fb Część 15: Charna vs Mardon - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Część 15: Charna vs Mardon

27 stycznia 2021
Pobierz w formacie PDF

Fiona dostała informacje od przyjaciół, że wrobienie Sini i Iwony poszło zgodnie z planem. Do jej pokoju nie wchodzili, żeby nie stwarzać podejrzeń.

Wyszedłszy z klasztoru poczuła się jak nowo narodzona. Jeszcze nigdy nie czuła się tak rześko, jak tego dnia. Nic jej nie dokuczało, ręce i nogi sprawnie funkcjonowały, a dodatkowo była pełna sił, jakby ktoś rzucił na nią zaklęcie wzmacniające.

Samopoczucie samopoczuciem, miała misję do wykonania. Skierowała się do pokoju w koszarach. Wszedłszy do niego zauważyła kilkanaście wykwintnych kreacji ułożonych starannie na pryczy i obok  niej, jakby wybierała się na bal. Oczywiście wszystkie w jej ulubionym kolorze.

– Och jaki on kochany. – zironizowała Mardona widząc, że do zakupów dołączył kawałek zwoju. Nie wprost się podpisał, ale szeroko się przedstawił tak, że wiadomo było o kogo chodzi.

Zabrała pierwszą lepszą suknię, której rękawy kończyły się pomponami ze skóry jakiegoś zwierzęcia, którą przefarbowano na zielono. Cały ubiór wyszyto z miękkiego jedwabiu wykorzystywanego do poszw królewskich. Jedynie złote szwy przypominały o szorstkich elementach. Przymierzyła ją i czuła się jak królowa balu.

– Szkoda, że muszę ją oddać. – pomyślała ze smutkiem.

Następnie ubrała wojskowe buty z wysokimi cholewami, na której wyszyto złote anioły. Dodatkowo zarzuciła wojskowe tuniki i kamizelkę, dzięki której czuła się kobieco i jednocześnie miała swobodę ruchów.

– Niech tylko mi ktoś zniszczy te ubrania, to nawet behemot w furii nie dałby mi rady.

Odłożyła je wszystkie i aż żałowała, że musiała iść do kapitolu i o wszystkim powiedzieć, ale nie było wyjścia. Plan należało dokończyć.

Wyszła z koszar i ruszyła do kapitolu. Przybrawszy smutną minę otworzyła drzwi z udawaną trwogą. Chociaż od momentu kradzieży złota minęło kilka dni, to budynek nadal przypominał archiwum, przez które przeszło tornado, rozsypując wszystko na podłogę. Zwoje z zapiskami leżały jak chciały. Po podniesieniu kilku z nich zauważyła, że jeden mówił o handlu, drugi o finansach, a jeszcze inny o sprawach sądowych. Istny misz masz. Aczkolwiek skryptorzy pomimo bałaganu nie stawali na nich i wyglądali, jakby wiedzieli co robią i jakie zwoje porządkują. – W takim bałaganie już bym się nie odnalazła. – pomyślała Fiona podsumowując istny majdan.

Jeden z rycerzy odwróciwszy się dostrzegł ją. Miał na sobie niebieski płaszcz, spod którego wychodził krótki kołnierz krezkowy i równie przystrzyżoną brodę z wąsami do góry. Niebieskie oczy, brązowe włosy zaczesywane do tyłu, spod których wychodził złoty glejt, symbol bycia namiestnikiem miasta i to on odpowiadał za sprawy porządkowe w mieście.

– Witaj droga damo, w czym mogę pomóc?

Życzliwość była jego mocną stroną, lecz Fiona dostrzegła, że chciał się jej pozbyć. Gdy usłyszy, co ma do powiedzenia, zmieni zdanie. Zaczęła nieśmiało z trudem wypowiadając słowa.

– Sir Christianie z rodu Nabyrian. Chciałabym o coś zapytać.

– Co takiego? – Spytał podszedłszy do niej.

– Czy z kapitolu zginęła duża część złota?

– Zgadza się, właśnie próbujemy wyjaśnić to zdarzenie.

– Dużo tego?

– Jeden dzienny wpływ do skarbca miasta.

– Tak też myślałam. – Namiestnik odwrócił się w jej stronę, oczekując szczegółów. – Ostatnie dni byłam w klasztorze i nie wiedziałam co się działo. Wracam z niego, a tam dostrzegam kupione najmodniejsze i najdostojniejsze ubrania. Nieświadoma tego zaczynam przymierzać, potem usłyszałam przypadkową rozmowę, mówiącą o kradzieży pieniędzy i spojrzawszy na ubrania wyliczyłam, że około cztery tysiące sztuk złota musiały kosztować, a więc …

– Dzienny wpływ złota do Steadwick. – dostrzegł namiestnik. – Czy masz może podejrzenia, kto mógłby to zrobić?

– Ktoś, kto ma takie pismo. – podała mu zwój podpisany przez Mardona.

 

Fiona została gorąco powitana przez wszystkich kadetów. Każdy z nich dopytywał się o jej samopoczucie i nawet behemot wydawał się jakiś milszy. Sorsha i Tyris też nie przemęczały jej na treningach, gdyż nawet kilka dni bez nich mogło wpłynąć na jej sprawność fizyczną i mentalną.

Panna Haart powiedziała Charnie, w jaki sposób wkopała Mardona, na co Charna z niecierpliwością wyczekiwała, aż chłopak pójdzie pod topór. Kolejne dni mijały, a nikt po niego nie przychodził. Niemożliwe, żeby sir Christian był idiotą i nie wiedział, kto podpisuje się słowami: Twój najbogatszy kolega. Zresztą, jakim trzeba być bufonem i zapatrzonym w siebie dupkiem, aby tak siebie opisywać?

W końcu podczas jednego z treningów u Tyris przed areną walk pojawił się sir Christian z obstawą kilkunastu żołnierzy. Weszli do środka i dostrzegłszy mistrzynię czempionów podeszli do niej.

– Panno Tyris, czy wśród kadetów znajduje się Mardon z rodu Blake?

– Oczywiście, już go wołam. Mardon do mnie. – Nim nabrzmiały bufon przyszedł do Tyris musiał poznęcać się nad Maronem, który nieszczęśliwie z nim trenował. Dopiero, kiedy powalił go na podłogę podszedł do Tyris i śmiejąc się od ucha do ucha zaczął.

– Witam uszanowanego sir Christiana, czy mogę wiedzieć, w jakiej sprawie zostałem wezwany?

Namiestnik miejski przyjął dostojną pozycję mówiąc.

– Mardonie z rodu Blake. W imieniu łaskawie panującej nam królowej Katarzyny z rodu Ironfist jesteś oskarżony o kradzież sakiewek złota, na równowartość dziennego przychodu miejskiego.

Chłopak był całkowicie zaskoczony i nie wiedział, co miał powiedzieć. Po raz pierwszy w trakcie jego pobytu w Steadwick te silne nogi zaczęły się trząść. Począł nerwowo wymachiwać rękami, jakby się tłumaczył. Charna na chwilę przerwała ćwiczenie i razem z Tamarą obserwowały jak chłopak usprawiedliwiał się. Im dłużej to robił, tym bardziej uświadamiała sobie, że namiestnik poszedł dokładnie po tropach podrzuconych jej przez dziewczynę.

Również stojąca obok Tyris wydawała się zaskoczona aktem oskarżenia. Jeden z najbogatszych kadetów, który pochodził z zamożnego rodu miałby jednocześnie być tym, co okrada skarbiec Erathii?

– Sir Christianie, jesteś pewien, kogo oskarżasz?

– To twoje pismo chłopaku? – Spod płaszcza wyciągnął zwinięty zwój i rozwinąwszy go pokazał chłopakowi. Mardon wziął go do ręki i niechętnie przyznał się do swojego pisma. – Przyniosła nam go jedna z kadetek, która nie chciała mieć na sumieniu kradzieży mieszkańców. – Schował zwój za płaszcz. – Szkoda, że ty nie miałeś takich oporów.

Tyris patrzyła na Mardona z nieskrywaną irytacją, w której jednocześnie występowała nutka zawodu. Natomiast on wyglądał, jakby uczestniczył w wielkim spisku. Racja, skorzystał z pieniędzy, które mu nagle spadły z nieba i choć miał podejrzenie, że są to pieniądze zdobyte z kradzieży królewskiego mienia, to jednak postanowił skorzystać z dodatkowego przypływu złota. Tak mu Tamara doradziła, żeby kupił coś dla Fiony, a ta w zamian tak mu się odwdzięczyła, że doniosła na niego. Spojrzał gniewnie w jej kierunku, a Fiona kręciła głową z zażenowania.

– Panowie – kontynuował Sir Christian – prośba o aresztowanie Mardona z rodu Blake.

Kiedy pierwszy żołnierz z kajdanami podszedł do behemota ten odepchnął żołnierza i rzucił się do ucieczki. Żołnierze natychmiast pobiegli za uciekinierem, podobnie jak Tyris. Kadeci przerwali trening dostrzegając walczącego chłopaka. Jego ucieczka nie trwała długo, bo już chwilę później na ziemię powaliła go Tyris Lockenhole.

– Lepiej módl się do Riona, żeby twój ojciec puścił płazem ten wybryk. – Wzięła kajdany od jednego z żołnierzy i skuła jego ręce.

– Jestem niewinny! Nic nie zrobiłem!

– Nie przede mną będziesz się tłumaczył. – rzekła rycerka, mając ochotę solidnie przetrzepać skórę młodzieńcowi.

– Ten, kto jest winny, ten zazwyczaj ucieka. – dodał Christian, który przejąwszy chłopaka od panny Lockenhole natychmiast zmierzał z nim do wyjścia.

Wszystkiemu przyglądali się kadeci i gdy Charna spodziewała się oburzenia, albo jakiegokolwiek zdziwienia, to wszyscy odebrali to z obojętnością, jakby to było do przewidzenia. Przybiła niesłyszalną i niezauważalną dla pozostałych piątkę z Tamarą, a Maronowi i Fionie z satysfakcją kiwnęły głową.

Teraz już nikt ich nie będzie prześladował. Przynajmniej na jakiś czas.

5 3 votes
Article Rating

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x