fb Opowiadanie I: Ilidium – część 1 - SegeWorld | Kamil "Sege" Sobik

Strona wykorzystuje ciasteczka by świadczyć usługi na najwyższym poziomie Polityka prywatności

Rozumiem
image

Opowiadanie I: Ilidium – część 1

20 stycznia 2019
Pobierz w formacie PDF

Zawsze się zastanawiałem jak to jest przed wejściem do nieba. – Pomyślał Turnlei, którego dusza po śmierci została zabrana do osnutego legendami miejsca. Nie sądził, że po przekroczeniu bram śmierci wciąż będzie miał świadomość dziejących się wokół niego wydarzeń. Poddawał w wątpliwość istnienie życia po życiu, a teraz leciał do małego jaśniejącego punktu gdzieś ponad sobą, który z biegiem czasu powiększał się. Z jego środka zaczęły wyłaniać się kształty przypominające jakiś pokój.

Znalazł się w pomieszczeniu, które przypominało sąd. Mógłby mieć z nim do czynienia, gdyby go ktokolwiek do niego zaprowadził. Naprzeciwko na podwyższeniu, pojawiło się pięciu mężczyzn ubranych na biało. Kiedy zajęli swoje miejsca i rozszerzyli swoje skrzydła nad ich głowami się pojawiły jaśniejące aureole.

Turnlei nie potrafił ich odróżnić. Białe szaty, blond włosy, jaśniejące twarze niezakłócone choćby jednym nieogolonym włosem. Każdy z nich był taki sam. Aczkolwiek oni mieli przydzielone role. Wiedzieli, kto jest kto i kto jaką rangę zajmuje. Na samym środku stał najważniejszy z nich wszystkich, po bokach stali niżsi w hierarchii nieba. Najwyższy zaczął rozprawę.

– Któż to przed nami stanął? – zapytał

– Ma na imię Turnlei. – niższy od przewodniczącego anioł czytał z wcześniej przygotowanego zwoju – Nie miał rodowego nazwiska, tylko był zwykłym rzemieślnikiem. On nie może stać wśród nas, ponieważ na to nie zasłużył. – Najwyższy z zaciekawieniem spojrzał na anioła. – Prowadził plugawe i okropne życie oraz nie słuchał naszych wskazówek przestrzegających go przed błądzeniem.

– Otrzymałem od was jakieś wskazówki? – nie przypominał sobie Turnlei. – Nic takiego nie widziałem, więc o jakich nakazach lub jak to określiłeś – wskazówkach – mi teraz mówisz?

Anioł czytał dalej:

– Nie słuchał naszych rad, kiedy przemawialiśmy przez jego ofiary i przekonywaliśmy do zmiany swojego życia. Był głuchy na nasze słowa, co pozwala sądzić, że interesowało go wyłącznie zabijanie. W trakcie swojego życia bestialsko zamordował osiemnaście kobiet i piętnastu mężczyzn. W swoim marnym życiu nie oszczędzał także dzieci.

Zmarłego rozgniewało samo określenie jego życia plugawym. Popełnił jeden błąd, który zapoczątkował następne. Zabił jedną osobę, i jego zbrodnię widział ktoś, kto później dzięki temu miał na niego haka. Tym kimś był wpływowy magnat z wielkimi względami u króla Azari. Nawet gdyby się przyznał, że jest przez niego szykanowany nikt by mu nie uwierzył.

Magnat ubóstwiał zadawanie bólu. Kochał widzieć cierpienie innych i dzięki ich męce napełniał swoje ciało energią. Ale nie chciał brudzić rąk, dlatego gdy nakrył Turnleia na pierwszej zbrodni zrozumiał, że znalazł kolejną osobę do zabijania dla jego przyjemności.

Rzemieślnik ten nie miał innego wyboru. Albo będzie zabijał, albo magnat zabije jego. Zastanawiał się, czy anioł, który czytał jego wyrok, uwzględnił jego położenie.

Następnie anioł wymieniał wszystkie ofiary Turnleia. Opisy ich śmierci były bardzo obrazowe i sugestywne, przez co rzemieślnik został ukazany, jako zły i pozbawiony uczuć człowiek. Według anioła interesowała go wyłącznie śmierć i tylko nią się pożywiał. Turnlei nie był dumny ze swojego życia, ale to brak wyboru dobijał go najbardziej. Po streszczeniu jego ofiar skończył swój monolog słowami:

– W końcu dopadła go sprawiedliwość z ręki męża jednej z ofiar, a my mamy być sądem, którego nie doświadczył w krainie Azari.

Najwyższy anioł podziękował za akt oskarżenia. Po przytoczeniu listy jego ofiar zwrócił się do Turnleia.

– Usłyszałeś, co powiedział mój brat. Czy zechcesz to jakoś skomentować?

– Każdej ofiary żałuję i żałowałem zaraz, gdy odebrałem jej życie. Żałuję też emocji, które pchnęły mnie do zabicia pierwszego nieszczęśnika, którym był żołnierz. Gdy dowiedziałem się o gwałcie na mojej żonie nie mogłem powstrzymać w sobie chęci zemsty. Kolejne moje morderstwa wynikały wyłącznie z powodu, że Magnat Razi miał mnie w garści i lubił widzieć, gdy ktoś cierpi. Każda z tych ofiar śniła mi się po nocy, lecz nie miałem wyjścia. Albo ich śmierć, albo moja.

Oprócz najwyższego anioła wszyscy odwrócili głowę z odrazą do Turnleia. Nie mogli patrzeć na kogoś, kto nie miał własnego zdania, tylko zabijał, mimo iż mu to nie odpowiadało.

– Zatem głosujmy, gdzie ma się udać rzemieślnik Turnlei, lecz pamiętajcie iż ostatnie zdanie należy do mnie. – orzekł najwyższy.

Członkowie sądu niebiańskiego skinęli głową. Następnie skierowali kciuki w dół, co było jednoznaczne z wysłaniem Turnleia do piekła, aby na zawsze smażył się za swoje niegodne czyny. Tylko najwyższy z rady długo się zastanawiał przed wydaniem werdyktu. Nie wydał go, ale za to powiedział:

– Zgadzam się z wami, że Turnlei nie zasłużył na życie wśród nas, lecz nie zgadzam się, że piekło jest dla niego odpowiednim miejscem. W końcu wisiało nad nim widmo śmierci, zatem niech stanie się aniołem, ale na ziemi.

Już brak akceptacji jego poglądów wyrażały zaskoczone spojrzenia. Nie sądzili, że z kogoś tak plugawego będzie chciał zrobić anioła.

– Nie rozumiemy cię bracie. – odrzekł jeden z nich. – Chcesz z mordercy zrobić anioła?

– Tylko uczynki świadczą, że jest mordercą, a nie jego charakter. – sprecyzował najwyższy. – Wydaje mi się, że już wystarczającą karą dla niego będzie niemożność wejścia do nieba i doświadczenia na własnej skórze rozkoszy przebywania w krainie radości i szczęścia. Piekło jak mówię, też nie jest dla niego odpowiednim miejscem. Dlatego niech strzeże porządku na ziemi, a dzięki Sawrhino będzie widział, co jest dobre.

– Bracie, ale tego miecza nie możemy znaleźć od setek tysięcy lat. Naprawdę sądzisz, że on wciąż jest w Azuri?

– Szukaliśmy przez pierwszy tysiąc lat, a potem zwątpiliśmy. Brakowało nam determinacji, którą odnajdzie w sobie Turnlei.

Niżsi członkowie sądu spojrzeli po sobie zastanawiając się nad słowami najwyższego. Musieli zaakceptować swój brak determinacji do odszukania miecza o nazwie Sawrhino. Pokiwali najwyższemu akceptując jego zdanie, na co on spojrzał na Turnleia i władczym głosem kontynuował.

– Nie zgodziłem się z pozostałymi, bo nie widzę w tobie zła, którym cię przypisywali. Jednakże, jeśli przez jeden dzień, zaprzestaniesz poszukiwania Sawrhino, wtedy natychmiast zostaniesz wysłany do piekła. Uzyskasz również nieśmiertelność i pozostawimy ci młody wygląd, żeby nigdy nie zabrakło ci sił w poszukiwaniu ostrza.

Turnlei czuł, że podłoga, na której stał zaczynała odciągać go od członków rady. Rozejrzał się dookoła dostrzegając, że wszystko się zmniejszało. Wygląd aniołów zlewał się w jedną całość. Jakaś niewidzialna siła oddalała go od nich. Pomieszczenie, gdzie był sądzony nikło w jego oczach. Nie dostrzegał już szczegółów w wyglądzie aniołów. Tylko słyszał głos najwyższego:

– Pamiętaj. Nigdy nie wątp w swój cel.

Po tych słowach sąd stopił się z czernią, a pod nim ponownie pokazał się świat Azuri. Naraz stracił grunt pod nogami, zupełnie jakby szedł po twardej skale i naraz ktoś mu tę skałę zabrał. Spadał, bezwładnie wywijając rękami.

Twardo upadł na ziemię, w której wyżłobił kształt swojego ciała. Początkowo miał problem z powstaniem, lecz gdy to zrobił nic już go nie bolało. – Zatem dostałem szansę na naprawę swojego życia. Szkoda, że dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale.

5 1 vote
Article Rating

guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kali
Kali
1 rok temu

Świetny tekst. Czyta się lekko i z zaciekawieniem chcąc wiedzieć co stanie się dalej. Napewno od przeczytam wszystko z tej serii.

1
0
Would love your thoughts, please comment.x