecz wiedziała, że oni również mają swoje problemy.

– Kogo baliście się, że zawaliliście przejście?

– Tego cholernego kupca. – Powiedział coś, co dla Charny było oczywiste. – Przemycił do nas niemałą ilość wody, trując ponad połowę moich ludzi.

Ponad połowę? Zgodnie ze słowami Notrila wychodzi na to, że przywitała ich zaledwie garstka, bo większa część armii rycerza została otruta przez tę samą osobę, która zabiła jej rycerzy we poprzednim mieście.

– Jak to zrobił?

– Okazuje się, że miałem w szeregach człowieka na jego usługach. Z tego też powodu podmienił beczki z wodą, które napełnialiśmy. Było już za późno, kiedy odkryliśmy skażenie wody. Jej skosztowanie przypłaciło życiem wielu moich ludzi. – Odpłynął myślami, wspominając widoki mężczyzn błagających o życie, gdy z ich ust wydobywała się piana.

Jako rycerka nauczyła się, że śmierć chodzi po ludziach, a nie po lesie. Nie można się przejmować, że ktoś nie żyje, tylko trzeba działać, żeby inni nie zginęli. Dlatego w żaden sposób nie wyraziła współczucia w stronę Notrila, jedynie milczała.

– Myślę nad zasypaniem tunelu od południowej strony.

– Dlaczego? – Zdziwiła się dziewczyna.

– Tam jest źródło problemu, które może zniszczyć i nas, i was. Co najmniej raz na tydzień z południowych stron przylatują czerwone smoki nighońskie, które grabią wszystko, co znajdą na swojej drodze. Nie mam oddziałów, żeby im się przeciwstawić, a nawet jeśli bym miał, to i tak bym ich nie poświęcił, bo mamy jeszcze jeden kłopot.

Charna zauważyła, że niezręcznie jest mu mówić o problemach. Powinna wiedzieć, kogo przyjmuje pod swoje skrzydła oraz znać jego problemy. Niemniej przytłoczyły ją wyzwania, z którymi przyjdzie jej się mierzyć w tym mieście. Następne było jeszcze gorsze.

– Odparliśmy dwa ataki nomadów, lecz wiem, że to tylko kwestia czasu, kiedy nas zaatakują po raz ostatni.

– Ilu masz ludzi?

– Około tysiąca kuszników, plus stu zbrojnych.

Wiedziała, że przeciw koniom kusze mogą nie być już tak skuteczne jak na troglodytów. Rycerze zostaną szybko pokonani przez konnych, a zważywszy na ton głosu Notrila, pewnie będą miały przewagę. Oczywiście nie liczebność wygrywa bitwy, ale w zwycięstwie pomaga.

Po drugiej strony zbiornika stały konie zaprzężone do wozów, na których znajdowały się ogromne beczki mogące pomieścić mnóstwo litrów wody. Każda z nich była napełniana przez kilku mężczyzn. Kiedy jeden wóz był zapełniony, odjeżdżał do Steadwick, a na jego miejsce przyjeżdżał następny. Charnie zaświtał pewien pomysł.

– Czy masz jakiegoś bardzo szybkiego jeźdźca? – Zainteresowała się dziewczyna.

– Każdy z moich żołnierzy umie szybko jeździć, ale do czego zmierzasz?

Poprosiła o kartkę i pióro. Notril namęczył się ze znalezieniem pióra oraz kartki. Charna wzięła je do ręki i sporządziła list do swojej rycerki. Przedstawiła w nim sytuację i zaznaczyła, że wraz ze swoimi towarzyszami odnalazła wodę i nowe oddziały gotowe służyć pod jej komendą. Więcej słów poświęciła na opisanie czającego się zagrożenia w postaci oddziałów Nomadów, którym udało się dostać pod ziemię, kiedy było jasne, że nie przeżyją na powierzchni.

0 0 votes
Article Rating

Strony: 1 2

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x