Z bloga pisarza: Czy literatura w Polsce potrzebuje zmian?
27 marca 2026Trafiłem na tiktoka pani Dagmary Leszkowicz-Załuskiej (link do filmu: https://www.tiktok.com/@dagjoanna/video/7621597043051515169?q=Dagmara%20leszkowicz&t=1774626104831), który mówi o zmianach, jakie powinny się zadziać na rynku literackim. Nie ukrywam, że nawet ja będąc pisarzem przez pięć lat (nie liczę lat pisania do szuflady) dostrzegłem wiele mankamentów jeżeli chodzi o rynek literacki. Z perspektywy czytelnika te mankamenty, o których wspomnę za chwilę mogą nie mieć znaczenia. Oczywiście też jestem czytelnikiem, ale od wielu lat obserwuję co się dzieje w świecie książek. Literatura może być lepsza. Dlaczego? O czym mówił film pani Dagmary Leszkowicz-Załuskiej? I dlaczego to jest tak istotne z perspektywy czytelnika?
Serdecznie zapraszam do dalszej lektury artykułu.
Jakie informacje zawierał wspomniany tiktok?
Przede wszystkim pani Dagmara wskazywała na aspekty do zmiany, o których Unia Literacka mówi od dawna. Literatura w Polsce nie ma się dobrze. Zarówno pod względem literackim, jak i pod względem czytelniczym. Jednak literatura w Polsce, i nie tylko, czy się to komuś podoba czy nie, zaczyna się od nas – pisarzy. To my tworzymy realne światy, krwistych bohaterów, pełne akcji fabuły, przemyślane dialogi i całą otoczkę, którą wchłaniacie jedną za drugą.
Pozwolę sobie je rozpisać w poniższych punktach:
Pierwszy aspekt? – Brak rzetelnego raportowania ilości sprzedanych egzemplarzy.
Niestety jest to zmora zarówno tych pisarzy, którzy współpracują z wydawnictwami, jak i tych, którzy pracują w trybie samowydawcy. O tym drugim opowiem za chwilę, najpierw skupię się na tym pierwszym gatunku pisarzy. Jeżeli nie mamy rzetelnego źródła, które wskazuje dokładną liczbę sprzedanych egzemplarzy, wówczas nie wiemy, ile rzeczywiście publikacji danego pisarza zostało kupionych. Brak wiedzy o ilości zamówionych powieści oznacza błędną kwotę naliczenia wynagrodzenia dla pisarza, a to prowadzi do błędnego obliczenia przychodów dla poszczególnych wydawnictw. Literatura tak funkcjonuje od wielu lat, ale od wielu lat jest to błąd, który należało już dawno naprawić.
Można by rzec, że ta druga grupa pisarzy powinna dokładnie wiedzieć, jaka ilość powieści została sprzedana. Prawda? Niestety nic bardziej mylnego. Zważywszy, że jestem samowydawcą pozwolę się wypowiedzieć. Jedynie, gdzie mam stuprocentową pewność ile sprzedało się moich powieści, to jest moja strona segeworld.pl. Dlaczego? Ponieważ tą stronę obserwuję tylko ja i wszelkie raporty sprzedażowe osobiście wyciągam z mojego narzędzia. Również to narzędzie pomoże mi optymalizować moją pracę aby generować jak największy przychód. Poza moimi źródłami? Nie mam takiej wiedzy. Legimi, Empik Go, czy jakikolwiek inny dystrybutor dostarcza moje powieści do księgarń, zarówno tych stacjonarnych, jak i internetowych, ale ja do systemu zliczeń nie mam dostępu. To znaczy mogę sprawdzić, ile tam sprzedało się na panelu udostępnionym przez danego dystrybutora, ale nie mogę tego jakkolwiek zweryfikować z rzeczywistą ilością.
Takie coś stwarza pierwsze pole do oszustwa.
2 informacja? – Ochrona literatury przed piractwem
Literatura, gry video, muzyka, filmy i jakikolwiek przejaw artystyczny od wielu lat jest piracony. Niestety nie ma żadnych regulacji, ani sankcji prawnych, które skutecznie zwalczą ten proceder przestępczy. Od wielu lat słyszę, że piractwo nie ma wielkiego wpływu na rynek literacki, bo udostępnione książki nie kosztują dużo, a co za tym idzie, jest mała szkodliwość czynu. Litości, poważnie? Jeżeli załóżmy Bunt Charny, który kosztuje czterdzieści złotych zostanie udostępniony na chomikuj i pobierze ją jedna osoba, wówczas jestem stratny o czterdzieści złotych. Jednak jeśli w ten sam sposób powieść pobierze już dwieście osób, to ile jestem stratny? Pomnóżcie sobie. Tyczy się to zarówno e-booków, jak i audiobooków.
Czuję ogromną złość i bezsilność, gdy widzę audiobooki znanych pisarzy występujące na Youtubie czy innych znanych platformach. Filmy te nie są odtworzone w jednostkowych przypadkach, tylko w tysiącach. To jest kradzież na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych i nikt z tym nic nie może zrobić. Ręce opadają.
3 informacja? – Ochrona literatury przed wpływem sztucznej inteligencji na rynek książki
Wiem, że AI nie kradnie niczyich dzieł, tylko na podstawie dzieł już istniejących uczy się tworzyć podobne dzieła, czyli inspiruje się tym co istnieje i tworzy coś swojego. Z jednej strony inspiracja była od zawsze, ale stwarza to poważne zagrożenie dla rynku. Już coraz częściej dostrzegane są dzieła wprost napisane przez AI. Wiem, że za dziełami stoją ludzie, a gdy ich nie ma, to książka przestaje mieć znaczenie. Raz, drugi, trzeci czytelnicy mogą się nadziać, ale… po co mają to robić? Nie można skierować rozwoju AI w innym kierunku? W kierunku ułatwiania pracy, a nie kradzieży twórczej dzieła?
Nie ukrywam, że też korzystam z AI, które bardzo pomaga w promocji. Pomaga tworzyć filmy, grafiki, pisać wstępne skrypty do scenariusza etc. Różnica jest taka, że nikt mi za to nie płaci, a już okładki do książek zlecam grafikom, bo to na książkach zarabiam, a nie na AI. Marketing, a produkcja to jest całkowicie co innego. AI nie kradnie, inspiruje się, ale ta inspiracja nie powinna prowadzić do tego, żeby ktoś tracił pracę. Tylko tyle i aż tyle.
4 informacja? – Co najmniej 10% dla pisarza od ceny okładkowej
Z tym ostatnim można zawalczyć bardzo łatwo. Wystarczy zerwać umowy z dystrybutorami, a zwłaszcza z największym – Empikiem. Niestety ta sieć jest głównym pogromcą literatury. Stawia drakońskie warunki, przez co dla reszty zostają ochłapy, którymi muszą się podzielić wszyscy. Wystarczy, żeby każde wydawnictwo miało swoje własne kanały dystrybucji i wszystko pójdzie w dobrym kierunku. 10% dla pisarza to nie jest wygórowana stawka. Tylko trzeba przyzwyczajać czytelników, żeby poszukiwali książek tam, skąd bezpośrednio kupują.
Z tego powodu powstaje ten artykuł, żeby pokazać, że literatura w Polsce potrzebuje reform, ale również nie jest w stanie zrobić tego sama.
Podsumowanie
Pisarz nie pisze dla pasji. Wydawnictwa nie wydają książek dla prestiżu. Redaktorzy, korektorzy, składacze DTP, graficy i każdy, kto ma wpływ na wydanie książki, nie pracuje w czynie społecznym. To jest praca, która musi być solidnie gratyfikowana. Pisarz nie tylko powinien zbierać laury w postaci prestiżu, ale przede wszystkim w postaci przelewów pieniężnych na konto. Zgadzacie się, czy jesteście temu przeciwni? Dajcie znać w komentarzu.